Ukończył swój bieg...

    Dorota Kułaga

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Blisko tysiąc osób uczestniczyło w pogrzebie Edmunda Sarny. Byli Jego młodzi podopieczni z Kieleckiego Klubu Lekkoatletycznego Fart.

    Blisko tysiąc osób uczestniczyło w pogrzebie Edmunda Sarny. Byli Jego młodzi podopieczni z Kieleckiego Klubu Lekkoatletycznego Fart. ©A. Piekarski

    Blisko tysiąc osób pożegnało znanego trenera Edmunda Sarnę. Byli olimpijczycy, medaliści mistrzostw Polski i Europy.
    Blisko tysiąc osób uczestniczyło w pogrzebie Edmunda Sarny. Byli Jego młodzi podopieczni z Kieleckiego Klubu Lekkoatletycznego Fart.

    Blisko tysiąc osób uczestniczyło w pogrzebie Edmunda Sarny. Byli Jego młodzi podopieczni z Kieleckiego Klubu Lekkoatletycznego Fart. ©A. Piekarski

    - Wierzę, że w domu Ojca jest zwycięski Mundek - mówił podczas mszy pogrzebowej ksiądz biskup Marian Florczyk. Blisko tysiąc osób przyszło w sobotę do kieleckiej katedry, żeby pożegnać wspaniałego trenera Edmunda Sarnę.

    Byli znani zawodnicy, których doprowadził na sportowy szczyt. Byli trenerzy, działacze, olimpijczycy z innych dyscyplin, między innymi "czarodziej ringu" Leszek Drogosz.

    Byli też przyjaciele z Solidarności, politycy i ci wszyscy, którzy mieli szczęście spotkać na swojej drodze zawsze pogodnego i życzliwego Mundka, bo tak zwracali się do Niego bliscy i przyjaciele.
    ŻYŁ DLA LUDZI SPORTU

    - Był żądny sukcesów sportowych. Chciał, żeby jego żona i wychowankowie zdominowali stadiony Polski i świata. Żył nie dla siebie, ale dla idei sportu, dla ludzi sportu - podkreślał w homilii ksiądz biskup Marian Florczyk.

    Przypomniał też ziemski bieg Mundka - Jego wiersze, które powstały w okresie stanu
    wojennego, niezwykłe rzeźby ukrzyżowanego Jezusa. Mówił o Jego sportowej pasji, o wielkim patriotyzmie i głębokiej wierze.

    - Zatrzymaj się, to przemijanie ma sens. Człowieka zatrzymują różne sytuacje, wydarzenia. Dziś zatrzymuję się, bo zmusiła mnie do tego śmierć Mundka. Szukam sensu życia i śmierci. Zatrzymuję się i zauważam, że po śmierci Mundka i ja się pomniejszyłem, coś ze mnie ubyło. Ubyło, bo nie będzie już wspólnych rozmów, śpiewu kolęd, lekcji patriotyzmu, miłości do sportu, wrażliwości na biednych - mówił łamiącym się głosem ksiądz biskup Florczyk.

    MUSIAŁY BYĆ SKRZYPCE

    "Wspaniałemu Trenerowi - wychowankowie" - napisali na swoim wieńcu byli podopieczni z Nowi Kielce.
    - Jesteśmy tu, bo pan Mundek był dla nas kimś wyjątkowym - mówił Wojciech Podsiadło, były reprezentant Polski w dziesięcioboju. - To On wypatrzył mnie na szkolnych zawodach, namówił do trenowania lekkiej atletyki. Po studiach znowu spotkaliśmy się w kieleckim klubie, ostatnio pracowaliśmy w KKL Fart. W sierpniu byliśmy jeszcze razem na zgrupowaniu w Wiśle. Nic nie wskazywało na to, że będzie to nasz ostatni obóz...

    - Pan Mundek był dla nas wielkim autorytetem. Był świetnym człowiekiem. Zawsze mogliśmy z Nim porozmawiać, powiedzieć o swoich problemach. Był dla nas jak ojciec. Kochany, ale wymagający. Nie zapomnę tych niezwykłych zgrupowań. Zawsze zabierał na nie skrzypce i klarnet. Rano robił nam pobudkę grając muzykę z "Lata z radiem", a wieczorem kołysankę. To był znak, że już wszyscy musimy być w pokojach i zaczyna się cisza nocna - wspominał Wojciech Podsiadło, były medalista mistrzostw Polski w wielobojach, obecnie trener w KKL Fart Kielce.

    Byli też przedstawiciele innych klubów z naszego województwa. - Nie pracowałam nigdy z panem Edmundem, ale spotykaliśmy się na zawodach, dwa razy na zgrupowaniu. Zawsze był pogodny i uśmiechnięty. Widziałam, że miał świetne relacje ze swoimi zawodnikami. Coraz mniej jest takich trenerów - mówiła Agata Dróżdż, zawodniczka Juventy Kobex Starachowice.

    BIEG UKOŃCZYŁ...

    - Dziś Mundek otrzymał - tak jak święty Paweł - wieniec sprawiedliwości - mówił na zakończenie homilii ksiądz biskup Florczyk.
    - Bieg ukończył, wiary dochował. Tym wieńcem udekorował go Chrystus. "Mazurka Dąbrowskiego" grają mu aniołowie. A może on sam gra innym? To premia za bieg. Tam, w domu Ojca, nie ma już współzawodnictwa. Tam nie ma już biegu z przeszkodami.

    - Tam jest ciągłe wpatrywanie w twarz Jezusa. W ostatniej rozmowie - może tydzień temu - wyznam mi: "Ja wierzę w Boga, ja bardzo wierzę". Były to słowa szczere. Wierzę, że w domu Ojca jest zwycięski Mundek.

    Czytaj treści premium w Echu Dnia Plus Świętokrzyskim

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Studniówki

    Wideo