Witold Zaraska kontra Michał Sołowow

Jarosław PANEK, [email protected]
Witold Zaraska miał prawo bać się pogróżek
Witold Zaraska miał prawo bać się pogróżek
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Najpierw była spektakularna kradzież limuzyny, a potem poważne pogróżki. Witold Zaraska miał prawo czuć się niebezpiecznie. Trochę się tym przejął, chyba nawet bardziej niż początkującą konkurencją Michała Sołowowa, którego ówczesne firmy, podobnie jak Andrzeja Piaseckiego zwykł nazywać „mitexami – dupexami”. Nie miał racji.

Hucznie obchodzone w roku 1997 dwudziestolecie Exbudu zgromadziło prawie wszystkich liczących się polskich przedsiębiorców, polityków oraz szefów kilku największych banków. Witold Zaraska z kilkoma z nich utrzymywał bardzo przyjacielskie stosunki. Był ich bardzo dobrym klientem. Banki zarabiały zarówno na obsłudze finansowej holdingu, jak na kolejnych emisjach akcji Exbudu, który coraz łapczywiej połykał z rynku inne firmy i potrzebował coraz więcej gotówki na ich wykup oraz restrukturyzację. Firma Witolda Zaraski była tak dużym i dobrym klientem, że Bankowi Handlowemu, jaki obsługiwał tylko duże podmioty korporacyjne, opłacało się specjalnie otworzyć w Kielcach swój oddział w biurowcu Exbudu.

Zuchwała kradzież mercedesa

Znakomite stosunki łączyły Witolda Zaraskę również z ówczesnym prezesem Banku Przemysłowo - Handlowego z Krakowa, Januszem Quandtem, który w Kielcach często bywał w „szklanej wieży”. Jedno ze spotkań obu panów zakończyło się dość dramatycznie dla szefa Exbudu, bo spod parkingu przy alei Tysiąclecia w Kielcach, gdzie BPH miał swój oddział, złodzieje ukradli superluksusową limuzynę Witolda Zaraski. Była to wyjątkowo głośna i zuchwała kradzież, ale na szczęście skończyła się tylko stratami materialnymi.

Na szczęście, bo im Witold Zaraska był bogatszy i wpływowy tym chętniej interesowali się nim rozmaici przestępcy. Do Exbudu zaczęły przychodzić listy z rozmaitymi pogróżkami i próbami szantażu oraz wymuszeń. Prezes początkowo ignorował te przesyłki, ale gdy groźby zaczęły dotyczyć jego rodziny, zgodził się po namowach kilku osób, otoczyć siebie i rodzinę ochroną. Kradzież auta z parkingu przed oddziałem BPH tylko utwierdziła go w słuszności decyzji o wynajęciu ochrony. Witold Zaraska podszedł zresztą do tego problemu całościowo, zapewniając sobie ochronę zarówno ludzką jak i... boską.

Zażyłość z Jasną Górą

Oto bowiem pod koniec lat dziewięćdziesiątych nawiązał bardzo dobre kontakty z Paulinami na Jasnej Górze. Zaczęło się od ufundowania im przez Exbud – Stolarkę Budowlaną kilku specjalnych okien do biblioteki klasztornej. To przełamało lody, a Witold Zaraska zaczął być specjalnym gościem u generała zakonu, który darzył go od tej pory specjalnymi względami i przywilejami. Ta opieka duchowa widać się przydawała i była pomocna, bo interesy Exbudu nadal kwitły.

Witold Zaraska właśnie wprowadził na giełdę i to z sukcesem spółkę zależną – Poligrafię i utworzył nową spółkę zależną Exbud – Media, która wydawała dziennik „Słowo Ludu”. Witolda Zaraskę zawsze do mediów ciągnęło, bo potem stworzył jeszcze od podstaw swoje własną rozgłośnię radiową Radio „Tak”, które szczodrze obdarzył sprzętem tak nowoczesnym i w takich ilościach, że w dziedzinie techniki równało się prawie z wielkimi rozgłośniami ogólnopolskimi.

Stosunki z Michałem Sołowowem

Holding Exbudu obrastał nowymi spółkami, firma zdobywała kolejne prestiżowe kontrakty, ale pod bokiem wyrastała jej powoli konkurencja. Witold Zaraska traktował ją z pewnym pobłażaniem i nonszalancją, nazywając spółki budowlane braci Piaseckich oraz Michała Sołowowa... „dupexami”. Często mawiał, że nie będzie się przejmował jakimiś mitexami - dupexami. Ale według wspomnień konkurencji, były to tylko deklaracje, bo w rzeczywistości szef Exbudu pilnie śledził rozwój konkurencji, a nawet ostro z nią walczył. Dotyczyło to zwłaszcza wschodzącej gwiazdy polskiej giełdy, jednego z największych krajowych graczy, kielczanina Michała Sołowowa.

- Pamiętam zdarzenie z początku lat dziewięćdziesiątych tych, chyba rok 1992. Prezes Sołowow zamierzał wprowadzić na giełdę swoją pierwszą spółkę „Polish Life Improvement”, zwaną w skrócie PLI. Powszechnie znane były warszawskie kontakty prezesa Zaraski, jego opiniotwórcza w kręgach biznesu i na giełdzie pozycja. Aby więc zjednać sobie przychylność Witolda Zaraski dla swojego przedsięwzięcia Michał Sołowow postanowił uczynić go „ojcem” tego pomysłu, animatorem przedsiębiorczości w Kielcach i w ten sposób mile połechtać jego „ego”. Sołowow przedstawił Zarasce założenia pomysłu i poprosił o ewentualne rady oraz przychylność opinii. Jeśli Zaraska faktycznie zajął się sprawą to efekt przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania – Komisja Papierów Wartościowych szybko doprowadziła nawet do zmiany obowiązującego prawa po to, aby... nie dopuścić spółki Sołowowa do publicznego obrotu.

Rządowa tarcza antyinflacyjna

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie