Punkty najważniejsze

    Sławomir STACHURA

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Strzelec pierwszego gola dla HEKO Grzegorz Cheda całuje strzelca drugiego gola dla gospodarzy Krystiana Kanarskiego. Zdjęcia Sławomir Stachura

    Strzelec pierwszego gola dla HEKO Grzegorz Cheda całuje strzelca drugiego gola dla gospodarzy Krystiana Kanarskiego. Zdjęcia Sławomir Stachura ©S. Stachura

    Strzelec pierwszego gola dla HEKO Grzegorz Cheda całuje strzelca drugiego gola dla gospodarzy Krystiana Kanarskiego. Zdjęcia Sławomir Stachura

    Strzelec pierwszego gola dla HEKO Grzegorz Cheda całuje strzelca drugiego gola dla gospodarzy Krystiana Kanarskiego. Zdjęcia Sławomir Stachura ©S. Stachura

    Piłkarze HEKO Czermno od zwycięstwa rozpoczęli rundę wiosenną. Nie zachwycili, ale zdobyli trzy punkty i to jest najważniejsze

    HEKO Czermno - Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:1 (1:0)

    1:0 Grzegorz Cheda 19 min, 2:0 Krystian Kanarski 57 min, 2:1 Jewgienij Branowicki 90 min.

    Heko: Mańka 5 - Walęciak 5, Solarz 5, Boguś (nie klas) - Cheda 6, Zawistowski 3 (71 Drozd 0), Sobczyński 5, Kościukiewicz 5, Pałkus 2 (29 Trela 4) - Kanarski 6, Folc 4.

    Podbeskidzie: Merda - Imianowski (61 Podstawek), Gorszkow, Kirsz, Branfiłow - Sacha (74 Chrapek), Koman, Bała, Masternak - Kołodziej (64 Kowalczyk) - Udenkwor.

    Czerwona kartka: Marek Drozd (Heko - 84 min, druga żółta). Żółte kartki: Drozd, Sobczyński, Folc (HEKO), Branfiłow (Podbeskidzie). Sędziował Maciej Heinrich (Wielkopolski ZPN). Widzów 800.

    Dziwny to był mecz. Piłkarze HEKO przez wiele minut musieli odpierać ataki rywala, długimi momentami to gospodarze byli w opałach a mimo to zdobyli trzy punkty. Co o tym zadecydowało? Dobra skuteczność. HEKO oddało na bramkę Łukasza Merdy cztery strzały, wszystkie były celne, a dwa z nich znalazły drogę do siatki. Wśród tych celnych uderzeń był też rzut karny, którego w końcówce meczu nie wykorzystał Marcin Folc. Gdyby nie to, zwycięstwo gospodarzy byłoby okazalsze, ale z pewnością zamazałoby obraz meczu, w którym Podbeskidzie wcale nie było od gospodarzy gorsze. Przegrało, bo raziło nieskutecznością i brakiem zdecydowania pod bramką HEKO.



    Starzy znajomi

    Ale to są zmartwienia trenera Małowiejskiego, który przed meczem tryskał humorem i z sympatią rozmawiał z trenerem HEKO Józefem Antoniakiem. Obaj panowie pracowali kiedyś w ostrowieckim KSZO, więc wspólnych tematów było sporo.

    Podbeskidzie, zgodnie z oczekiwaniami, przyjechało do Czermna nastawione wyjątkowo defensywnie. W przodzie był tylko wyróżniający się muskulaturą nóg Stanley Udenkwor, goście maksymalnie zagęścili środek pola i przyznać trzeba, że ta taktyka mogła im przynieść korzyści. Podbeskidzie na początku zepchnęło HEKO do obrony, miało inicjatywę, ale popełniało też rażące błędy w obronie. I właśnie po takim błędzie bramkarza HEKO w 19 minucie zdobyło prowadzenie. Po dośrodkowaniu z rzutu różnego Medra wyszedł do piłki, wpadł w gąszcz zawodników i wypuścił futbolówkę z rąk. Ta spadła pod nogi Grzegorza Chedy, a doświadczony skrajny pomocnik HEKO zachował się jak należy i praktycznie z zerowego kąta skierował piłkę do siatki. Goście próbowali interweniować u sędziego, sugerowali, że Merda był faulowany, pieklił się też o to na pomeczowej konferencji prasowej trener Małowiejski, ale chyba nie miał racji, bo to był nie faul a błąd Merdy, a w dodatku zderzył się on raczej ze swoim obrońcą, a nie ze skaczącym do piłki Folcem.



    Po rajdzie zszedł

    Po zdobyciu prowadzenia HEKO jeszcze bardziej zwarło szyki, poświęcało dużo uwagi obronie i wyprowadzało kontry. W 29 minucie, tuż przed zejściem z boiska, ładnym rajdem popisał się Pałus, który strzelił obok słupka. Goście odpowiedzieli strzałem Udenkwora, który w 32 minucie miał sporo miejsca w polu karnym HEKO, by się odwrócić i - na szczęścia posłać piłkę obok słupka.

    Ale w pierwszej połowie ostatnie słowo należało do HEKO. W 45 minucie w dobrej sytuacji znalazł się Folc, wszedł lewą stroną w pole karne i zamiast zdecydować się na mocny strzał, albo dogranie któremuś z nadbiegających kolegów, strzeli, tak lekko, że właściwie podał do bramkarza.

    Po przerwie HEKO zagrało lepiej i dosyć szybko zdobyło drugiego gola, znów po stałym fragmencie gry. W 57 minucie po faulu tuż przy linii końcowej z rzutu wolnego dośrodkowywał Krzysztof Trela, zacentrował idealnie na głowę Krystiana Kanarskiego, a ten pięknie się złożył i pokonał Merdę.

    Podbeskidzie nie rezygnowało i nadal groźnie atakowało. Obrońcom HEKO mocno dawał się we znaki czarnoskóry Udenkwor, który umiejętnie rozpychał w polu karnym. Z tych ataków niewiele jednak wynikało, ale w 84 minucie w ekipie gospodarzy wzrósł niepokój, bo zalewie 14 minut po wejściu na boisko drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną za głupi faul w środku pola otrzymał Marek Drozd. Ten niepokój mógłby zgasnąć dwie minuty potem, gdyby po faulu Branfiłowa na Kanarskim rzut karny wykorzystał Folc. Marcin strzelił jednak zbyt lekko i Merda obronił.

    W końcówce było już bardzo nerwowo, bo po dynamicznej akcji Chrapka próbujący przeciąć dośrodkowanie Branowicki zrobił to tak niefortunnie, że wjechał z piłką do bramki. Goście zwietrzyli szansę, ale na odrobienie straty nie starczyło im czasu.



    Mówią trenerzy:

    Włodzimierz Małowejski, Podbeskidzie: - Chciałbym podziękować piłkarzom za zaangażowanie. Rozegrali dobry mecz. Mam jednak pretensje do sędziego, który wypaczył wynik meczu, bo przy pierwszym golu dla HEKO nasz bramkarz był faulowany. Oglądałem to na wideo, więc wiem, że tak było. Ta sytuacja miała duży wpływ na moich piłkarzy i w przerwie meczu miałem kłopoty, by ich zmotywować do wyjścia na boisko na drugą połowę.

    Józef Antoniak, HEKO: - Mecz był trudny i widać było w naszej grze pewne mankamenty, ale nie może być inaczej skoro przez tę zimę nie mieliśmy gdzie trenować i trzeba było codziennie jeździć kilkaset kilometrów do Skierniewic, by móc poćwiczyć na sztucznym boisku. Mimo wszystko nie graliśmy tak źle, biorąc pod uwagę to, że przystąpiliśmy do meczu osłabieni, bez Matuszczyka, Woźniaka i Umukoro, a w dodatku już na początku musieliśmy dokonać dwóch zmian, bo Boguś doznał kontuzji kolana, a Pałus miał kłopoty żołądkowe. Mam pretensje do Folca, bo powinien wykorzystać rzut karny. A tak mieliśmy nerwowa końcówkę.




    Po meczu powiedzieli:

    Henryk Kasperczyk, były trener Wisły Kraków. Członek zarządu PZPN: - Była to raczej taka kopanina, bo obu zespołom przyszło grać na trudnym boisku. Zespoły grały przede wszystkim o punkty, a piękno gry zostawiły chyba na następne wiosenne mecze.

    Krzysztof Trela, pomocnik HEKO: - Nie spodziewałem się, że tak wcześnie wyjdę na boisko, bo przecież przed tym meczem długo nie trenowałem. Bolała mnie kostka i musiałem na nią uważać. Dobrze że wygraliśmy, bo teraz przed nami dwa ciężkie mecze w Białymstoku z Jagiellonią i w Łodzi z Widzewem. Podbeskidzie nawet bez Patera pokazało, że potrafi grać w piłkę. Było bardzo groźne.

    Hubert Kościukiewicz, pomocnik HEKO: - Bardzo trudny mecz. To Podbeskidzie naprawdę potrafi grać. Gdybyśmy strzelili tego karnego byłoby spokojniej, a tak w końcówce było trochę nerwów.




    Krystian Kanarski: - Piąty raz głową

    Krystian Kanarski przez cały mecz był aktywny i zdobył swoją kolejną, siódmą już bramkę w drugoligowych rozgrywkach.

    - Często strzelasz gole głową. To chyba twoja mocna strona?

    - Krzysiek Trela tak mi idealnie dograł, że nie wypadało nie strzelić. Piłka była idealna. Rzeczywiście sporo tych goli strzeliłem właśnie głową. Na siedem chyba z pięć. Mam nadzieję, że na tym nie koniec.

    - Jaki to był dla ciebie mecz?

    - Bardzo ciężki, nie tylko zresztą dla mnie. Ze względu na tę zimę nasze boisko jest bez trawy, miejscami bardzo grząskie i trudno się po nim biega. W dodatku ja na treningu doznałem kontuzji łydki i cały czas ta noga mi dokuczała. Złapał mnie nawet skurcz, ale jakoś dotrwałem do końca meczu.

    - Pojedynek nie był w waszym wykonaniu najlepszy, ale najważniejsze są chyba trzy punkty.

    - Jasne, tym bardziej że Podbeskidzie to naprawdę bardzo wymagający rywal. W dodatku mecz się zaczął dla nas źle, bo kontuzji doznał Marcin Boguś, a niedługo potem zszedł Przemek Pałus. To nas wybiło z rytmu. Ale dobrze wystartowaliśmy, mamy trzy punkty i to się liczy. Teraz przed nami dwa trudne wyjazdy - do Widzewa i do Jagiellonii. Tam na pewno też będzie piekielnie ciężko.

    Czytaj treści premium w Echu Dnia Plus Świętokrzyskim

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo