Wilk a sprawa polska. Można strzelać czy nie?

Mateusz Bolechowski
Mateusz Bolechowski

Mało które zwierzę wywołuje wśród ludzi takie emocje, jak wilk. Od wieków cieszy się złą sławą. Wystarczy sięgnąć do bajek, żeby wiedzieć, że to zło wcielone, czyhające na małe dziewczynki, kózki i prosiaczki. Słynny obraz z pościgiem watahy za saniami autorstwa Alfreda Wierusza – Kowalskiego, którego kopie zdobią polskie domy, jeszcze ten wizerunek pogorszył. Słowem, artyści zrobili wilkom czarny pijar. Przez lata je tępiono, aż stanęły na granicy wymarcia. W Polsce w latach 70 tych XX wieku było ich ledwie koło setki. W końcu ktoś się opamiętał i objęto je ochroną. Jeszcze 15 lat temu populację oceniano na jakieś 400 sztuk. Dziś mówi się o dwóch tysiącach polskich wilków, a nie brakuje głosów, że są to szacunki zaniżone. Wraz ze wzrostem liczebności pojawiły się problemy. Najpierw zaczęli narzekać co niektórzy myśliwi – wilki uznali za konkurentów. Jakoś nie zwrócili uwagi na fakt, że drapieżcy wytępili nie sarny i jelenie, tylko stada półdzikich burków, zagryzających zwierzynę. I choć głośno się o tym nie mówi, są tacy, co do wilków strzelają, choć to przestępstwo. Na południu kraju coraz częściej watahy napadają na zwierzęta hodowlane. Stąd tylko krok do obawy o życie ludzi. Na ile uzasadnione? Naukowcy na próżno przekonują, że wilk się człowieka boi i mu nie zagraża. Strach, nawet, jeśli nieuzasadniony, szybko się roznosi. Ostatni przypadek ataku na pilarzy na Podkarpaciu, choć odosobniony, daje argument do ręki zwolennikom przywrócenia polowań. Ekolodzy nerwowo reagują na każdy taki głos. Wilk w ich ujęciu jest „wolny, dziki i majestatyczny” i basta. Każdy, kto twierdzi inaczej, to wróg. Dobrze, że tych drapieżników przybywa. Są potrzebne w przyrodzie i należy im się miejsce do życia. Choć jeśli liczba wilków będzie rosła w takim tempie, jak obecnie, prędzej czy później zabijanie ich, lub, co ładniej brzmi, „redukowanie pogłowia”, stanie się zasadne. Byle to robić z głową, bo między ograniczeniem populacji a zagrożeniem gatunku jest tylko cienka linia. O tym czy, gdzie i jak strzelać, powinni decydować fachowcy. Niestety, jak to u nas bywa, ich głos ginie we wrzawie dwóch zwalczających się plemion, przy czym oba deklarują miłość do natury.

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Jeśli człowiek dalej będzie się czuł panem świata,będzie niszczył tereny leśne, przeznaczał je pod budownictwo,nie będzie szanował przyrody, będzie niszczył w bezmyślny sposób naturę to niech go nie dziwi widok wilków w swoim obejściu,niedźwiedzi w kubłach z odpadami,małp na tarasie domu i w mieszkaniu itd. Niech się nie dziwi,że wymiera wiele gatunków zwierząt jak mnie nie zdziwił widok modliszki w moim mieszkaniu w Kielcach.Lepiej się w porę opamiętać.

Dodaj ogłoszenie