Robert Chlewicki, były piłkarz Nidy: Jestem zadowolony ze swojej przygody z piłką

Bartłomiej Bitner
Robert Chlewicki to najskuteczniejszy napastnik w historii Nidy Pińczów.
Robert Chlewicki to najskuteczniejszy napastnik w historii Nidy Pińczów. Adam Ligiecki
Robert Chlewicki, który ma 40 lat, na Ponidziu jest piłkarską legendą. To najlepszy napastnik Nidy Pińczów. Zdobył dla niej ponad 200 goli, w jej barwach aż pięć razy zostawał królem strzelców. Z popularnym „Chlewikiem” porozmawialiśmy o tym, czym zajmuje się pięć lat po zakończeniu występów na boisku, jak wspomina stare piłkarskie czasy i czy chciałby znów zaangażować się w politykę samorządową.


Co słychać u najskuteczniejszego w historii napastnika Nidy Pińczów?

Aktualnie jestem w Krakowie na obchodach 31. Światowych Dni Młodzieży. Pracuję jako strażak, więc znalazłem się gronie jednej z wielu czteroosobowych zespołów strażackich z naszego województwa, które pomagają przy zabezpieczaniu tego wydarzenia. Stacjonujemy w Woli Więcławskiej pod Krakowem, a ponieważ przyjechaliśmy w poniedziałek na cztery dni, to weekend będę już w domu, w Pińczowie [rozmawialiśmy w środę – przyp. red.]. A co poza tym? Cały czas coś robię, staram się nie uciekać od piłki.

Żal ci tego, że wstajesz rano i wiesz, że adrenaliny związanej z klubowym treningiem czy meczem o punkty nie poczujesz, tak jak kiedyś?
Na pewno żal. Wiesz, teraz piłka jest dla mnie dodatkiem. Owszem, jak tylko mogę, staram się grać, ale nie ma tak, że codziennie. Na przykład co piątek spotykamy się w Pińczowie na jednym z „orlików” z oldbojami Nidy i gramy, ale wiadomo, to dreszczyku emocji związanego z prawdziwym meczem o punkty w lidze nie zastąpi.

A co najbardziej kochałeś w piłce, gdy byłeś czynnym zawodnikiem?
Hmm… Wszystko. I obozy sportowe, na które zacząłem jeździć w wieku 17 lat, bo wtedy rozpocząłem granie w seniorach, i mecze, i strzelanie bramek (śmiech). Futbol to moja pasja, a że udawało się zdobywać wiele goli i dawać radość drużynie i kibicom, to miałem wielką satysfakcję z grania.

Dlatego nie odszedłeś zupełnie od futbolu.
Jasne, że nie. Można powiedzieć, że cały czas gram w piłkę, bo wspomniane oldboje to jedno, a drugie to mecze w drużynie strażaków z naszej pińczowskiej jednostki. Zresztą w ogóle od zawsze lubiłem sport i nie tylko piłkę. Dlatego reprezentuję też ekipę strażaków z Pińczowa grając w tenisa stołowego i siatkówkę.

A jak się znalazłeś w Komendzie Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Pińczowie?
Jak byłem dzieckiem, to chciałem zostać strażakiem. Pewnie ze względu na tradycje rodzinne. Strażakiem był dziadek, był także ojciec. Obaj należeli do Ochotniczej Straży Pożarnej w podpińczowskim Brześciu. Imponowało mi to, że pomagali ludziom, gdy zaszła potrzeba. I w wieku 22 lat postanowiłem zostać strażakiem.

I zostałeś, w odróżnieniu od dziadka i ojca, zawodowym.
Przydał się w tym sport. Aby być dobrym strażakiem, trzeba być sprawnym fizycznie. Musiałem więc przejść test sprawnościowy, a że trenowałem od dawna w Nidzie, to miałem trochę łatwiej.

A nie myślałeś o tym, by postawić na piłkę?
Wiesz, rozważałem to. Gdy zdobywałem korony króla strzelców IV ligi świętokrzyskiej, miałem kilka propozycji z klubów grających wyżej. Pamiętam, jak kiedyś pojechałem na obóz przygotowawczy do sezonu RKS-u Radomsko. To było w czasach, gdy tę drużynę sponsorował Fameg i biła się o awans do ekstraklasy. Właścicielem był Tadeusz „Ted” Dąbrowski, który zabiegał o to, by mieć mnie u siebie. Ale byłem już po pomyślnych testach w straży, razem z rodziną podjąłem decyzję o tym, by zawodowo realizować się jako strażak. Wiadomo, w niższych ligach piłka to dodatek. Gdybym wtedy zdecydował inaczej, kto wie. Może nawet zagrałbym nie tylko w ówczesnej drugiej lidze, ale w ekstraklasie? Ale nie ma co gdybać. Jestem zadowolony z przebiegu swojej przygody z piłką.

W końcu grałeś po boiskach trzeciej ligi, twoimi rywalami byli piłkarze Cracovii czy Korony w czasach kiedy rok po roku awansowały z trzeciej do pierwszej ligi.
Tak, pamiętam z boiska wielu piłkarzy, którzy potem nieźle radzili sobie w ekstraklasie. To choćby Grzegorz Piechna, z którym rywalizowałem, gdy jeszcze grał w Heko Czermno. Był silnym zawodnikiem, mocno trzymał się na nogach. Obrońcy mieli z nim ciężkie życie. Widać było, że ma też intuicję, gdzie się ustawić w polu karnym, by piłka spadła mu pod nogi. Ale trzeba również dodać, że cała drużyna grała na niego.

Ty jednak też miałeś tę intuicję. W końcu pięć koron króla strzelców nie wzięło się znikąd.
No cóż, to trzeba w sobie mieć. Treningi strzeleckie dużo dają, ale myślę, że trzeba mieć to czucie, co się stanie w polu karnym, gdzie może spaść piłka po błędzie obrońcy.

Jeszcze kiedy byłeś czynnym zawodnikiem, to najpierw w 2002 roku, a potem cztery lata później startowałeś na radnego powiatowego. Tobie się nie udało dostać do Rady Powiatu, a twojej żonie Iwonie jesienią 2014 roku już tak. Czy zatem nie ciągnie cię znów do polityki?
Nie, na razie nie. Wiesz, za którymś razem zabrakło niewiele, tylko kilku głosów, żeby wybrano mnie do Rady Powiatu, ale skoro się 10 lat temu nie udało, to stwierdziłem, że wycofuję się z polityki. Ale kto wie, może do niej wrócę? W końcu do kolejnych wyborów samorządowych jeszcze dwa lata… (śmiech).

Chodzisz na mecze Nidy i oglądasz boiskowe poczynania jej piłkarzy?
Jasne! Obserwuję naszą młodzież, patrzę jakie prezentują umiejętności…

To może udzieliłbyś napastnikom kilku lekcji strzeleckich? W końcu kto jak kto, ale ty pokazałbyś, jak skutecznie strzelać.
Nie, no coś ty. Mają dobrego trenera, nie będę się wtrącał. Wolę zresztą oglądać i patrzeć, jak się rozwijają jako zawodnicy. Bo obecni piłkarze Nidy potencjał mają i jeśli tylko będą w stu procentach zaangażowani, to będzie dobrze.

Jaki twoim zdaniem wynik osiągnie Nida w nowym sezonie?
Mamy dużo młodzieży w składzie, więc łatwo jej nie będzie. Wiadomo, chodzi o kwestię ogrania się w rozgrywkach, a do tego dochodzi wiele solidnych ekip, z którymi przyjdzie im rywalizować. Myślę, że będziemy bronić się przed spadkiem i uchronimy się. Będzie pozytywnie.

Robert Chlewicki
Urodził się 4 stycznia 1976 roku w Pińczowie. Praktycznie przez cały czas kariery piłkarskiej związany Nidą Pińczów. Tylko w rundzie jesiennej sezonu 2005/2006 występował w barwach AKS-u Busko-Zdrój. Grał na pozycji napastnika. Jest najlepszym strzelcem pińczowskiego klubu w historii, pięciokrotnie sięgał po koronę króla strzelców IV ligi świętokrzyskiej.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

b
bobo

chlewik wracaj do Nidy jeszcze troche postrzelasz

Dodaj ogłoszenie