"Zbrodnie, które wstrząsnęły województwem". Makabra w sercu świętokrzyskiego lasu i wyrok dożywotniego więzienia

Sylwia Bławat blawat@echodnia.eu
Zdjęcie fotoreportera "Echa Dnia" Aleksandra Piekarskiego z terenu leśniczówki w Podgórzu.
Zdjęcie fotoreportera "Echa Dnia" Aleksandra Piekarskiego z terenu leśniczówki w Podgórzu.
Dziś kolejny odcinek cyklu "Zbrodnie, które wstrząsnęły województwem". Do makabrycznego zabójstwa doszło w Podgórzu koło Bodzentyna. W Sądzie Okręgowym w Kielcach zapadł wyrok dożywotniego więzienia.

Kodeks Karny z 1969 roku stanowił, że najsurowszą karą za zabójstwo w Polsce jest kara śmierci. I rzeczywiście, orzekano ją i wykonywano. Do roku 1988. W 1989 r. Sejm PRL ogłosił amnestię, na mocy której najsurowsze wyroki zamieniono osadzonym na 25 lat więzienia (ówczesne prawo nie przewidywało dożywotniego pozbawienia wolności - drugą pod względem surowości karą było zatem 25-letnie więzienie). Kara śmierci została zmieniona oficjalnie dopiero w Kodeksie Karnym, który zaczął obowiązywać w roku 1998 - wtedy też wprowadzono jako najsurowszą karę za najcięższe przestępstwa, w tym zabójstwo - dożywocie. To prawo obowiązuje do dziś.

Kara to także społeczny odwet. Ta zbrodnia nie może być usprawiedliwiona, a motyw, jaki podają oskarżeni, jest tak błahy, że aż przerażający - uzasadniał sędzia, wydając wyrok w sprawie makabrycznego zabójstwa w Podgórzu koło Bodzentyna. Pierwszy raz od wprowadzenia nowego prawa w Sądzie Okręgowym w Kielcach zapadł wyrok dożywotniego więzienia.

Dwaj młodzi ludzie zasiedli na ławie oskarżonych - 27 latek i 17-latek. Obaj usłyszeli najsurowsze wyroki - pierwszy dożywocia, drugi 25 lat więzienia. To oni zabili 24-letniego kolegę. Zabili, bo starszy z zabójców chciał go ukarać…

W pewien czerwcowy poranek 1999 roku podleśniczy Świętokrzyskiego Parku Narodowego spieszył na spotkanie. Na leśnej drodze, oddalonej od głównej trasy Kielce - Bodzentyn o około półtora kilometra, zauważył tlące się jeszcze ognisko. Podszedł. Pod gałęziami, konarami, oponami coś leżało.
- Manekin - pomyślał podleśniczy i podszedł bliżej.

To nie był manekin. To były ludkie szczątki. Leśnik natychmiast wezwał policję.

Rozpoznała syna po resztkach ubrań

Na miejscu, w sercu świętokrzyskiego lasu, rozpoczęła się praca ekipy dochodzeniowo-śledczej. Wiadomo było, że zmarły to mężczyzna, od razu też policjanci mówili o tym, że został zamordowany, a ogień miał ukryć ślady zbrodni.

Przez wiele godzin nie wiadomo było jednak, kim jest zmarły. Do czasu aż w nocy matka 24-letniego chłopaka zgłosiła jego zaginięcie. I to niestety było jego ciało. Rozpoznała syna po resztkach ubrań…
Kryminalni szybko ustalili, z kim zaginiony spędził ostatnie chwile. Widziano go w okolicach sklepu w Bodzentynie w towa-rzystwie mężczyzn nie cieszących się w środowisku najlepszą reputacją choćby dlatego, że mieli już na koncie kolizje z pra-wem. Ludzie się ich bali, woleli schodzić z drogi…

Kto mógł, to unikał zwłaszcza 27-letniego Andrzeja, karanego już kilkakrotnie (może to była taka tradycja rodzinna, bo i jego 52-letni ojciec był wielokrotnie karany). Ludzie woleli też schodzić z drogi 17-letniego Rafała, który choć nie związany z nimi więzami krwi, to jednak był przez ojca i syna traktowany jak swój.

24-latek niestety zbyt późno zorientował się, jakie to jest towarzystwo. Zdarzało mu się nie tylko z nimi rozmawiać, ale nawet wypić. W aktach sprawy zanotowano potem, że kilka miesięcy przed tragedią między 24-latkiem a Andrzejem miało dojść do awantury. Chodziło - jak ustalono - rzekomo o dziewczynę, która wpadła w oko im obu. Doszło wtedy nawet do rę-koczynów, ale ludzie rozdzielili awanturników. Andrzej miał też ponoć złość do 24-latka i o to, że był świadkiem jego pobicia, a mu nie pomógł…

Musiał Andrzej o swojej niechęci głośno mówić, bo do 24-latka to dotarło. Prokurator napisał potem, że od tego czasu 24-latek stał się ostrożniejszy… Niestety, nie wystarczająco ostrożny.

Wywieźli ciało do lasu, ułożyli na stosie i podpalili

Tragicznego dnia w czerwcu 1999 roku miał razem z 27-letnim Andrzejem i 17-letni Rafałem oraz kilkoma jeszcze kolegami pić gdzieś w okolicach bodzentyńskiego sklepu. Gdy towarzystwo już się rozeszło, Andrzej i Rafał zaproponowali 24-latkowi, by imprezę kontynuować w domu tego pierwszego. Miało to być - jak sugerował Andrzej - na zgodę. Że niby wszystko sobie wyjaśnią i dalej będzie już normalnie. Niestety 24-latek uwierzył. Z ustaleń śledztwa wynikało potem, że już wtedy Andrzej i Rafał wymienili między sobą gesty, z których jasno miało wynikać, że nie po to zabierają 24-latka do domu, by się z nim godzić…

W domu libacja trwała dalej - śledczy ustalili, że prócz 24-latka uczestniczyli w niej także Andrzej, jego 52-letni ojciec i 17-letni Rafał. Pili, pili, pili. 24-latek najwyraźniej nie zauważył, jak najmłodszy biesiadnik bierze ze stołu nóż do chleba i chowa go w rękawie.

Gdy w pokoju zostali we trzech, Rafał zaszedł 24-latka od tyłu. Przystawił ostrze do szyi.

- Będziesz mnie bił? - zapytał. Zaprzeczanie niczego już nie zmieniło. Do 24-latka podszedł Andrzej:
- "Nic nie mówiąc, trzymanym w ręce nożem z drewnianą rękojeścią, ugodził 24-latka w brzuch, po czym wyjął narzędzie" - napisał potem prokurator w akcie oskarżenia.

- Teraz już się ze mnie śmiał nie będziesz - miał powiedzieć.

A to był dopiero początek kaźni. Prokurator ustalił, jak Andrzej i Rafał chwycili krwawiącego mężczyznę pod pachy i wy-ciągnęli do kuchni. Tu wleczony wypadł im z rąk i upadł na podłogę. Rafał kopał po głowie, rzucając: "Mało ci, jeszcze żyjesz".

W pewnym momencie do kuchni weszła "pani domu". Zaczęła krzyczeć, gniewała się, że… katowany mężczyzna zabrudzi podłogę… Wtedy wynieśli go na dwór. Tu:

- Nieletni chwycił siekierę stojącą w pobliżu i jej obuchem uderzał 24-latka w głowę. Ranny po tych ciosach nie dawał żadnych oznak życia - napisał prokurator.

Gdy już było po wszystkim zabójcy włożyli zwłoki zamordowanego na furmankę, zabrali kilka opon. Wywieźli ciało do lasu, ułożyli na stosie i podpalili. Plan był taki - 24-latek spłonie, nie będzie dowodów, nikt nigdy się nie dowie, co się stało. I może plan by się powiódł, gdyby leśniczy akurat tą trasą nie spieszył na spotkanie.

Andrzej i Rafał nie czekali, aż stos się dopali. Wrócili do domu. Czystego już - rodzice uprzątnęli krew po kaźni. Młodzi wypili resztę tego, co jeszcze zostało, po czym rozeszli się do spania.

Odbieramy oskarżonym młodość, nadzieje, szanse na przyszłość

Tego samego dnia, w którym znaleziono i zidentyfikowano zwłoki 24-latka, policja zabezpieczyła ślady krwi, a także siekie-ry, dwa noże, pobrudzone krwią ubrania. Kryminalni zatrzymali 17-latka i 52-letniego właściciela posesji. Andrzej zniknął. Oka-zało się, że ukrył się u znajomych, ale ci, gdy się dowiedzieli, czemu unika policji, sami wydali go organom ścigania.

Podejrzani przyznali się, Andrzej zgodził się nawet uczestniczyć w wizji lokalnej w swoim domu. Po tej wizji życie odebrała sobie matka Andrzeja. Ponoć nie mogła przeżyć, jak ludzie przed domem krzyczeli "Śmierć za śmierć".

Początkowo wszyscy trzej podejrzani usłyszeli zarzut zabójstwa. W przypadku 52-latka zmieniono jednak kwalifikację czynu. Mężczyzna najpierw zaprzeczał, że cokolwiek wie o całym zajściu, później zmienił zdanie i opisał, jak doszło do zabójstwa. Przyznał też, że nie udzielił pomocy rannemu 24-latkowi, a potem - razem z małżonką - zacierał ślady zbrodni.

Wszystkich trzech panów poddano obserwacji sądowo-psychiatrycznej. O ile w stosunku do 52-latka biegli orzekli, że miał ograniczoną poczytalność, tak o dwóch pozostałych podejrzanych stwierdzili, iż mężczyźni działali "w stanie zwykłego upojenia alkoholowego".

27-latek i 17-latek zostali oskarżeni o zabójstwo, ojciec starszego z nich - o utrudnianie śledztwa i zacieranie śladów. Proces trwał kilka miesięcy. Sąd Okręgowy w Kielcach był surowy dla zabójców. Po raz pierwszy od nowelizacji Kodeksu Karnego zapadł najsurowszy wymiar kary. 27-letni Andrzej został skazany na dożywocie, 17-letni Rafał - na 25 lat więzienia. W przypadku nastolatka to także najsurowsza kara przewidziana polskim prawem - według Kodeksu Karnego wobec nieletniego nie orzeka się dożywotniego pozbawienia wolności.

- Kara to także społeczny odwet. Odbieramy oskarżonym to, co mają najcenniejszego, młodość, nadzieje, szanse na przyszłość, bo oni swojej ofierze żadnej nadziei i szansy nie dali - mówił sędzia Sądu Okręgowego w Kielcach uzasadniając wyrok.

SPRAWDŹ najświeższe wiadomości z powiatu KIELECKIEGO

FLESZ: Kiedy będzie wiosna? Zwierzęta dają sygnały.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 4

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Powinni ich dać do kamieniołomów i niech pracują na swój chleb,a nie żeby z mojego i innych pracujących uczciwie ludzi sobie żyli,pasożyty ,młot 10kg i napierdzielać z 10 godzin,pokuta za życia,a po śmierci piekło.Tak powinno być,albo zabić ich tak jak oni tego chłopaka zabili.

R
R-n

Tamte tereny, to wciąż bandycki region i tak ciągle od kilku dziesięcioleci.

K
Kielczanin

Proszę pojeździć po mieście autem .

Niektóre typy powinny leczyć się psychiatryczne.

To co się dzieje to jest zgroza i woła o pomstę do nieba.

Jestem kierowcą od 18 lat .

BardZo często zaprowadzam dzieci do szkoły piechotka dla zdrowia

Pokonujemy kilka przejść bez świateł ...

Matko Boska boję się przechodzić z dziećmi bo to jest walka o przetrwanie.

Apeluję do kierowców zwróćcie uwagę na pieszych !!!

D
Daddy

Takie szmaty nie powinny nigdy zobaczyć nieba bez krat.

Ruch.m te kur.y

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3