Z Suchedniowa do Tokio. Patrycja Mazuchowska – Yamaguchi opowiada o Japonii, jej mieszkańcach i zbliżających się Igrzyskach Olimpijskich

Mateusz Bolechowski
Mateusz Bolechowski
Patrycja Yamaguchi (z domu Mazuchowska) pochodzi z Suchedniowa. W Japonii mieszka od 20 lat, dzieląc swój czas między Tokio i japońską prowincję, która jej zdaniem stanowi kwintesencję tego kraju. Od ponad dekady prowadzi serwis podróżniczy ryoko.pl, planuje i doradza klientom w kwestiach podróży po Japonii. Jest także przewodnikiem turystycznym. W grudniu 2020 roku ukazała się napisana przez nią i Alana Kępskiego książka o podróżach, kulturze i sztuce Japonii „Japonia. Przewodnik osobisty”. Współpracuje z wieloma polskimi stacjami radiowymi i telewizyjnymi. Obecnie pracuje przy organizacji Igrzysk Olimpijskich w Tokio. Ma 12 letnią córeczkę May. Jej wielką pasją jest surfing.

Jak trafiłaś do Japonii, to chyba niełatwe, przenieść się do zupełnie innego świata?
W pierwszą podróż do Japonii wybrałam się w 2000 roku, podczas studiów na Wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Wyjechałam na wymianę studencką, w trakcie której pisałam pracę magisterską na temat systemu medialnego Japonii. Pokochałam ten kraj od pierwszego wejrzenia. Po ukończeniu studiów nie myślałam już o niczym innym, tylko o ponownej wizycie w Kraju Wschodzącego Słońca. W tamtych czasach Japonia była jeszcze bardzo zamkniętym na obcokrajowców krajem. Musiałam szybko nauczyć się języka japońskiego, w czym pomogły mi studia Modern Japanese Study na Uniwersytecie w Nagoya. Później zajmowałam się różnymi rzeczami, włącznie z pracą fizyczną w fabryce Nikkona w małym miasteczku w prefekturze Nagano, oraz kolejnymi studiami. Zainteresowała mnie tradycyjna medycyna azjatycka i przez kilka lat zgłębiałam tajniki tej sztuki, ucząc się w Japonii, Chinach, Indonezji i Tajlandii. Pracując w Indonezji poznałam męża i zamieszkałam z nim w Tokio. Wbrew pozorom nie miałam problemu z przystosowaniem się do życia w Azji, w której zawsze czułam się jak w domu. Japonia rożni się od pozostałych azjatyckich krajów. Jest bardziej sformalizowana i trudniej dotrzeć do jej sedna.

Co najpierw uderzyło Cię w tym kraju?
Przede wszystkim było to twarde zderzenie oczekiwań z rzeczywistością. Jadąc tam po raz pierwszy spodziewałam się zastać ultranowoczesny kraj, a okazało się, że Japonia niewiele zmieniała się od czasów swojej świetności w latach 80tych. Kiedy trafiłam do akademika, dostałam miniaturowy pokoik, którego jedynym wyposażeniem była szafa wnękowa i niski stolik. Podłogi przykryte były słomianymi matami tatami i zostałam pouczona, że w ciągu dnia przy stoliku mogę studiować, a wieczorem z szafy wyciągam futony (tradycyjne japońskie posłanie) i na nich śpię. Nigdy nie zapomnę pierwszej nocy. Obudziłam się, by napić się wody. Zapaliłam światło i uderzył mnie widok karaluchów, które były dosłownie wszędzie. W łazience, którą się dzieliło z innymi była mała, kwadratowa, ale bardzo głęboka wanna i piecyk gazowy, który uruchamiało się wciskając przycisk i kręcąc korbką. Gdzie ta nowoczesna technologia? - pomyślałam. Japonia ma wiele twarzy. Im dłużej się w niej mieszka, tym bardziej staje się zagadkową. Przyciąga odmiennością i odpycha surowymi zasadami. Podziwiam Japończyków, ale przeraża mnie fakt, że zgadzają się na życie w kulturze mrowiska, bo sama najbardziej na świecie cenię wolność.

Jakie są najważniejsze różnice kulturowe?
Japońskie społeczeństwo wyrosło w kulturze kolektywistycznej, bazującej na naukach Konfucjusza. Mimo, że mamy XXI wiek, styl wychowania w Japonii zmienia się bardzo powoli. Najważniejszą zasadą w japońskim społeczeństwie jest żyć tak, by nie przeszkadzać innym. Proszę sobie wyobrazić kraj, o podobnej powierzchni jak Polska, który w 80 procent stanowią niedostępne góry i 126 milionów ludzi gromadzi się na niezwykle małej przestrzeni. W zasadzie życie w Japonii skupia się na wąskim pasie przybrzeżnym, rozciągającym się między Tokio i Kobe i kilku większych ośrodkach miejskich, porozrzucanych tu i tam. Gdyby każdy chciał wyrazić swój indywidualizm, trudno byłoby zapanować nad obywatelami, ale dzięki tradycyjnej edukacji i wychowaniu, każdy zna swoje miejsce i nie wystaje z tłumu.Jest takie japońskie powiedzenie: wystający gwóźdź trzeba wbić. Czyli każda próba odstawania od ogółu wcześniej czy później zostaje unicestwiona. Sama nie raz się o tym przekonałam i dość szybko zrozumiałam, jak się zachowywać, by wtopić się w tłum.

Czego nie należy robić w kontaktach z Japończykami?
Japończycy uważają, że większość obcokrajowców jest zbyt arogancka i nie stara się uszanować ich kultury. Niestety, muszę się z tym zgodzić. Pracuję na co dzień z obcokrajowcami, którzy przyjeżdżają zwiedzać Japonię i nie mogę się nadziwić, że nie potrafią zrozumieć, że to jest odrębny kraj, że panują tu inne zwyczaje i że to przyjezdni powinni się dostosować do zastanego stanu rzeczy, a nie wymagać od Japończyków by stworzyli im warunki, do których przyzwyczajeni są w domu. Japończycy są niezwykle skromnym i oszczędnym narodem. Mimo, że ich PKB wskazuje na bogactwo, to w rzeczywistości żyje się w tym kraju w spartańskich warunkach. Pamiętam swoje pierwsze doświadczenia w mieszkaniu z japońską rodziną i szok, którego doznałam, kiedy musiałam się kąpać w tej samej wodzie, w której wcześniej kąpali się inni. Taki jest tu zwyczaj. Do wanny nalewa się wody po sam brzeg i jest to luksus przeznaczony dla całej rodziny. Więc jeśli po całym dniu chcemy się odświeżyć, najpierw dokładnie myjemy się pod prysznicem, dbając przy tym, by nie zmarnować za dużo wody, a później zanurzamy się w tej wannie, z której przed nami korzystali inni. Jest ściśle ustalona reguła, kto po kim się kąpie. Pierwszeństwo ma gość, później dzieci, następnie mąż, często dziadek, a na koniec kobiety.

Jak żyją kobiety w Japonii?
Po japońsku żona to okusan. Oku znaczy wewnątrz, albo z tyłu, san odnosi się do osoby. Więc wyraz żona możemy przetłumaczyć jako osoba pozostająca wewnątrz domu, wręcz na zapleczu. Czyli sama nazwa wskazuje na jej powinność społeczną. Żona ma się zajmować domem, skoncentrować na wychowywaniu dzieci i dbaniu o męża. Tak rzeczywiście jest. Znakomita większość kobiet w Japonii, nawet tych świetnie wykształconych, decyduje się porzucić karierę zawodową po wyjściu za mąż i poświęcić się rodzinie. Opiekę finansową nad rodziną sprawuje mąż - goshujinsama, co w języku polskim oznacza mistrz. Mistrz więc pozostaje poza domem, często w ogóle do niego nie wraca, bo cały czas pochłonięty jest pracą, a żona dba o domowe ognisko. Te kobiety, które starają się pogodzić karierę z życiem rodzinnym, mają przed sobą nie lada wyzwanie, bo w każdej z tych ról muszą wypaść świetnie. Do niedawna pracowałam w dużej korporacji, zajmującej się turystyką przyjazdową do Japonii. W naszym dziale, który zajmował się obsługą ruchu turystycznego z Europy pracowało ponad 250 osób, z czego większość stanowiły kobiety. 80 procent z nich nie zdecydowała się założyć rodziny. Powodem takich dysfunkcji jest właśnie chęć sprostania wymaganiom stawianym przez menadżerów wysokiego szczebla, którymi oczywiście są mężczyźni. W Japonii normalne jest to, że nie wychodzimy z pracy przed szefem, więc często spędzamy w pracy 12 czasem 16 godzin. W jaki to pogodzić z rodziną? Innym problemem jest to, że jeśli przegapimy czas, kiedy łatwiej znaleźć drugą połowę (jest to czas studiów), później bardzo trudno jest zawrzeć znajomości, bo nie ma się na to czasu i okazji. Na szczęście, choć bardzo powoli, sytuacja kobiet w Japonii się zmienia. Niedawno byliśmy świadkami odwołania szefa Komitetu Organizacyjnego Igrzysk Olimpijskich, po tym jak publicznie powiedział, że kobiety za dużo mówią. Być może jeszcze 5 lat temu, sprawa nie odbiłaby się takim echem. Tym razem jednak pan Yoshiro Mori (lat 83), któremu pewnie przez całe życie podobne komentarze uchodziły na sucho, miał pecha. Jedna z młodych feministek rozpętała burzę w mediach społecznościowych. Mori musiał podać się do dymisji, a jego miejsce zajęła kobieta!

Czy Japończycy faktycznie tak dużo się uczą i pracują, nie biorąc urlopów?
Praca stanowi niewątpliwie cel w życiu większości Japończyków, spędzamy w niej mnóstwo godzin, często zupełnie niepotrzebnie. Jest udowodnione naukowo, że jesteśmy w stanie pracować wydajnie najwyżej 7 godzin dziennie, pozostałe upływają na biernym wpatrywaniu się w monitor. Nikt jednak, pracując w korporacji, nie ma odwagi się do tego przyznać i choć robota nie pali mu się w rękach, to będzie siedział dotąd, aż dostanie sygnał, że może wyjść.
Inaczej wygląda sytuacja ludzi pracujących dorywczo, bez stałej umowy o pracę. Wtedy otrzymuje się zapłatę za godzinę, więc w interesie pracownika jest przepracować jak najwięcej godzin. Paradoksalnie, w takich przypadkach pracodawca woli, by pracownik opuścił miejsce pracy po maksymalnie 10 godzinach. Urlopy? To jest temat, który od początku wywołuje u mnie atak śmiechu. W Japonii oczywiście są urlopy, ale do dobrego tonu należy powstrzymywanie się od korzystania z nich. Myślę, że typowy salaryman (pracownik korporacji) może pozwolić sobie jednorazowo na maksymalnie 5 dni urlopu, najczęściej raz w roku. Na ratunek przemęczonemu społeczeństwu przychodzą święta państwowe i długie weekendy (Złoty Tydzień wolny od pracy w maju, Srebrny Weekend we wrześniu, Nowy Rok oraz pojedyncze dni wolne, które czasami wypadają w poniedziałek lub piątek, jak na przykład Dzień Szacunku dla Starszych, Dzień Sportu, urodziny cesarza lub Dzień Kultury). W 2019 roku Japończycy mieli rekordowo długi majowy Złoty Tydzień, który ze względu na koronację nowego cesarza trwał aż 10 dni. Był to szok dla Japończyków, bo zupełnie nie wiedzieli, co z tym wolnym czasem zrobić. W telewizji emitowano reklamę, która zapadła mi w pamięć: 10 dni wolnego? Szok! Jak sobie z tym poradzić? Zamów abonament płatnej telewizji!

Ciekawi mnie poczucie humoru Japończyków. Z czego się śmieją? 
Poczucie humoru jest dość specyficzne. Nie bardzo rozumiem ich dowcipy, bo większość z nich to skomplikowana gra słowna, nie do końca czytelna dla obcokrajowców.

Jak jesteś odbierana jako Europejka, Polka?
Inaczej postrzegany jest obcokrajowiec w Tokio, gdzie nie budzi żadnego zainteresowania, a inaczej na prowincji, gdzie mimo usilnych prób nie może się wpasować w społeczeństwo. Fakt, że nie jestem Japonką znakomicie ułatwia mi pracę, bo pewne niesubordynacje są przez Japończyków ignorowane i kwitowane stwierdzeniem – nic nie można poradzić, bo to gaijin (obcokrajowiec). Dlaczego pomaga mi to w pracy? Wcześniej wspominałam, że turyści przyjeżdżający do Japonii bardzo często oczekują, że dostaną przysłowiowego kotleta schabowego z ziemniakami zamiast sushi. Czyli, niby przyjechali do Japonii, by poznawać obcą kulturę, ale po kilkudniowym zachłyśnięciu się nią zaczynają tęsknić za swoją i oczekiwać, że Japonia się zmieni i będzie tak jak w kraju, z którego przybyli. Jestem osobą, która reprezentuje ich interesy i moim obowiązkiem jest spełnienie ich oczekiwań, nawet jeśli są dość kontrowersyjne. Właśnie wtedy, podczas negocjacji z Japończykami w sprawach często zupełnie dla nich niezrozumiałych fakt, że jestem „obca” powoduje, że odstępują od swoich twardych zasad i w rezultacie spełniają dziwne zachcianki turystów.

Gdyby spytać zwykłego Japończyka o nasz kraj, co by powiedział? To prawda czy mit, że uwielbiają muzykę Chopina?
Większość zwykłych Japończyków nie wie, gdzie leży Polska, z niczym im się ona nie kojarzy. To trochę tak, jakbyśmy zapytali zwykłego Polaka, co wie o Burkina Faso. Niektórzy kojarzą Wałęsę, znają i podziwiają Lewandowskiego. Chopin jest w Japonii znany i uwielbiany w kręgach melomanów. W innych kręgach, pewnie gdzieś w szkole pojawia się to nazwisko, ale nie sądzę, by kojarzyli je z Polską.

Czy w Japonii żyje się w wielkim ścisku i zagęszczeniu, czy są okolice, gdzie można odpocząć na łonie natury?
Ośrodki miejskie i metropolie takie jak Tokio i Osaka, to istne mrowiska. W Tokio mieszka blisko 40 milionów mieszkańców, w Osace 19 milionów. Mieszkania są ciasne i drogie. Wystarczy jednak pojechać pociągiem godzinę od miasta i trafiamy na malownicze tereny, urocze wioski z niewielką liczbą mieszkańców. Japonia od kilkudziesięciu lat boryka się z problemem wyludnienia prowincji i przeludnienia miast. Mnóstwo młodych osób opuszcza swe miasteczka i wsie w poszukiwaniu lepszego życia w mieście. Często doznają rozczarowania, bo życie w mieście wcale łatwe nie jest, ale nie wypada im już wrócić.
Rząd japoński chcąc odwrócić ten wyniszczający prowincję proces, oferuje szczodrą pomoc na start tym, którzy zdecydują się osiedlić poza miastem. Ceny mieszkań i domów różnią się drastycznie. W Tokio, żeby kupić mieszkanie w mało wystawnej dzielnicy, trzeba mieć przynajmniej pół miliona dolarów, na prowincji domy można kupić za bezcen.

Co jadacie na co dzień?
W tej chwili nie jest to dobre pytanie, od kilku dni przebywam na przymusowej kwarantannie w hotelu przy lotnisku i trzy razy dziennie dostajemy zimny ryż, miso shiru (zupę z fermentowanej soi), kiszone warzywa oraz coś, co być może jest wyrobem rybopodobnym. Normalnie jednak, kuchnia japońska jest bardzo zróżnicowana i można wybierać spośród ogromnej gamy dań z ryb, owoców morza i mięsa. Zachęcam do lektury naszej książki, „Japonia. Przewodnik osobisty”, gdzie jest cały rozdział poświęcony kuchni japońskiej, zarówno tej bardzo wykwintnej jak i streetfoodowej.

Jesteś przewodnikiem, opowiedz o swojej pracy. Czy Japonia jest drogim krajem?
Wyspy Japońskie są przepiękną i bardzo różnorodną krainą. Bazaltowe klify wyrastające z głębi oceanu, majestatyczne góry, wulkaniczne krajobrazy, uśpione wioski, pola ryżowe przeplatają się z pokraczną w swej formie, ale użytecznie zaprojektowaną architekturą miast.
Podróżowanie po Japonii powinno się odbywać w skupieniu, bo tylko wtedy nie umkną naszej uwadze ważne szczegóły, które są kwintesencją kultury tego kraju. Picie zielonej herbaty w japońskim ogrodzie, chwila zadumy w buddyjskiej świątyni, widok wschodzącego słońca ze szczytu Fuji, rozmowa z ludźmi o ich życiu, pracy, pasjach – w taki sposób najpełniej kosztuje się Japonię. Spędziłam w Polsce ostatnio kilka miesięcy i byłam zaskoczona, że jest w niej tak drogo. Ceny produktów spożywczych w sklepach japońskich są porównywalne z tymi w Polsce, benzyna jest znacznie tańsza, w restauracjach (które cały czas są otwarte mimo pandemii) można zjeść przepyszny lunch za 20 złotych. Drogie są natomiast przejazdy, zarówno komunikacją miejską (najtańszy bilet na metro w Tokio, który umożliwi przejechanie 3 stacji kosztuje 6 złotych, bilet na słynny pociąg shinkansen na trasie Tokio – Kyoto to wydatek około 450 złotych) jak i autostradami, które bez wyjątku są płatne i ekstremalnie drogie, a ograniczenie prędkości na nich wynosi 100 kilometrów na godzinę. Hotele także są drogie, chyba że zdecydujemy się na przyjazd do Japonii poza sezonem, wtedy możemy liczyć na duże zniżki. Nie wiem jak będzie wyglądała sytuacja po otwarciu granic. W tej chwili do Japonii mogą wjeżdżać jedynie obywatele oraz stali rezydenci. Obawiam się, że ceny mogą poszybować w górę. Już w tej chwili widzę, że pociąg na lotnisko podrożał o jedną czwartą .

Czyta się dziwne rzeczy na temat Japończyków, ich zachowań, także seksualnych. Ile w tym prawdy?
W mediach lepiej sprzedają się skandale i katastrofy niż informacje o spokojnym, zwykłym życiu. Dlatego docierają do nas informację, że Japończycy są dziwni. Mówi się bardzo chętnie o ich jaskrawych zachowaniach seksualnych, związkach uczuciowych z bohaterami gier komputerowych lub innych ekstremalnych zachowaniach. Sama opowiadam klientom podobne historie, bo interesują ich bardziej niż dojście do władzy sioguna Tokugawa albo rewolucja Meji. Nie mniej muszę podkreślić, że to są zachowania marginalne i nie powinniśmy w ten sposób oceniać Japończyków, którzy są bardzo tradycyjnym i konserwatywnym narodem.

Jak w Japonii wygląda życie w dobie pandemii?
Dzisiaj podano, że liczba nowych przypadków znowu wzrasta i Japonia spodziewa się kolejnej fali zakażeń. W Tokio odnotowano 570 nowych przypadków, a w Osace 878, co spowodowało wprowadzenie medycznego stanu wyjątkowego. W praktyce „stan wyjątkowy” oznacza prośbę o powstrzymywanie się od wychodzenia z domu bez potrzeby. Szkoły, sklepy, baseny, restauracje i inne miejsca użyteczności publicznej pozostają otwarte. Japończycy podchodzą do pandemii bardzo poważnie i przestrzegają obostrzeń. Wszyscy noszą maseczki. Nie znaczy jednak, że jest to naród, który ślepo wykonuje polecenia i zawsze żyje w zgodzie z prawem. Często słyszy się w mediach, że osoby piastujące ważne stanowiska lub ich rodziny łamią zasady, organizując bankiety mocno zakrapiane alkoholem. Takie zachowania są piętnowane, a winni muszą publicznie wyrazić skruchę. Życie jednak płynie prawie normalnie. Nadal kursują wypełnione po brzegi pociągi, a na stacjach w centrum Tokio przemieszcza się kilkumilionowy tłum. Społeczeństwo bardzo ostrożnie podchodzi do sprawy szczepień. Nie wynika to jedynie z faktu, że szczepienia na COVID-19 były przygotowywane w ekspresowym tempie. W Japonii preferuje się po prostu stare, sprawdzone przez lata metody. Nie stosuje się na przykład szczepionek skojarzonych dla dzieci, szczepionka przeciw gruźlicy od dekad nie została zmieniona i wszyscy Japończycy chodzą z bliznami na ramieniu. Nie szczepi się dzieci od razu po urodzeniu.

Pracujesz przy organizacji Igrzysk Olimpijskich. Jaki jest stan przygotowań? Czy impreza w ogóle się odbędzie?
Z ramienia Nippon Travel Agency zajmuję się obsługą delegacji olimpijskich z różnych krajów z Europy. Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą, kiedy Komitet Organizacyjny Tokyo 2020 i IOC ogłosili, że Igrzyska się jednak odbędą, bo przygotowywaliśmy się do nich wiele lat. Wiemy, że Igrzyska będą odbywać się bez publiczności z zagranicy. O tym ilu Japończyków zasiądzie na trybunach, dowiemy się pod koniec przyszłego tygodnia. Komitet Olimpijski Tokyo 2020 przygotował już zasady uczestniczenia sportowców w Igrzyskach. Nie będą mogli opuszczać wioski olimpijskiej, będą testowani na obecność wirusa Covid-19 co cztery dni i muszą opuścić Japonię zaraz po zakończeniu konkurencji, w których brali udział. Część sportowców może już wjechać do Japonii, by wziąć udział w zgrupowaniach i treningach. Nie mogą jednak korzystać z komunikacji publicznej. Ta zasada będzie obowiązywać również podczas trwania Igrzysk. Zarówno sportowcy jak i akredytowani dziennikarze oraz goście, muszą zorganizować sobie prywatny transport. Organizatorzy przeznaczyli także 300 pokoi w hotelu położonym w pobliżu wioski olimpijskiej dla sportowców i członków personelu olimpijskiego, którzy uzyskają pozytywny wynik testu covid-19. Jeśli ich stan nie będzie wymagał hospitalizacji pozostaną w hotelu przez 10 dni i będą mieli dostępną opiekę medyczną 24 godziny na dobę.
Priorytetem jest zdrowie sportowców i innych osób zaangażowanych w to wydarzenie. Imprezy towarzyszące Igrzyskom będą się odbywały, ale z ograniczoną liczbą widzów. Zostanie też wprowadzony zakaz głośnego aplauzu.

Czego Twoim zdaniem Japończycy mogliby się nauczyć od nas, a my od nich?
My moglibyśmy się uczyć od nich pokory i szacunku, a oni od nas umiłowania wolności.

Jedziesz na wakacje? Potrzebujesz szczepienia i certyfikatu

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie