Zdzisław Włodarczyk ma dziś urodziny. W tym roku suchedniowianin obchodzi jeszcze jeden jubileusz

Paweł Wełpa
Paweł Wełpa
O takich ludziach jak Zdzisław Włodarczyk potocznie mówi się „człowiek orkiestra”. W jego przypadku jest to orkiestra sportowa, a imponuje liczba dyscyplin i ról, jakimi parał się i wciąż para suchedniowianin.

O Zdzisławie Włodarczyku w Suchedniowie mało kto nie słyszał. Był zawodnikiem, trenerem, instruktorem i trenerem, działaczem, a także spikerem. Zawodnikiem nie tylko był, ale jest nadal, ponieważ po ponad pięć dziesięciu latach wrócił na sportowe areny, aby rywalizować w zawodach weteranów. A nie wolno też zapominać o tym, że klub nie jest jedynym drugim domem Zdzisława Włodarczyka. Przez wiele lat była nim szkoła, gdzie uczył, kierował, a także prowadził szkolne sekcje sportowe.

Rok dwóch rocznic

Rok 2021 jest dla Zdzisława Włodarczyk jubileuszowy z dwóch powodów. Dziś jest 80. rocznica jego urodzin, a za kilka miesięcy minie 60 lat, odkąd posiada legitymację członka klubu Orlicz Suchedniów. To właśnie z Orliczem i sekcją piłki nożnej najbardziej jest dziś kojarzony, ale ani Orlicz nie jest jedynym klubem w karierze Zdzisława Włodarczyka, ani piłka nożna nie jest jedyną dyscypliną, jaką się zajmował. Był bowiem piłkarzem, lekkoatletą, ciężarowcem, motocyklistą, a jako trener i działacz udzielał się piłce ręcznej, siatkówce, a nawet łyżwiarstwie, a do dziś udziela się jeszcze w badmintonie.

Królowa sportu króluje

Na plan pierwszy wysuwają się jednak dwie z tych licznych dyscyplin – lekkoatletyka i piłka nożna. Tę pierwszą „Zdzichu”, jak określa jubilata wiele osób ze świata sportu, ukochał sobie najbardziej, co objawia się choćby tym, że i dziś ją uprawia. Mało tego, robi to z sukcesami, zdobywając medale wśród weteranów. – Lekkoatletyka to dla mnie dyscyplina numer jeden. Przede wszystkim wiązała się ona z moją młodością. Osiągałem wtedy dobre wyniki. Jako młodzik byłem dwukrotnie medalistą mistrzostw Polski w skoku o tyczce. Lekkoatletyka jest najbardziej naturalnym sportem. Żeby biec czy truchtać, nie potrzeba wiele sprzętu, tylko mieć odrobinę dobrej woli – tłumaczy Zdzisław Włodarczyk.

Lekkoatletykę Zdzisław Włodarczyk zaczął więc uprawiać nawet wcześniej niż piłkę nożną. I to nie w Orliczu, a w Granacie Skarżysko. Piłkę nożną z kolei zaczął trenować, co jest wręcz nie do pomyślenia, dopiero w wieku 20 lat. To wtedy zapisał się do Orlicza i klubową legitymację ma do dziś. – Wówczas piłka nożna mnie zbytnio nie ciągnęła. Nakłonili mnie koledzy. Wiedzieli, że jestem sprawny i szybki, i że się będę nadawał. Wcześniej nikt mnie piłkarskiego abecadła nie uczył. Do dziś nie umiem kopnąć dobrze piłki prawą nogą. Zacząłem więc grać w piłkę już jako dorosły człowiek i tak zeszło 20 lat – wspomina Zdzisław Włodarczyk.

Przyznaje też, że dzisiejsza piłka nożna jest zupełnie inna od tej z jego czasów, a ówcześni piłkarze, w tym on sam, nawet nie powinni się równać z dzisiejszymi. – Kiedyś przygotowanie do sezonu było bardzo chałupnicze. Sama gra też jest zupełnie inna. My z tamtych czasów nie mielibyśmy z obecnymi piłkarzami żadnych, ale to żadnych szans. My wiele rzeczy robiliśmy na wyczucie, teraz już od młodego piłkarzy uczy się rzemiosła, w tym taktyki – dodaje.

Radość z sukcesów innych

Zdzisław Włodarczyk podkreśla, że mnóstwo satysfakcji dają mu sukcesy innych. Tak było, gdy pracował ze szkolną młodzieżą, trenując ją, czy jak to jest obecnie, gdy sędziuje badmintonistom. Obecnie cieszą go też sukcesy koleżanek i kolegów z zawodów lekkoatletycznych weteranów. – Bardziej nawet cieszę się z wyników kolegów czy z wyników podopiecznych. A jeszcze bardziej, jak przyczyniłem się do startu czy coś pomogłem. Wtedy jestem bardzo rad. Tak jest szczególnie w przypadku koleżanek z zawodów masters, Haliny Szlęzak czy Czesławy Stępniewskiej – przyznaje Zdzisław Włodarczyk.

Całkiem niedawno Zdzisław Włodarczyk zrezygnował ze spikerki na stadionie Orlicza, oddając pałeczkę młodszemu koledze. To była jego ostatnia oficjalna funkcja w klubie, ale pozostała mu jeszcze jedna – nieformalna. Jak sam mówi, jest dobrym duchem klubu. Nie omieszka pocieszyć piłkarzy po przegranej, służy dobrą radą, pomaga dziennikarzom w zdobyciu danych meczowych. Niezmiennie też leży mu na sercu dobro klubu, a za swoich młodszych kolegów ściska kciuki nie tylko w meczach domowych, ale i wyjazdowych. Przygodę ze sportem kontynuuje też, dopingując swoją wnuczkę Jowitę, która uprawia karate.

Panie Zdzisławie, życzymy wielu lat w zdrowiu, wciąż tak samo dobrej formy sportowej i nieustającej pogody ducha!

Tokio Flesz

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie