Szef kieleckiej firmy, która produkuje jeden z najbardziej znanych polskich produktów odchodzi na emeryturę! Zobacz dlaczego?

Lidia CICHOCKA [email protected]
- Nie ma wątpliwości to jest numer 1 wśród polskich majonezów – pokazuje prezes Wytwórczej Spółdzielni Pracy Społem Jerzy Misiak.
- Nie ma wątpliwości to jest numer 1 wśród polskich majonezów – pokazuje prezes Wytwórczej Spółdzielni Pracy Społem Jerzy Misiak. Dawid Łukasik
Jerzy Misiak, wieloletni prezes Wytwórczej Spółdzielni Pracy Społem w Kielcach, producenta słynnego „Majonezu kieleckiego” odchodzi na emeryturę i…dzieli się z nami swoją wyjątkową historią

Jerzy Misiak od 23 lat zarządza Wytwórczą Spółdzielnią Pracy Społem w Kielcach produkującą legendarny Majonez Kielecki, obecnie najsłynniejszy produkt spożywczy z regionu świętokrzyskiego. Dziś, odchodząc na emeryturę, prezes dzieli się z nami swoją wyjątkową historią… A w niej kultowy majonez gra główną rolę.

- Nie jestem kielczaninem. Urodziłem się pod Szydłowcem w niewielkim Koszorowie. Być może nigdy bym tu nie trafił, gdyby nie fantastyczny nauczyciel chemii w skarżyskim liceum - mówi Jerzy Misiak. - To dzięki niemu wybierałem studia, na które zdawało się chemię i dostałem się na technologię rolno-spożywczą w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie - dodaje.

Jej absolwenci nie mieli kłopotów ze znalezieniem pracy, zresztą to były inne czasy. Świeżo upieczeni absolwenci dostawali nakazy pracy i z takim nakazem Jerzy Misiak trafił do Hortexu w Górze Kalwarii. To było jak piątka w totolotku. – Ten Hortex był najnowocześniejszym zakładem w Polsce – mówi.
Stamtąd po trzech latach ruszył do Leżajska. – Uruchamialiśmy nowy zakład, sieć dostawców. Byliśmy młodzi, bez zobowiązań. Nie zastanawiałem się nad tą propozycją zwłaszcza, że atutem było zakładowe mieszkanie. To była przygoda i wyzwanie.

Praca w Leżajsku, chociaż bardzo ciekawa, miała mankament. – Z Leżajska trudno było dojechać do rodzinnego domu. A ja tęskniłem i w końcu poszukałem pracy w Kielcach.

Trafił do chłodni jednak stamtąd musiał odejść ze względów zdrowotnych. – Po zakładzie powinno się chodzić w gumofilcach, ale wytłumacz to młodemu człowiekowi – mówi z pobłażaniem.

Pracując w chłodni poznał przyszłą żonę Joannę, tak jak on, technologa żywności. Wkrótce razem ruszyli w Polskę. – Za pracą i mieszkaniem przenosiliśmy się z jednej spółdzielni ogrodniczej do drugiej: Tarnów, Dąbrowa Tarnowska, Kąśna Dolna. To tam spółdzielnia użytkowała część majątku należącego przed I wojną do Ignacego Paderewskiego.

- To był okres pełen wyzwań – mówi prezes Misiak. – Szefując spółdzielniom było się samodzielnym. Odpowiedzialność może i większa, ale perspektywa działania dodawała skrzydeł. Chociaż czasy były trudne… Wtedy wszystko trzeba było zdobywać. Niczego nie dało się kupić. Za wyraz wdzięczności służyły nasze przetwory: dżemy, soki, susz warzywny. Robiliśmy wtedy takie mieszanki jak dzisiejsza vegeta, ale nie były one tak ładnie opakowane i tak reklamowane. A szkoda. Spółdzielnia w Kąśnej produkowała też jako jedna z pierwszych w Polsce kompot z suszu owocowego – ten kompot zrobił furorę, sprzedawał się świetnie.

W połowie lat 80., kiedy państwo Misiakowie dostali w Kielcach mieszkanie, postanowili szukać tu pracy. – Żona trafiła do spółdzielni mleczarskiej, a ja do biura lustracji Rolniczych Spółdzielni Produkcyjnych. By tam pracować, musiałem zdać egzaminy z rachunkowości. Wtedy wydawało mi się to okropne, ale bardzo się potem przydało.
Do Społem przeszedł po likwidacji Centralnego Związku Rolniczych Spółdzielni Produkcyjnych. – Przyjechałem autobusem, wszedłem do kadr i złożyłem podanie. 15 stycznia 1990 roku. Pamiętam dokładnie! Zacząłem pracować jako mistrz na produkcji makaronu.

Pytany o pierwsze wrażenia z zakładów odpowiada krótko: - W ogóle mi się nie podobało, chciałem uciekać jak najszybciej. Wtedy w zakładach pracowali różni ludzie, brakowało robotników więc przyjmowano ludzi po wyrokach. Przymykano oczy na picie, kradzieże.

Czara goryczy przelała się 8 marca 1990 roku. – Okazało się, że makaron trafiający do suszarni nie jest suszony, bo nie ma pary. Zachodzę do kotłowni. Kocioł zimny, a palacz... szkoda gadać. Powiedziałem sobie dosyć tego, odchodzę. Ale zanim złożyłem papier wezwał mnie szef kadr proponując stanowisko kierownika wydziału. Doczytał, że w wielu miejscach pełniłem kierownicze stanowiska i stwierdził, że się nadaję. Postanowiłem spróbować.
Potem wypadki zaczęły się toczyć z zawrotną prędkością. Centrala spółdzielni spożywczych złożyła Kielcom propozycję nie do odrzucenia: albo zostaną sprzedani, albo założą spółdzielnię pracy i przejmą zakład. – Sprzedaż to była wielka niewiadoma, ludzie chcieli mieć wpływ na to, co będzie się działo. Powołano radę a ta zaproponowała mi bym został prezesem. Może dlatego, że byłem tak świeży? A może z powodu doświadczenia kierowniczego? Już sam nie wiem.
Proces przekształcenia trwał kilka miesięcy, w październiku zaczęła działać Wytwórcza Spółdzielnia Pracy Społem w Kielcach. - Pierwsze trzy lata były bardzo trudne. Musieliśmy spłacać należność za zakład, brać kredyty. Finansowaliśmy to częściowo gotówką, częściowo towarami. Na szczęście nasi dostawcy to rozumieli –  olejarnie i młyny czekały cierpliwie na zapłatę.
JAK SNACK RATOWAŁ FIRMĘ
Tym, co pozwoliło Społem przetrwać był Snack – Przysmak Świętokrzyski. – Kupując  dwie linie do produkcji makaronu dostaliśmy także urządzenie do produkcji Snacków – chrupek smażonych w głębokim tłuszczu – opowiada prezes. Okazało się, że Snacki to prawdziwy przebój!

Przysmak Świętokrzyski zachwycił mieszkańców wschodu. Nie wiadomo jak, ale wieść o nim rozeszła się błyskawicznie. – Bywało, że turyści zza wschodniej granicy, którzy handlowali u nas na bazarach, wracali autobusami wypchanymi Snackami. Nie nadążaliśmy z produkcją, trzy miesiące trzeba było czekać na realizację zamówienia. W Kielcach zjawiali się Rosjanie i Ukraińcy. „Przysmak” wielkim wzięciem cieszył się również na północy Polski. - Ostatecznie zaniechaliśmy produkcji makaronu i otworzyliśmy drugą linię do produkcji Przysmaku – dodaje prezes.

Dzisiaj Snackowi szkodzi kampania o zdrowym żywieniu. - Nasza przekąska jest zdrowa, jeśli smaży się ją na świeżym oleju - mówi z przekonaniem prezes. - Olej rzepakowy naprawdę nie szkodzi, oczywiście w rozsądnych ilościach. W końcu nasz organizm potrzebuje tłuszczu.

NA DRODZE DO PODBOJU RYNKU

Kolejne lata były coraz lepsze dla Społem. Długi spłacono, a fabrykę doinwestowano. – Groziły nam gigantyczne kary za ścieki. Udało się je jednak odwlec. I całe szczęście! Te kary mogły sprawić, że firma zniknie z rynku – mówi Misiak. – Wybudowaliśmy własną oczyszczalnię. Dzięki Snackom zmodernizowaliśmy też linię do produkcji majonezu.

Bo przecież mimo, że tak lubiany i znany, majonez nie był doinwestowany. Jego produkcję, zresztą pierwszą w Polsce, zaczęto pod koniec lat 50. Niestety potem nie było pieniędzy na unowocześnienie linii. W 1997 roku prezesowi Misiakowi podziękowano za współpracę. Nie został wyrzucony, bo jako spółdzielca, a nawet członek założyciel miał prawo, jak każdy ustępujący z zarządu, do pracy zgodnej z kwalifikacjami: - Zostałem szefem produkcji i głównym technologiem – mówi.

Co było przyczyną odwołania? Prezes wspomina o potrzebie zmian: nowi wnoszą świeże pomysły. Czy nie było mu przykro? – Oczywiście, że było, ale pogodziłem się z tym.
W tle jego odejścia jest historia filmu reklamującego majonez. Prezes powołał wydział marketingu. Nie wszystkim się to jednak podobało, bo efektów pracy nie widać od razu,  a koszty są. Film reklamowy w 1997 roku nie był zbyt popularnym narzędziem, jego wyprodukowanie kosztowało sporo, podobnie jak pokazanie w telewizji. W efekcie wyniki firmy w pierwszej połowie roku były kiepskie. Stąd decyzja o zmianie.

Czy filmowa reklama odniosła skutek? Nikt tego nie badał, ale pod koniec roku było zdecydowanie lepiej. Osoby, które przyszły na miejsce Misiaka, jakoś nie zagrzewały długo miejsca. W ciągu 6 lat zmieniło się trzech prezesów, wymieniali się także zastępcy. Sytuacja finansowa firmy była coraz gorsza, (zaległości w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych, problemy ze spłatą kredytów). Ostatecznie w 2003 roku rada zaproponowała Misiakowi powrót na fotel prezesa. – Zgodziłem się. Ze mną wrócili zastępcy i w prawie niezmienionym składzie pracowaliśmy przez kolejne lata.

Słodko nie było, ale dzisiaj Społem jest na prostej. Zakłady zatrudniają 380 osób, średnia pensja to ponad 5 tysięcy złotych brutto miesięcznie. Do tego dochodzi podział dywidendy – w ubiegłym roku członkowie spółdzielni - 270 osób - otrzymali średnio po 15 tysięcy złotych, w tym będzie więcej.

- Nie znaczy to, że kłopotów nie ma, zawsze są, ale od tego mamy ludzi by je rozwiązywali – mówi prezes Misiak. Pytany o najczarniejszy dzień w pracy wcale nie wymienia procesu z firmą Roleski, która w 2009 roku wypuściła na rynek majonez świętokrzyski z niemal identycznym opakowaniem jak ten kielecki. – Byłem spokojny o wynik tego procesu, racja była po naszej stronie, ale nie mogłem dopuścić żeby psuli nam markę. Ich majonez jest po prostu gorszy – stwierdza Misiak.

Z POLSKIEJ PASJI I DUMY

O zakładach mówi krótko: miały szczęście do ludzi, którzy w nich pracowali. – Od samego początku w latach 20. XX wieku zakłady powstawały z pasji i dumy, że to wreszcie nasze, polskie, tutaj robiono wspaniałe rzeczy, w czasie wojny na terenie zakładów przechowywano materiały wybuchowe, wiele osób należało do Armii Krajowej. Zakład miał szczęście do technologów i szefów laboratoriów. Tutaj była najlepsza w przedwojennej Polsce technologia produkcji drożdży a po wojnie najlepszy majonez. Mamy powód do dumy i to też spaja załogę - opowiada.

Wytwórcza Spółdzielnia Pracy Społem stale się zmienia, rozwija. Ostatnio odświeżyła wizerunek musztardy. Teraz szykuje kolejną kampanię promocyjną, a prezes planuje inwestycje. – Mamy środki i teren. Możemy postawić kolejną halę produkcyjną by zwiększyć produkcję majonezu i sosów - mówi.

W Spółdzielni na rozpoczęcie takiej budowy potrzebna jest zgoda członków. Przekonanie załogi będzie należało do mojego następcy, bo ja z końcem roku odchodzę na emeryturę. Co będzie Jerzy Misiak robił w wolnym czasie? - Tego dokładnie nie wiem, ale na pewno zajmę się przydomowym ogródkiem w Kielcach oraz pomogę w Koszorowie, bo tam jest też dom i ogród.

O tym, kto będzie następcą prezesa Misiaka, zdecyduje rada spółdzielni. W listopadzie nie udało się nikogo wybrać, kolejne podejście w grudniu.

 

Legenda Majonezu Kieleckiego

Majonez Kielecki to sztandarowy produkt Wytwórczej Spółdzielni Pracy Społem w Kielcach, produkowany w Kielcach od 1959 roku. Majonez Kielecki jest pierwszym majonezem produkowanym w Polsce na skalę przemysłową. Wytwarzany jest bez konserwantów oraz sztucznych dodatków. Posiada znak jakości Q oraz znak „Żywność atestowana”. Jako jedyny wśród majonezów w Polsce wyróżniony został znakiem „Jakość, Tradycja”. W swoim składzie nie zawiera substancji konserwujących, wzmacniaczy smaku, barwników, zagęstników ani aromatów. Jest niczym ten domowy, przygotowany z jaj, musztardy, oleju, odrobiny soli i cukru. Nie sposób pomylić go z innymi majonezami i właśnie za ten niepowtarzalny smak ceni się go najbardziej. Majonez Kielecki podbił nie tylko polski rynek. Gości na stołach w takich krajach, jak: Anglia, Irlandia, Niemcy Grecja czy Stany Zjednoczone, gdzie swą popularność zawdzięcza głownie Polonii. Z tego też względu uznaniem cieszy się także w Australii. Ciekawostką jest, że na podstawie składu i receptury Majonezu Kieleckiego została oparta obecnie obowiązująca Polska Norma określająca majonez.
 

Przygotuj swój turystyczny biznes na sezon

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

t
to ja

Tak miały przebiegać przemany ustrojowe i wlasnościowe w Polsce.Naród mial być uwłaszczony na majątku po PRLJednak ;ktoś; zadecydował iż Polacy mają być biedakami i dostarczycielami taniej siły roboczej dla UE.Kolejne rządy robily wszystko by zrealizować ten diabelski plan;praktycznie zlikwidowano Służbę Zdrowia,obniżono dla pospólstwa pensje i emerytury do kwot minimum życiowego,wydlużono czas pracy aż do śmierci,obniżono poziom szkolnictwa i zadlużono kraj kwotami praktycznie nie do splacenia przez kilka pokoleń.A jednak nie ma zbrodni doskonalej i tak uciekło z pod ich kontroli trochę takich zakladów jak ;SPOŁEM;powstało 3 miliomy małych prywatnych firm,młodzież rzucila się hurmem na studiowanie przez co jesteśmy obecnie krajem o najwyższej średniej wyksztalcenia społeczeństwa -- ogółem.To daje nadzieję ,że likwidacja państwa polskiego tak usilnie preferowana przez kolejne nieudolne lub wręcz wrogiem Polakom rządy RP nie powiedzie się i po usunięciu oraz skazaniu jawnych zdrajców narodu --- Ojczyzna nasza rozkwitnie i będzie slużyć dla dobra nas Polaków a nie szajce międzynarodowych hochsztaplerów.Wyrazy szacunku dla p.MISIAKA bo takich obywateli nam potrzeba.Mamy mieszkać,żyć i pracować we wlasnym kraju a nie poniewierać się po świecie jak zrobiono z obecnym pokoleniem młodych,wykszalconych i pracowitych--- Polaków.

k
kama

Okazuje, że społeczna forma własności, jaka jest spółdzielczosć (po ros. kołchoz) może dobrze funkcjonować i rozwijać się w gospodarce rynkowej, wbrew temu co głosili i głoszą liberałowie, że tylko prywatna własnosć. I co dziwne, ludzie godnie zarabiają , dużo powyzej średniej krajowej, nie wspominam juz o wojewódzkiej i ponadto dostają jeszcze porządną dywidendę równą całorocznej pensji niejednego śmieciowca co zasuwa po 10 godz. u prywaciarza, bez urlopu, ubezpieczenia, ubrania roboczego, srodków czystosci itd. Bo ON musi budować sobie dom z basenem i ujezdzalnią koni, zakupić helikopter lub odrzutowiec. Że takich Pan Bóg nie ukaże za żywota (podobno dopiero po śmierci).

G
Gość:)

Potwierdzam , to jest najlepszy i najsmaczniejszy majonez na całym świecie..

Dodaj ogłoszenie