Walka o limity – nowe informacje w sprawie kopalni w Trzuskawicy

Paweł WIĘCEK
Walka o limity – nowe informacje w sprawie kopalni w Trzuskawicy
Walka o limity – nowe informacje w sprawie kopalni w Trzuskawicy
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Marszałek daje, minister odbiera, a kopalnia w Trzuskawicy rozważa ograniczenie produkcji i zmniejszenie zatrudnienia. Zakład w podkieckiej gminie Sitkówce od czterech lat zabiega o przyznanie dodatkowego limitu emisji dwutlenku węgla na nowo zbudowany piec do produkcji wapna.

 

Decyzja wciąż nie zapadła. Prezes spółki grozi pozwem sądowym o odszkodowanie od skarbu państwa, a związkowcy okupacją biur poselskich.

W 2008 roku Zakład Przemysłu Wapienniczego Trzuskawica S.A. zakończył wartą ponad 50 milionów złotych budowę pieca Maerz. – To prawdziwy mercedes wśród pieców: nowoczesny i ekologiczny. Wydziela do atmosfery ułamek procenta tego co inne konstrukcje – mówi Michał Jankowski, prezes spółki.

Zanim urządzenie powstało, firma posiadała uprawnienia do emisji ściśle określonej ilości dwutlenku węgla w związku z prowadzoną produkcją na lata 2008-2012. Prezes Jankowski wystąpił więc do marszałka województwa świętokrzyskiego o przyznanie na nowy piec dodatkowych limitów, by nowy nabytek mógł pracować pełną parą. Ale otrzymał odmowną decyzję. Dlaczego? Instytucja inwentaryzująca emisje gazów cieplarnianych w Polsce - Krajowy Administrator Systemu Handlu Uprawnieniami do Emisji, w skrócie KASHUE (dziś Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami - KOBIZE) negatywnie zaopiniowała wniosek władz województwa.

- Dowiedziałem się, że moja instalacja nie jest nową instalacją, choć to najnowocześniejszy piec w Polsce. Stwierdzili to specjaliści z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, u których zasięgaliśmy technicznej opinii – mówi Michał Jankowski.

I tak zaczęła się walka o dodatkowe limity. Prezes od tego czasu do dziś pisze odwołania do ministra środowiska i skargi na KASHUE oraz KOBIZE. Interwencje nic nie dają.

POSEŁ I PIKIETA

Na początku tego roku poprosił o pomoc świętokrzyskiego posła Ruchu Palikota Jana Cedzyńskiego. Parlamentarzysta złożył interpelację do ministra środowiska w sprawie braku decyzji o przyznaniu limitów dla Trzuskawicy. Podniósł w niej wątek, czy „przewlekłość prowadzonego przez KASHUE postępowania wynika z faktu, iż w związku ze zbyciem przez państwo polskie nadwyżki uprawnień do emisji dwutlenku węgla ta instytucja nie może pozytywnie opiniować przyznania tych uprawnień polskiemu przedsiębiorcy”.

W kwietniu sprawy w swoje ręce wzięli związkowcy z Trzuskawicy. Przed Urzędem Marszałkowskim w Kielcach urządzili pikietę. Mówili, że jeśli zakład nie otrzyma dodatkowej puli limitów, będzie musiał je kupić, co oznacza, że w wyniku oszczędności około 40 pracowników pójdzie na bruk. Związkowcy osiągnęli swój cel. Piotr Żołądek, członek zarządu województwa, umówił przedstawicieli załogi oraz władz firmy na spotkanie w ministerstwie środowiska. Obecny był na nim także poseł Cedzyński.

 

ALBO LIMITY, ALBO OKUPACJA

W efekcie 15 maja marszałek województwa wydał decyzję o przyznaniu dodatkowych limitów na piec Maerz. Radość nie trwała jednak długo. Już 13 czerwca KOBIZE wystąpił do ministra środowiska o wstrzymanie wykonania decyzji marszałka z uwagi na – jak to podkreślono - rażące uchybienia prawne. 12 dni później minister wstrzymał wykonanie decyzji. Władze spółki natychmiast złożyły odwołanie.

- Jesteśmy bardzo poruszeni, ponieważ naszym zdaniem w całym postępowaniu minister w ogóle nie powinien występować – mówi Michał Jankowski.

Nerwowo zareagowały cztery działające w zakładzie związki zawodowe. Ich szefowie wysłali na początku tygodnia list do posłanki Marzeny Okły-Drewnowicz, szefowej Platformy Obywatelskiej w regionie, z prośbą o pomoc. Zagrozili, że jeżeli Trzuskawica nie otrzyma dodatkowych limitów, wysypią wapno przed biurami parlamentarzystów tej partii w regionie oraz rozpoczną ich okupację.

– Mamy o co walczyć, bo to miejsca pracy dla ludzi. Posłowie powinni dbać o to, by nie było bezrobocia, a skoro tego nie potrafią, trzeba to na nich wymusić – mówi Irena Surma, przewodnicząca Związku Zawodowego „Budowlani” w Trzuskawicy.

Marzena Okła-Drewnowicz w ekspresowym tempie zorganizowała spotkanie prezesa Jankowskiego z ministrem środowiska Marcinem Korolcem (odbyło się ono w czwartek, 12 czerwca). Jak podkreśla, nie dlatego, że przestraszyła się gróźb związkowców. – Zrobiłam to wcześniej. Dobrze, że list dotarł po umówieniu spotkania, bo jego treść każdego by zniechęciła do udzielania pomocy – mówi posłanka.

- Przedstawiliśmy nasze racje oraz wykazaliśmy szereg nieprawidłowości w działaniu KOBIZE, które jest inicjatorem wstrzymania decyzji marszałka. Mamy nadzieję, że w ciągu najbliższych 10 dni minister przychylnie odniesie się do uwag, które mu przekazaliśmy – mówi Michał Jankowski.

LIMITÓW NIE MA?

Prezes przygotował też scenariusz na wypadek, gdyby Marcin Korolec podtrzymał swoją decyzję. – W takiej sytuacji pójdziemy do sądu po odszkodowanie od skarbu państwa za nie przyznanie limitów. To poważny spór kompetencyjny i mam nadzieje, że ktoś wyjaśni, na jakiej podstawie minister środowiska kwestionuje decyzje marszałka wykazując w nich rażące naruszenie prawa – mówi Jankowski.

Odpowiedź na decyzję ministra szykuje już Urząd Marszałkowski w Kielcach. Piotr Żołądek, członek zarządu województwa, przyznaje, że nie rozumie stanowiska, jakie w sprawie zajął KOBIZE. Podkreśla, że taka sytuacja ma miejsce po raz pierwszy.

- Jeżeli KOBIZE nie dysponuje limitami, powinien powiedzieć to wprost, a nie szukać winy po naszej stronie. Mam nadzieję, że w trakcie wymiany korespondencji w końcu się dowiemy, jakiego rodzaju naruszenie prawa popełniliśmy. Do wydania decyzji podeszliśmy z niezwykłą starannością, by zadbać o interes Trzuskawicy. Ale czemu ministerstwo podjęło taką decyzję, trudno na tym etapie dyskutować. Czekamy na finał – mówi Żołądek.

Marzena Okła-Drewnowicz przyznaje, że sprawa jest wyjątkowo skomplikowana. Jak podkreśla, jedyne, co mogła zrobić, to umówić spotkanie prezes-minister. – Minister twierdzi, że Trzuskawica ma więcej limitów niż emisji. Trzuskawica odwrotnie. Teraz te argumenty będą weryfikowane. Najważniejsze jest to, by pomóc spółce i ustalić, kto ma w tym sporze rację – twierdzi posłanka. Jej zdaniem w przypadku negatywnej decyzji ministra spółce pozostaje dochodzić swoich praw na drodze sądowej. – To wszystko, co można zrobić – podkreśla Okła-Drewnowicz.

 

Prezes Jankowski: - Obawiam się, choć chciałbym nie mieć racji, że wszystkie te działania są spowodowane tym, że limity zostały sprzedane i nie ma rezerwy. Chodzi po prostu o to, by nam tych uprawnień nie przyznać.

- Podejrzewam, że może to być tego rodzaju działanie – potwierdza spekulacje Jankowskiego ważny urzędnik marszałkowski.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Piecu
Włączać piec i je*ać limity. Od tysięcy lat ludzie palili jak chcieli i co chcieli i nikt nie będzie nam mówił co mamy robić z własnymi piecami.
Dodaj ogłoszenie