Rolnikowi z gminy Strawczyn spłonęła chlewnia i świnie. Straty przekraczają milion. Pomóżmy

Bartłomiej Bitner
Bartłomiej Zając pokazuje tę część chlewni, która całkowicie się spaliła. Hodował w niej ponad tysiąc zwierząt - wszystkie zginęły. Krzysztof Krogulec
Spaliła mu się chlewnia z tysiącem świń, ale nie rzucił gospodarstwa. Bartłomiej Zając z Niedźwiedzia w gminie Strawczyn stracił praktycznie cały dorobek swojego życia, ale powoli zaczyna odbudowywać świniarnię. 46-latek jest bardzo skromnym człowiekiem, nie domaga się głośno pomocy, ale ta jest niezbędna – pomóżmy mu stanąć na nogi.

 

Gdy przyjeżdżamy na miejsce i witamy się z panem Bartłomiejem, widać, że bardzo mocno wszystko przeżył. Jest przybity, cały czas myśli o tym, co się stało. Jak na prawdziwego gospodarza przystało, płakać nie będzie, ale zwyczajnie żal mu zwierząt, które spaliły się żywcem. Dlatego rozmowę zaczynamy od wspomnienia tego, co się stało…

OGLĄDAJ TAKŻE: Program Strefa Agro. 300 tysięcy na przetwórstwo. Agroturystyczny raj koło siódemki

Zdarzenie miało miejsce w nocy z piątku na sobotę, 27 maja. Przejeżdżający główną drogą kolega pana Bartłomieja zauważył, że w jednym z jego pomieszczeń gospodarczych jest ogień. Była godzina 1.30. Z pomocą drugiego kolegi zaalarmował domowników. Gospodarz wraz z żoną wybiegli na podwórko i zauważyli, że pali się chlewnia. – Ogień wtedy już trawił dach budynku – mówi pan Bartłomiej.

 

Kilkanaście minut po godzinie 2 na miejsce dotarły pierwsze zastępy strażackie. W sumie przyjechało aż 15 wozów strażackich. Gaszenie pożaru trwało do rana. Ogień spalił ponad tysiąc świń (500 warchlaków, 450 prosiąt i 80 macior) i tylko to, że cały budynek chlewni w połowie przegrodzony był ścianą, uratowało pana Bartłomieja od całkowitego zniszczenia inwentarza. Gdy nadszedł świt i kończyło się dogaszanie, nietknięta została druga część obiektu liczącego 750 metrów kwadratowych. Cudem przeżyło 220 świń.

 

- Straty oszacowano na 1 milion 200 tysięcy złotych. Tak wysoka kwota wynika stąd, że spaliły się te części chlewni, w której były odchowalnie i porodówki. Tam znajdował się drogi sprzęt potrzebny do hodowli – mówi pan Bartłomiej.

Aby te świnie, które się uratowały, miały więcej przestrzeni, pan Bartłomiej zbudował dla nich wybieg przy ocalałej części chlewni. (fot.Krzysztof Krogulec)

Mężczyźnie po tragedii od razu przyszli z pomocą sąsiedzi. Pomogli usunąć spalone zwierzęta, z kolei sporą część gruzu na własny koszt usunęła gmina. Do tego dochodzi też pomoc finansowa. A tej, w sytuacji pana Bartłomieja, nigdy za wiele. Choć jej się nie domaga, wiadomo, że jest potrzebna. Na końcu tekstu przybliżamy, jak mu pomóc.

 

- Nie, nie myślę o tym, żeby to porzucić – zaznacza pan Bartłomiej. Powoli zaczyna odbudowywać chlewnię. Część jej budynku, która ocalała, przykrył folią, bo dach musiał być rozebrany na większym fragmencie obiektu niż ten, który spłonął. Aby zwierzęta miały trochę więcej miejsca, zbudował naprędce prowizoryczny wybieg. – Hodowlę świń przejąłem od rodziców. Zajmuję się nią od 1997 roku. Spędziłem przy niej praktycznie pół życia. Człowiek jest do tego przywiązany i miałbym to porzucić? Nie wyobrażam sobie tego. To jest taki mój warsztat pracy. Nie myślałem o zmianie na nic innego – mówi Bartłomiej Zając.

 

Jego praca jest bardzo ciężka. Jak sam mówi, trwa przez cały rok. – Nie ma dnia, bym nie krzątał się przy zwierzętach. To lochy, które się proszą, więc nie da się tylko dać im paszy, zamknąć drzwi i nie wchodzić przez dłuższy czas. Trzeba być przy nich, pilnować je – podkreśla. Jest tylko hodowcą, nie prowadzi zakładu masarskiego. Sprzedaje warchlaki, które kupujący dochowują do tuczników, a dopiero one są przerabiane na wędlinę.

 

Odbudowa chlewni w całości będzie trudna. I pod kątem finansowym, i pod kątem typowo budowlanym. Wciąż na pogorzelisku zalega część gruzu, w dodatku ze względu na spalone zwierzęta wciąż czuć tam odór. Ale pan Bartłomiej nie zważa na to, tylko stara się myśleć pozytywnie. Najważniejsze, że zostało mu 220 loch, które niedawno dały tyle samo prosiąt. – Mam więc połowę inwentarza sprzed pożaru. To i tak dużo. Jestem dobrej myśli, powinienem z czasem odbudować gospodarstwo. Dziękuję wszystkim za pomoc. Ogromnie. Bo mieszkańcy i Niedźwiedzia, i całej gminy są bardzo pomocni i przychylni – kończy Bartłomiej Zając.

 

 

Pomóżmy

Bartłomiej Zając ma 46 lat. Gospodarstwo związane z hodowlą świń przejął od rodziców. W 1997 roku, niedługo po tym, jak zdobył rolnicze wykształcenie. Przez 20 lat zajmował się właśnie tym, dlatego podkreśla, że hodowla wspomnianych zwierząt jest całym jego życiem. Aby przetrwał trudny okres po pożarze chlewni, możemy wesprzeć go finansowo. Każdy, kto chce to uczynić, może wpłacić dowolną sumę na konto: 20 2030 0045 1110 0000 0135 8230 z dopiskiem „Pomoc poszkodowanemu – pożar w Niedźwiedziu”. O pomoc apeluje także Świętokrzyska Izba Rolnicza. 

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3