Potrójne zabójstwo w Cedzynie było jedną z...

    Potrójne zabójstwo w Cedzynie było jedną z najmroczniejszych zbrodni. Odsłaniamy jej kulisy

    Elżbieta ZEMSTA zemsta@echodnia.eu

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Tadeusz Grzesik w minioną środę został uznany winnym udziału w zbrodni na trójce obywateli Ukrainy w podkieleckiej Cedzynie. Ogłaszając wyrok 25 lat

    Tadeusz Grzesik w minioną środę został uznany winnym udziału w zbrodni na trójce obywateli Ukrainy w podkieleckiej Cedzynie. Ogłaszając wyrok 25 lat więzienia dla oskarżonego sędzia zezwolił na publikację danych i wizerunku mężczyzny. ©Dawid Łukasik

    Na parkingu w Cedzynie pod Kielcami mieli się tylko przespać. Drugiego dnia czekała ich długa podróż do domu. Na Ukrainę. Nigdy tam jednak nie dotarli, bo w brutalny sposób odebrano im życie.
    Tadeusz Grzesik w minioną środę został uznany winnym udziału w zbrodni na trójce obywateli Ukrainy w podkieleckiej Cedzynie. Ogłaszając wyrok 25 lat

    Tadeusz Grzesik w minioną środę został uznany winnym udziału w zbrodni na trójce obywateli Ukrainy w podkieleckiej Cedzynie. Ogłaszając wyrok 25 lat więzienia dla oskarżonego sędzia zezwolił na publikację danych i wizerunku mężczyzny. ©Dawid Łukasik

    Dwóch mężczyzn zamordowano z zimną krwią, młodą kobietę najpierw zgwałcono, a później dobito strzałem w głowę... Jak zginęli i dlaczego? Co było motywem zabójców? Na niektóre z tych pytań udało się znaleźć odpowiedź.

    19 września 1991 roku wypadał w czwartek. Około godziny 19 na parking w Cedzynie podjeżdża samochód typu moskwicz na ukraińskich numerach. W środku siedzi dwóch mężczyzn: 41-latek, 40-latek i towarzyszka życia tego młodszego - 24-letnia kobieta. Według śledczych wracali z Kielc, wcześniej handlowali w mieście tym, co przywieźli z Ukrainy. Wtedy takie były czasy. Z rodzinnych stron zabrali jakieś garnki, trochę sprzętu domowego.

    W Polsce, która dopiero co przeszła zmianę ustroju wciąż wszystkiego brakowało, można tu było za przywiezione z Ukrainy rzeczy dostać więcej pieniędzy. Kielce mieli wybrać na chybił - trafił... Zdaniem prokuratury trójka obywateli Ukrainy już w stolicy, wtedy jeszcze województwa kieleckiego, miała być śledzona. Czy za bardzo rzucali się w oczy? Czy z kimś zadarli? Niewiadomo.

    BYŁ MISTRZEM BOKSU...

    Pewne jest to, że mężczyźni byli przygotowani na jakiś ewentualny atak. W samochodzie, pod ręką była metalowa łyżka od kół do samochodu i siekiera. Zresztą, jak mówili później w kieleckim sądzie bliscy obu mężczyzn, ci nie byli chucherkami. Obaj zawodowo ćwiczyli boks, obaj byli wysportowani, wysocy i silni. Żona 41-latka w czasie pierwszej rozprawy procesu dotyczącego dramatu w Cedzynie, który toczył się przed kieleckim Sądem Okręgowym mówiła, że mąż na pewno by się obronił, umiałby odeprzeć atak. Był przecież mistrzem boksu...

    W czwartek 19 września 1991 roku na nieoświetlonym parkingu w Cedzynie, niedaleko polnej drogi ustawili swój samochód. Prawdopodobnie przygotowywali się do snu, bo mężczyźni i ich towarzyszka ubrani byli w sportowy, lekki strój. Na stopach mieli kapcie. Około godziny 20 lub 20.30 jak zeznawali świadkowie usłyszano pierwsze strzały... Zdaniem prokuratora ofiary musiały widzieć, że ktoś się zbliża do samochodu, bo 41-latek, który pierwszy wysiadł z auta miał w ręku siekierę - nie zdążył jej jednak użyć, bo otrzymał dwa strzały w klatkę piersiową.

    Biegli od rekonstrukcji zdarzeń, którzy przed dwudziestoma laty badali zbrodnię w Cedzynie mówili później w sądzie, że gdy postrzelony mężczyzna upadł jego zabójca oddał kolejny strzał, z przyłożenia w tył głowy. - To dało czas drugiej z ofiar - 40-latkowi, na ucieczkę - biegli relacjonowali ustalony przez siebie przebieg wydarzeń. - Mężczyzna zapewne zorientował się, że nie ma szans w starciu z oprawcami. Napastnik, w naszej ocenie ten sam, który strzelał do pierwszej ofiary, udał się w pościg za drugim mężczyzną. Przypuszczamy, że 40-latek w pewnej chwili obrócił się bokiem do ścigającej go osoby i uniósł ręce do góry, bo pierwszy strzał otrzymał w okolice podpachowe, zwykle zasłonięte przez ręce. Po tym strzale 40-latek upadł twarzą do ziemi. Napastnik podszedł blisko i oddał strzał w kark. Ten wystrzał miał charakter dobijania ofiary, został oddany z odległości trzech do pięciu centymetrów od nasady szyi.

    Na ciele pierwszej z ofiar widoczne były ślady rozmazanej krwi - to po tym, jak mówią śledczy, gdy oprawcy prawdopodobnie przeszukiwali zwłoki 41-letniego mężczyzny.

    SPONIEWIERANA, ZBEZCZESZCZONA

    Przebieg wydarzeń i śmierć swoich towarzyszy musiała widzieć 24-letnia kobieta. Zapewne przeczuwała, że i ją czeka śmierć, w starciu z napastnikami walczyła o życie. Sekcja zwłok wykazała liczne obrażenia w obrębie twarzoczaszki, wiele złamań, krwawe podbiegnięcia. To, zdaniem biegłych, pokazywało, z jaką determinacją kobieta musiała walczyć z oprawcami, i ile siły musieli włożyć napastnicy w to, aby obezwładnić kobietę.

    - Miała mnóstwo obrażeń wielopłaszczyznowych: od złamanego nosa, po liczne zasinienia, krwawe podbiegnięcia i poranione wargi. Do tego wszystkiego doszło także złamanie żeber i mostka z lewej strony ciała. Te ostatnie obrażenia wynikały pewnie z tego, że jeden z napastników z dużą siłą przytrzymywał kobietę kolanem. Została także zgwałcona w brutalny sposób - wynika z rekonstrukcji zdarzeń.

    Jej ciało pozostawiono nagie, niemal zbezczeszczone. Biegli upatrywali się w tym pewnego wątku perwersji. Po wszystkim 24-latka została dobita strzałem z bliskiej odległości w głowę. Na koniec samochód podpalono. Świadkowie mówili, że po serii kilku strzałów tego wieczora słyszeli także eksplozję. To prawdopodobnie wybuchły kanistra z benzyną, które Ukraińcy wieźli w bagażniku.
    Na widok łuny ognia nad lasem w Cedzynie ktoś zaalarmował straż pożarną. Ci na miejscu zastali przerażający widok, troje martwych ludzi i dopalający się wrak samochodu. "Echo Dnia" opisywało wtedy, że policja momentalnie ogrodziła teren. Zarządzono obławę, ale sprawców nie znaleziono...

    PRZEŁOM

    ...18 lat później. Sprawa potrójnego mordu w Cedzynie wydawała się być jedną z tych, której tajemnicy nigdy nie uda się rozszyfrować. Śledczy wielokrotnie wracali do tej mrocznej historii. Dysponowali materiałem DNA należącym do dwóch różnych mężczyzna, znalezionym w ciele zamordowanej Ukrainki. Ze sprawą wiązano między innymi członków grupy Krakowiaka, działającej na terenie Katowic.

    Nie zgadzały się jednak kody genetyczne. Sprawa czekała aż do roku 2009, kiedy po serii zabójstw właścicieli kantorów na południu Polski śledczy zatrzymali trzech mężczyzn, mieszkańców województwa świętokrzyskiego, którzy byli podejrzanymi w sprawie mordów na kantorowcach. Od jednego z mężczyzn, wtedy 48-letniego plantatora truskawek z gminy Górno pod Kielcami, uzyskano dane genetyczne. Jeden z kodów DNA pasował do tych znalezionych w ciele 24-letniej zamordowanej w Cedzynie obywatelki Ukrainy...

    Krakowska Prokuratura Apelacyjna, która prowadziła sprawę ustaliła wtedy, że drugie DNA należy do innego z mężczyzn, również mieszkańca województwa świętokrzyskiego. Tamten jednak nie dożył procesu. Popełnił samobójstwo w celi Aresztu Śledczego w Piotrkowie Trybunalskim. Według śledczych na miejscu mógł być jeszcze jeden mężczyzna, ale nie udało się tego potwierdzić.

    PROCES POSZLAKOWY

    W listopadzie ubiegłego roku w kieleckim Sądzie Okręgowym ruszył proces w sprawie zabójstwa w Cedzynie. Niemal dokładnie w dwadzieścia lat po zbrodni na ławie oskarżonych zasiadł wtedy 51-letni Tadeusz Grzesik. Mąż i ojciec. Na pierwszej rozprawie z kamienną twarzą wysłuchał wstrząsających wyznań najbliższej rodziny zamordowanych obywateli Ukrainy, którzy specjalnie na proces przyjechali do Kielc. On sam nie przyznawał się do winy.

    36-letni syn zamordowanego 41-latka, który w chwili śmierci ojca miał zaledwie 16 lat tak opowiadał przed sądem: - Po śmierci ojca musiałem rzucić szkołę i pójść do pracy. Matka wtedy nie pracowała. Dostawaliśmy jakąś zapomogę po tej tragedii, ale tylko do momentu, aż skończyłem 18 lat - wyznawał.
    Mężczyzna tłumaczył, jak wielkie znaczenie ma dla niego ten proces. - To, że tu jestem i fakt, że być może uda się wskazać winnych śmierci ojca, sprawia, że odzyskuję wiarę w wymiar sprawiedliwości - mówił wtedy.

    Przez niewiele ponad rok sąd starał się znaleźć odpowiedź na to, co wydarzyło się 19 września 1991 roku na parkingu w Cedzynie. Nieliczni świadkowie, których udało się po 20 latach odnaleźć nie pamiętali zdarzenia. Proces toczył się w trybie poszlakowym. Powoływano biegłych, którzy tuż po tragedii badali sprawę i nowych, którzy próbowali dać odpowiedzi na pytania sądu. Kluczowe dla sprawy były zeznania 41-letniego świadka dawnego towarzysza Tadeusza Grzesika, skazanego prawomocnym wyrokiem za zabójstwa na właścicielach kantorów.

    Mężczyzna wyznał przed sądem, że na początku lat 90-tych, gdy poznał Grzesika otrzymał od niego do naprawy broń - berettę z przerobionym magazynkiem na naboje od macarova - to właśnie ten rodzaj broni śledczy typowali jako narzędzie zbrodni w Cedzynie.

    Za udoskonalenie broni 41-latek - jak przyznał - otrzymał niewielkie wynagrodzenie od oskarżonego. W sądzie opowiedział o rozmowie, jaką odbył z oskarżonym teraz 51-latkiem niedługo po tragicznych wydarzeniach w Cedzynie. - Pytałem go, czy wie, co się działo w Cedzynie. Wtedy to była głośna, medialna sprawa. Pamiętam, że odpowiedział, że pewnie to były jakieś porachunki Ukraińców czy Ruskich.

    BIEGLI, SPECJALIŚCI I LINIA OBRONY

    Na wniosek kieleckiego Sądu Okręgowego biegli - specjaliści od broni przeprowadzili eksperymenty w laboratorium kryminalistycznym. Używali w nim broni, która miała być narzędziem zbrodni w Cedzynie.

    - Do badań balistycznych użyłem broni typu beretta, musiałem siłą umieszczać tam magazynek od macarova, bo ten magazynek jest nieco większy. Wystrzeliłem 12 nabojów - opowiadał biegły. Jak tłumaczył w sądzie i prezentował na fotografiach, ślady na amunicji znalezionej na miejscu zbrodni i te z eksperymentu mają cechy wspólne.

    Nie szczędzono także czasu i wysiłku, aby bez żadnych wątpliwości stwierdzić, czy dane genetyczne pobrane od oskarżonego i te zabezpieczone w ciele Ukrainki są zgodne. Najlepsi specjaliści od tego typu badań jednoznacznie uznali, że nie może być mowy o pomyłce. Kod genetyczny się zgadza.

    WINNY!

    W trakcie procesu oskarżony próbował różnych linii obrony. Na jednej z rozpraw stwierdził nawet, że w dniu tragedii odbył płatny seks z kobieta, którą rozpoznał na zdjęciu jako zamordowaną 24-letnią Ukrainkę. Miało się to odbyć na kilka godzina przed zdarzeniami na parkingu w Cedzynie. Sąd ostatecznie nie dał wiary jego słowom i podczas ogłaszania wyroku w minioną środę sędzia Adam Kabziński, przewodniczący składu sędziowskiego w tym procesie zarzucił oskarżonemu szkalowanie dobrego imienia zmarłej.

    - Kłamliwe oskarżenia godzą w dobre imię zmarłej kobiety, są zniesławieniem jej czci. Niestety polskie prawo jest tak skonstruowane, że kłamstwa oskarżonego nie mogą zostać użyte przeciwko niemu. Może kłamać... - mówił sędzia.

    Sąd uznał Tadeusza Grzesika winnym udziału w zbrodni w Cedzynie. Jednakże nie udało się ostatecznie ustalić, jaką rolę w tej historii odgrywał mężczyzna.

    - W procesie poszlakowym, który w tym przypadku prowadziliśmy wszelkie wątpliwości przemawiają na korzyść oskarżonego. To, że on tam był i uczestniczył w gwałcie na kobiecie jest bezsporne. Nie wiem jednak, czy to on pociągał za spust, czy on zabijał.

    Jako motyw zbrodni sąd przyjął agresję seksualną na kobiecie. - Nie udało nam się ustalić innych motywów, czyli na przykład motywu rabunkowego. Dlatego też przyjmujemy, że zbrodnia miała charakter seksualny. Kobieta, 24-latka miała być - choć zabrzmi to okrutnie - swoistą gratyfikacją dla sprawców - tłumaczył sędzia Kabziński.

    Jak dodawał duże znaczenie dla kieleckiego procesu ma także sprawa zabójstwa kantorowców, w której sądzony jest oskarżony.

    - Obrona oskarżonego twierdziła, że nie zgadza się modus operandi, czyli charakterystyczny sposób działania sprawcy spójny dla tych dwóch procesów. W opinii sądu jest wręcz przeciwnie. W obu tych sprawach sprawcy działali z niskich pobudek, zabijali swoje ofiary strzałem z bliskiej odległości. Często na zasadzie przyłożenia. Charakter tych zbrodni i łatwość w pozbawianiu kogoś życia wskazuje na podobny profil sprawcy - wyłuszczał sędzia Kabziński.

    USTRZEC SPOŁECZEŃSTWO

    Wymierzając 25 lat więzienia dla oskarżonego oraz pozbawienie go praw publicznych na 10 lat sędzia uznał, że Tadeusz Grzesik nie zasługuje na przywilej życia w społeczeństwie. Sąd zezwolił także na publikację jego wizerunku i danych osobowych.

    - To, czego dokonał wyklucza go ze społeczeństwa - stwierdził sędzia. - Wysokość wyroku i wiek oskarżonego pozwolą sądzić, że uchronimy społeczeństwo przed powrotem do niego Tadeusza Grzesika. To mocne słowa, ale jego czyny były bestialstwem - zaznaczył sędzia Kabziński.

    Zbrodnia w Cedzynie, która przez lata obrosła pewną legendą, stała się synonimem bezkarności znalazła wreszcie swój finał. Czy może być przestrogą?

    - To jedna z najmroczniejszych spraw w powojennej historii naszego regionu - mówił sędzia Adma Kabziński. - Niech stanowi ostrzeżenie dla tych, którzy czują się ponad prawem, którzy myślą, że mogą być bezkarni. Nawet po 21 latach zło spotka się z represją, a sprawiedliwość zatriumfuje. Nie ma zbrodni doskonałych.

    Czytaj treści premium w Echu Dnia Plus Świętokrzyskim

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (14)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (14) forum.echodnia.eu

    Podniebna gmina Łopuszno [WIDEO, ZDJĘCIA Z LOTU PTAKA]

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Wideo

    Galerie zdjęć

    Polecamy

    Rolnik Roku 2018 | Finał [zdjęcia, wideo]

    Rolnik Roku 2018 | Finał [zdjęcia, wideo]

    Święta 2018

    Święta 2018