Serce małej Nadii słabnie. Trwa batalia o życie dziewczynki z podkieleckiej Bilczy. Potrzeba 40 tysięcy euro

Klaudia SzałasZaktualizowano 
- Sine usta, powieki i paluszki to była codzienność. Nasza córeczka od urodzenia walczyła o każdy haust powietrza... Kiedy zaczynaliśmy naszą pierwszą wspólną walkę o Nadię, miała zaledwie 4 miesiące - wtedy pomogliście nam po raz pierwszy. Potem było cewnikowanie, a dziś życie Nadii znów jest zagrożone – mówi pani Aleksandra, mama dwuletniej Nadii Filipczak z Bilczy w gminie Morawica. Dziewczynka przeszła już dwa etapy operacji serduszka, teraz koniecznie trzeba wykonać trzeci, ostatni etap. Niestety koszty sięgają aż 40 tysięcy euro. Pomóżmy rodzinie, bo serce Nadii musi dalej bić!

Kiedy pierwszy raz pisaliśmy o Nadii, miała zaledwie cztery miesiące, a już potrzebowała kosztownej operacji serduszka. Dzięki pomocy dobrych ludzi, udało się zebrać 150 tysięcy złotych potrzebnych na to, aby dziewczynka mogła przejść operację oraz cewnikowanie serca w niemieckiej klinice w Munster. - Gdy jechaliśmy do Munster z umierającą córeczką, modliliśmy się o cud. Już nikt nie dawał nadziei, bo serce biło ostatkiem sił - ze wzruszeniem wspomina mama Nadii, pani Aleksandra. - Profesor Malec, operujący naszą córeczkę dokonał tego cudu - Nadusia żyje! Wy także go dokonaliście, bo pomogliście zapłacić za operację, bez której już bym nie miała dziecka. Niestety, to nie koniec naszej batalii o jej życie. Serce Nadusi słabnie, konieczna jest ponowna operacja. Obecny stan jej serca to zdecydowanie za mało, by żyć... Jesteśmy tu i prosimy o pomoc – mówi pani Aleksandra.

Wydawało się, że jest zupełnie zdrowa

W grudniu 2016 roku rodzice Nadii dowiedzieli się, że ich mała córeczka urodzi się z ciężką wadą serca: HLHS. - Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że sposób leczenia stosowany w wielu przypadkach w Polsce nie jest tak często wykorzystywany w wiodących ośrodkach na świecie. Ślepo zaufałam lekarzom, przez co omal nie straciłam Nadusi – wspomina pani Aleksandra. - Córeczka urodziła się w Krakowie, dostała 10 punktów Apgar, wyglądała jak zupełnie zdrowe dziecko, a ja do końca żyłam nadzieją, że tak właśnie jest, natomiast diagnoza była pomyłką. Zapewniano nas, że jej stan jest dobry, że leczenie odbędzie się zgodnie z planem. Nie wiedzieliśmy, jaki jest ten plan, ani jaki rzeczywiście być powinien... Dziś, kiedy wracają wspomnienia często myślę, że gdybym wtedy wzięła sprawy w swoje ręce, gdybym nie ufała tak bardzo, może moja córka nie miałaby za sobą tylu dramatycznych chwil. Po tygodniu Nadia przeszła pierwszą operację. Jak się później okazało z dwóch metod, które można zastosować w tym przypadku, wybrano tę gorszą, dającą mniejsze szanse na przeżycie. Moje dziecko balansowało na granicy życia i śmierci, gdy dowiedziałam się o Edwardzie Malcu – kardiochirurgu, który z doskonałymi efektami operuje chore serca dzieci. Profesor od razu powiedział, że on Nadię będzie leczył inaczej i że zabieg, który wykonano córeczce w kraju, jest zarezerwowany dla dzieci w skrajnie ciężki stanie. Profesor Malec go nie wykonuje bo uważa, że operacja Norwooda jest lepszym rozwiązaniem, dającym większe szanse na przeżycie dziecka. Niestety czasu cofnąć się nie dało, mieliśmy tylko nadzieję, że Nadia wytrzyma do drugiej operacji, podczas której profesor miał wykonać dwa zabiegi w jednym: operację Glenna z elementami operacji Norwooda. Wiedzieliśmy, że takie połączenie jest bardzo ryzykowne, a wiele dzieci operowanych w Polsce nie przeżyło po tak skomplikowanym zabiegu, ale nie mieliśmy innego wyjścia... Jedyna droga, by Nadia mogła żyć, wiodła do Munster. Wtedy zaufałam profesorowi Malcowi i wiem, że to była najlepsza decyzja. Dzięki Wam zebraliśmy pieniądze, które pozwoliły wyjechać nam do Niemiec, by tam walczyć o życie Nadii. Z fioletową jak śliwka węgierką, umierającą Nadią niemalże w ostatniej chwili trafiliśmy do Kliniki w niemieckim Munster. Podpisaliśmy konieczne dokumenty i oddaliśmy nasze najukochańsze dziecko w ręce obcych ludzi, z wiarą, że będą walczyć o nie, jak o swoje własne. Uprzedzono nas, że zabieg może trwać nawet kilkanaście godzin, że to będzie trudna operacja. Po trzech godzinach zadzwonił telefon, baliśmy się najgorszego. Usłyszeliśmy, że już po wszystkim, operacja się zakończyła i przebiegła po myśli lekarzy, a Nadia oddycha samodzielnie! Nasza mała, dzielna córeczka poradziła sobie znakomicie, po 12 dniach mogliśmy wrócić do domu – opowiada pani Aleksandra.

Jest pełna życia

Mama małej mieszkanki Bilczy zdradziła nam, że Nadia na co dzień jest bardzo energicznym, wesołym dzieckiem, i chociaż ma tylko połowę serduszka radzi sobie doskonale – zaczęła chodzić, dużo mówić, a uśmiech z jej twarzy nie znika. Jest strasznie rozpieszczona, w szczególności przez babcie i dziadków. Uwielbia śpiewać. Ostatnio na dzień babci i dziadka sama z siebie wpadła na pomysł, żeby zaśpiewać „sto lat, sto lat niech żyje, żyje nam…”. - Bardzo ładnie jej to wyszło, nawet nie wiedziałam, że zna słowa. Często też podśpiewuje sobie „Mam tę moc”, mam nadzieję, że ta jej moc i siła pozostaną z nią jak najdłużej – uśmiecha się pani Aleksandra.

Pierwsze słowo Nadii to – „tata”. Dziewczynka lubi śpiewać, tańczyć, malować farbkami, a w zasadzie… odbijać ubabrane w kolorach rączki na meblach. Nie znosi natomiast szpitali, na lekarzy reaguje płaczem, jest wystraszona, chociaż z wizyty na wizytę jest coraz lepiej. Nie rozumie jeszcze do końca, że to dla jej dobra. Nie cierpi pobierania krwi, bo przy jej cieniutkich żyłach, które pękają, bardzo ciężko pobrać krew i niestety potrzebne jest zazwyczaj kilka wkłuć. Do tego dochodzą inne badania na przykład echo serca, rentgen, ekg. Jedyny plus to taki, że Nadia po powrocie do domu, gdy widzi swoją rodzinę – brata, babcie, dziadków, swój pokoik pełen laleczek, to szybko zapomina o pobycie w szpitalu.

Trzeba dokończyć to, co zaczęte

Niestety mimo tak wielkich starań lekarzy, badania kontrolne nie wypadają dobrze, serduszko nie pracuje tak jak powinno, Nadia ma problemy z niedomykalnością zastawki oraz powiększoną wątrobą. - Przed naszą córką trzeci, ostatni już etap korekcji wady serca, który powinna mieć wykonany około 24 miesiąca życia. Niestety ze względu na niedomykalność zastawki Nadia po raz kolejny musi przejść dwie poważne operacje w jednym czasie: operacje Fontana z jednoczesną plastyką bardzo niedomykalnej zastawki trójdzielnej. Wstępnie operacja została zaplanowana na lato 2019 roku, a jej koszt wynosi 40 000 euro - większy, niż u większości dzieci, bo i ryzyko jest o wiele większe. Nie wyobrażamy sobie, by operację wykonał ktoś inny, niż profesor Malec ze swoim zespołem. To właśnie oni uratowali Nadię, gdy inni nie widzieli nadziei, gdy sytuacja wydawa

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3