Radwańska pobiła swój rekord. W długości podróży

Przemysław Franczak, Rio de Janeiro
52 godziny – tyle spędziła w podróży do Rio de Janeiro Agnieszka Radwańska. Do Brazylii leciała z Montrealu przez Nowy Jork i… Lizbonę. - To chyba jej rekord – uśmiecha się trener Tomasz Wiktorowski. - Choć słyszałem w wiosce olimpijskiej historie, że niektórzy mieli jeszcze dłuższe przeloty, może więc summa summarum nie było aż tak źle.

On leciał ciut krócej, choć też z przygodami. Żeby dostać się z Kanady do Rio musiał wrócić do Warszawy.

- Było ciężko. To taki okres, że nie można się dostać szybko do Rio z żadnego miejsca na świecie. Jeden lot, na który Agnieszka się spóźniła, wywołał dalszą lawinę. Ale mogło być jeszcze gorzej. Pamiętam, że pierwsza odpowiedź linii lotniczych była taka, iż pierwszy lot z dostępnymi miejscami jest na piątek. Dopiero kolejne próby, godziny spędzone na telefonie i pomoc Agnieszki Dziedzic z Polskiego Związku Tenisa sprawiły że to udało się inaczej zorganizować – wyjaśnia Wiktorowski.

Szkoleniowiec jest jednak spokojny, że jego podopieczna zdąży dojść do siebie przez pierwszym meczem olimpijskiego turnieju z Chinką Saisai Zheng (w sobotę lub w niedzielę).

- 52 godziny, z czekaniem na lotnisku, ze zmienianiem lotów i jeszcze parę przygód, łącznie z korkami w Rio i małym alarmem bombowym, który był przed naszym wjazdem przy samej wiosce. Dużo tego było. Agnieszka dochodzi do siebie i szybko powinna się zaaklimatyzować – przekonuje Wiktorowski.

Zresztą już w czwartek wieczorem Radwańska pojawiła się korcie. Nawiasem mówiąc trenowała z Magdą Linette, która do Rio leciała 44 godziny. Z Chin, gdzie miała grać w turnieju, ale w ostatniej chwili spadła jej z nieba olimpijska szansa.

- Nerwy? - zamyśla się Wiktorowski. - Było intensywnie, ale jesteśmy w miarę przyzwyczajeni, że pewne rzeczy mogą się wydarzyć. Największym problemem było to, że wszyscy byliśmy rozdzieleni, ale inaczej nie dało się tego załatwić. Gdybyśmy byli razem, to nie byłoby problemu. Zostawiamy to jednak już za sobą, czas skupić się na przygotowaniach.
Losowanie wydaje się dla Radwańskiej niezłe, ale...

- A ja nigdy nie oceniam losowań – podkreśla szkoleniowiec. - Widziałem już w życiu wiele potencjalnie dobrych losowań, które były zagrane słabo i wiele słabych losowań, które były potem zagrane wspaniale. Myślę o meczach, nie o drabince.

Wideo

Materiał oryginalny: Radwańska pobiła swój rekord. W długości podróży - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie