Niewiarygodne historie małżeństwa Łyżwińskich

Piotr KUTKOWSKI
Wanda i Stanisław Łyżwińscy.
Wanda i Stanisław Łyżwińscy.
Wanda i Stanisław Łyżwińscy mają coraz więcej spraw sądowych. Wychodzi coraz więcej bulwersujących spraw z ich "działalności poselskiej".

Biuro, którego nie było

Biuro, którego nie było

Ostatnio wyszedł na jaw kolejny numer byłego posła. Ustalono już, że jego biuro w Piotrkowie istniało tylko na papierze i pod adresem osoby, która nie miała o tym pojęcia! Na założone tam konto przepływały pieniądze z legalnego biura w Tomaszowie Mazowieckim. Dzięki takiemu mechanizmowi poseł mógł nimi swobodnie dysponować i nie martwić się o zajęcie ich przez banki. Ten majątek przejmują synowie Wandy i Stanisława Łyżwińskich. Błażejowi poseł miał przekazać z konta fikcyjnego biura 100 tysięcy złotych. 172 tysiące złotych mieli dostać Błażej i drugi syn, Cezary z konta legalnego biura w Tomaszowie. Kancelaria Sejmu przyjmowała faktury przysyłane przez Stanisława Łyżwińskiego, świadczące na przykład o zakupie ziemniaków czy cytrusów za ponad 3 tysiące złotych. Rachunki były rozliczane bez żadnych zastrzeżeń, choć teoretycznie nie powinny być uznane. O tym, że biuro w Piotrkowie jest tworem fikcyjnym, kancelaria dowiedziała się przed rokiem przy okazji likwidacji biura w Tomaszowie. Teraz w pozwie cywilnym domaga się od Stanisława Łyżwińskiego zwrotu 270 tysięcy złotych, które trafiły do jego synów. Sprawa będzie miała też swój epilog w procesie karnym, bowiem prokuratura oskarżyła byłego posła o przywłaszczenie pieniędzy powierzonych mu przez Kancelarię Sejmu oraz poświadczenie nieprawdy w sprawozdaniach z wydatków. Stanisław Łyżwiński nie przyznał się do winy.

- Kto jest z Samoobrony musi dostać wyrok i koniec - twierdzi Wanda Łyżwińska, była posłanka tej partii. Została już skazana, czeka ją kolejna sprawa w sądzie. Jej mąż Stanisław od ponad półtora roku przebywa w areszcie w związku z głośną na cały kraj seks-aferą.

Małżonkowie byli posłami Samoobrony przez dwie kadencje. Bliscy współpracownicy wodza Andrzeja Leppera wielokrotnie pojawiali się na łamach gazet czy w telewizji. Pisano o nich w związku z pożarem ich domu, w którym wtedy nocował lider Samoobrony i o wysuwanych przez firmę ubezpieczeniową oskarżeniach, że chcieli w ten sposób wyłudzić odszkodowanie. Pisano też o ich ogromnych długach. Był też proces Stanisława Łyżwińskiego o utrudnianie komornikowi zajęcia poselskiego majątku. On sam wsławił się wówczas rekordową liczbą nieobecności na rozprawach. Ostatecznie, po maratonie poselskich uników, został uniewinniony.

RACHUNKI ZA SAMOCHODY

Posłowie Łyżwińscy zasłynęli również z rozliczeń, w których wykazywali ogromne kwoty za korzystanie z samochodów. Tylko w 2006 roku wydali na nie po 41.191,50 zł.

- Podejmujemy dużo interwencji, jesteśmy aktywnymi posłami, a to wymaga jeżdżenia do różnych miejsc - tłumaczyła tak wysokie rachunki Wanda Łyżwińska.
Takie rozliczenia wywoływały jednak oburzenie, bo oboje... nie mieli własnych samochodów. Postępowanie w tej sprawie prowadziła nawet prokuratura, jednak zakończyło się ono umorzeniem. Inaczej zakończyło się postępowanie prowadzone przez Kancelarię Sejmu, która nakazała Stanisławowi Łyżwińskiemu zwrócić 9 tysięcy złotych.

Stanisław Łyżwiński

Stanisław Łyżwiński

Ma 55 lat. Urodził się w Skaryszewie. Rolnik, poseł na Sejm w latach 2001-2007. Prowadził ponad 30-hektarowe gospodarstwo rolne. Karierę polityczną zaczynał w latach 1975-82 w szeregach Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego, należał też do Sojuszu Lewicy Demokratycznej, w Samoobronie był od 1997 roku. Do maja 2002 roku był członkiem Sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa, a także Sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych. Od marca 2002 do lutego 2003 roku wiceprzewodniczący klubu parlamentarnego Samoobrony. Przyznał się do współpracy z tajnymi służbami Polski Ludowej. Wykluczony z partii przez Andrzej Leppera, od półtora roku przebywa w areszcie w związku z seks-aferą. Prokuratura prowadzi też przeciwko niemu inne postępowania.

Wanda Łyżwińska
Ma 56 lat. Żona Stanisława Łyżwińskiego. Pochodzi z Piaseczna. Do Sejmu po raz pierwszy została wybrana w październiku 2001 roku z listy Samoobrony. Należała do sejmowych Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, Komisji Ustawodawczej i kilku podkomisji. W październiku 2005 roku ponownie dostała się do Sejmu z listy Samoobrony z okręgu radomskiego z liczbą 7842 głosów. Zasiadała w sejmowej Komisji Ustawodawczej, a od marca 2007 roku w sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej oraz kilku podkomisjach. W przyspieszonych wyborach parlamentarnych w 2007 roku nie zdobyła mandatu poselskiego.

Z POSŁÓW PODEJRZANI

Wanda i Stanisław Łyżwińscy nie są już posłami. Coraz częściej używa się wobec nich określeń: "podejrzany", "oskarżony". Teraz również "skazany".

Stanisław Łyżwiński od ponad półtora roku siedzi w areszcie w związku z seks-aferą w Samoobronie. Prokuratura postawiła mu siedem zarzutów, w tym zgwałcenia działaczki Samoobrony, która ubiegała się o stanowisko wójta oraz wykorzystanie lub usiłowanie wykorzystania seksualnego czterech innych kobiet, w tym Anety Krawczyk. Miał też podżegać w latach 1999-2000 do porwania i przetrzymywania biznesmena. Proces w tej sprawie jest niestety utajniony, ale toczy się od kilku miesięcy.

Wand Łyżwińska wierzy w niewinność męża. Twierdzi, że jest to proces polityczny. Dowodem na to ma być fakt jego utajnienia.

- Widocznie komuś zależy, by ludzie nie usłyszeli prawdy. Staramy się o odtajnienie przebiegu rozpraw, ale nasze wnioski są odrzucane - przekonywała.
Wanda Łyżwińska odwiedzała męża w areszcie i przyjeżdżała, kiedy tylko mogła, na jego rozprawy. Sama też wielokrotnie przychodziła do radomskiego sądu, tyle tylko, że już w swojej sprawie.

O FAŁSZOWANIE

Prokuratura zarzucała jej sfałszowanie dwóch oświadczeń o kandydowaniu z list Samoobrony w wyborach do Sejmu w 2001 roku oraz dwóch oświadczeń lustracyjnych rzekomych kandydatów. Oni sami twierdzili, że nie wypełniali i nie podpisywali kwestionowanych dokumentów. Dodatkowo prokuratura oskarżyła byłą posłankę o złożenie w komisji wyborczej jeszcze kilku innych sfałszowanych oświadczeń. Przez kogo zostały one podrobione, tego nie udało się ustalić. Wanda Łyżwińska nie przyznawała się do winy.

Twierdziła, że nie fałszowała dokumentów i mówiła, że dokumenty potrzebne do rejestracji listy Samoobrony odbierała od kandydatów osobiście lub pomagali jej w tym współpracownicy w terenie, głównie szefowie powiatowych struktur partii.
- Skąd mogłam wiedzieć, że dokumenty te były podrabiane? - przekonywała.

SĄD BYŁ BEZLITOSNY

W ostatnim słowie była posłanka wnosiła o uniewinnienie, prokurator domagał się skazania jej na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Sąd był surowszy. Wyrok brzmiał: półtora roku więzienia w zawieszeniu na pięć lat, wysokie kary finansowe orz podanie wyroku do publicznej wiadomości.

- Zebrany materiał dowodowy jednoznacznie pokazał, że oskarżona dopuściła się fałszerstw. Świadczyły o tym opinie biegłej grafolog, jak również zeznania świadków. Oskarżona była osobą upoważnioną do tworzenia listy kandydatów Samoobrony i do jej rejestrowania, ona też za to odpowiadała. Świadomie nadużyła swoich uprawnień - uzasadniał sędzia Adrian Żurowski.

Tajemnicze pożary

Tajemnicze pożary

W Hucie Skaryszewskiej, gdzie przez jakiś czas mieszkało małżeństwo eks-posłów, straszy wyglądem spalony dom i wypalony wrak auta. Pożar miał miejsce w nocy z 6 na 7 maja 2002 roku. W budynku spało sześć osób, w tym lider Samoobrony Andrzej Lepper. Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie podpalenia, nie znajdując sprawców. Dom był wyceniony na 8 tysięcy złotych, Łyżwińscy ubezpieczyli go miesiąc przed pożarem na kwotę 200 tysięcy złotych. Po pożarze wystąpili o odszkodowanie, ale firma ubezpieczeniowa odmówiła jego wypłacenia. Obok spalonego małżonkowie wybudowali drewniany dom. Pod koniec grudnia 2007 roku on również spłonął. Według pani poseł do środka wdarli się złodzieje, ukradli kasę pancerną (a w niej siedem sztuk broni oraz amunicję do niej), a potem podłożyli ogień.

Zdaniem sądu Wanda Łyżwińska popełniła poważne przestępstwa, godzące w podstawy demokracji, dlatego kara jest adekwatna do wagi winy. Grzywna ma zwiększyć dolegliwość kary. - Kara odpowiada możliwościom finansowym oskarżonej - dodał sędzia.
Gdy sędzia wypowiedział te słowa na twarzach osób, które ich słuchały, pojawiły się uśmiechy. Nie bez powodu.

NIE MAJĄ PIENIĘDZY

Kilka dni wcześniej ukazała się informacja o ogromnym zadłużeniu Łyżwińskich, które nie było wykazywane w ich oświadczeniach majątkowych. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Warszawie.

Z poczynionych już ustaleń wynika, że będąc posłami 12-krotnie zaniżyli w złożonych dokumentach wysokość swoich pożyczek i kredytów. Według Stanisława Łyżwińskiego wynosiły one w 2005 roku w sumie 510 tysięcy, według prokuratury ponad 5,5 miliona złotych. Wanda Łyżwińska - jak twierdzą prowadzący śledztwo - nie wspomniała w swoim oświadczeniu o kwocie 5,2 miliona złotych. Zobowiązania finansowe mieli mieć w dwóch bankach, a także w agencjach rolnych, Urzędzie Miasta w Skaryszewie i urzędach skarbowych, którym zalegali z podatkami. Zarzuty zostały już postawione.

- Te sprawy były już wyjaśniane w Komisji Etyki w Sejmie, a teraz znowu się do nich wraca. I ja, i mąż nie mamy sobie nic do zarzucenia, spokojnie będziemy czekali na proces - mówiła Wanda Łyżwińska. Pytana, skąd wzięły się tak duże rozbieżności w kwotach długów, odparła, że w oświadczeniach podawała kwoty bazowe kredytów, a nie odsetek, podkreśliła też, że nie została uwzględniona jej odrębność majątkowa z mężem.

ODWETOWE SPRAWY?

Wanda Łyżwińska przekonuje, że wszystkie sprawy przeciwko nim są wymysłem i odwetem politycznym obecnie rządzących za niedawną koalicję ich partii z Prawem i Sprawiedliwością: - Nie tylko my mamy takie kłopoty, ale też wielu innych posłów Samoobrony. Wcale się nie zdziwię, jeśli usłyszę o kolejnych zarzutach.

Na razie usłyszała wyrok w swojej sprawie. Skomentowała go krótko: - Nie jestem zaskoczona, że mnie skazano. Raz już ta sprawa była umorzona, potem wybuchła seks-afera i wyciągnięto ją ponownie. Kto jest z Samoobrony musi dostać wyrok, wyrok wysoki i koniec.

Wideo

Komentarze 12

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

No pomyśleć , że taka ELITA od pluga rządziła krajem i czuje się bez karna jeśli to wszystko jest prawdą powinni wszystko im zabrać skonfiskować i pozostawić tyle ile mieli przed wejściem na SALONY , dziwię się pani Wandzie , że ma odwagę publicznie bronić tego degenerata męża , że się go nie brzydzi po tylu aferach i skandalach widocznie jej też jest obojętne z kim żyje i sypia są poprostu siebi warci .

~tubylec~

Zgadzam się z "asią", osłów mamy za posłów. Reprezentanci ludu prostego,przez ten lud wybrani. Tak postrzegają władzę. Brać ile się da, przecież mamy imunitety. Najgorsze, że starzy kawalerowie w sukienkach dają przykład jak wyłudzać bezkarnie na stocznie, napomoc biednym, na zbawienie itd. Coś o zaufaniu społecznym i autorytetach gadają. Szkoda, że Wojtyła pokazał pychę nazywając się "ojcem świętym", budując sobie setki pomników. Nie nauczył ludu chrześcijańskiej skromności. Naśladują "autorytet". PiS nie chce zakazu kandydowania do Sejmu takim Łyżwińskim. Widocznie tym "prawym i sprawiedliwym" tacy koalicjanci pasują. Chcą by przestępcy ustalali prawo. Długo nie będzie w Polsce dobrze z tego powodu.

G
Gość
W dniu 23.01.2009 o 02:57, ~asia~ napisał:

kartofle, bełkot tzw. mlaskacz = „spieprzaj dziadu” „..ta małpa w czerwonym..ja ciebie wykończę Olejnik…” i PiS = "0" = dno moralne = tak samo samoobrona, ale jakie państwo tacy posłowie - tak jak po 1945 „zbowidowcy” tak teraz przeszłość konspiracyjna grupy styropianu, a w tym w szczególności kartofli i PiS (Patałachy i Śmierdziele) wytwarzała w niej pogardę dla społeczeństwa, przecenianie swych zasług, samouwielbienie. W ten sposób wytworzyło się w umyśle członków PiS przekonanie, że są oni elitą zasłużonych, która jedynie może Polską rządzić tak jak po 1945 roku u „zbowidowców”. Nie było przy tym pojęte to bezinteresownie, lecz rządy uważano jako nagrodę i „nieprzyzwoite” przywileje za domniemane zasługi. Mówiąc obrazowo, uważano Polskę za własny folwark. Kariera wielu dygnitarzy sanacyjnych zawróciła im w głowie. Rekrutowali się oni z biednej (tak kartofle i ich koledzy) inteligencji, która nie widziała przedtem pieniędzy, toteż dorwawszy się do władzy i kas państwowych, sowicie się wynagradzali i swoich wspierających popleczników w czarnych sukienkach tj. „niewłaściwie zachowujący się seksualnie księża, biskupi i arcybiskupi” tacy jak: arcybiskup Juliusza Petza (który pod pseudonimem "Fermo" współpracował z wywiadem PRL i ponoć molestował kleryków), biskup tarnowski Wiktor Skorca, biskup rzeszowski Kazimierz Górny (ukrywający się pod pseudonimami "Kazek" i "Tadeusz" - ten co potrącił samochodem dziecko i KWP w Rzeszowie ukręciła łeb sprawie), nieżyjący już biskup pomocniczy diecezji warszawskiej Jerzy Dąbrowski (był świadomym, wynagradzanym za współpracę agentem bezpieki – tj. agent „Ignacy”), arcybiskup Wielgus (pseudonimy - Adam, Adam Wysocki, Grey), nuncjusz apostolski arcybiskup Józef Kowalczyk ze Służbą Bezpieczeństwa (informator o pseudonimie Capino przekazywał oficerowi SB cenną wiedzę), biskup Lucjan Mering (pseudonim „Lucjan” współpraca z wywiadem PRL), Konrad Hejmo (pseudonimy „Hejnał” i „Dominik”) oraz 6 ważnych księży jezuitów, w tym dwóch prowincjałów, zwierzchnik polskiego prawosławia, arcybiskup Sawa, był świadomym i tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa (miał pseudonim "Jurek") i inni w ogromnej ilości jak niektórzy twierdzą jest ich ponoć około 80% żyjącej w PRL ogólnej populacji watykańców (wg niektórych źródeł) wśród czarnych, a więc tych którzy molestowali i zdradzali, a w tym najprawdopodobniej tajemnicę spowiedzi, bo Ci skur….. nie wierzyli i nie wierzą w Boga, bo gdyby wierzyli to by się bali, a jak się nie boją Boga, to nie wierzą, a nas przekonują o tym, że są pośrednikami między Bogiem, a nami, a faktycznie donosicie ci byli i są pośrednikami nami a SB i UB

Opamiętaj się co Ty wypisujesz?
G
Gość
W dniu 23.01.2009 o 10:54, mario napisał:

Niech wstydzi się każdy jeden który nich głosował!


GŁOSOWALI tacy sami jak złodzieje łyżwińscy.
G
Gość

A GDZIE są służby finansowe w Rządzie,które co miesiąc powinny dokładnie rozliczać każdą dostarczoną fakturę przez cwaniaków
posłów.Łyżwińscy nie są jedynymi,którzy zabrali nasze pieniądze.Może wreszcie Premier weżmie się za swoich podwładnych LENI.

p
podatnik
W dniu 23.01.2009 o 14:09, ~miś~ napisał:

Dobrali się jak w korcu maku. On obleśny knur, ona jak czarownica. Nic dziwnego, że szukał sobie innej dziurki. Jacy pokręceni ludzie mogli głosować na tych bandziorów. To straszne, że byli wybrańcami narodu i reprezentowali nas w sejmie. Czyżby byli jacyś ludzie, którzy identyfikują się z nimi i posiadają podobny system wartości. Przecież KTOŚ na nich głosował !!!!


Obecność Samoobrony reprezentowanej przez takie indywidua w sejmie i w rządzie to porażka demokracji. Może należałoby tych niepiśmiennych chłopów co na nich głosowali pozbawić prawa wyborczego ? ( przynajmniej na parę kadencji)
~miś~

Dobrali się jak w korcu maku. On obleśny knur, ona jak czarownica. Nic dziwnego, że szukał sobie innej dziurki. Jacy pokręceni ludzie mogli głosować na tych bandziorów. To straszne, że byli wybrańcami narodu i reprezentowali nas w sejmie. Czyżby byli jacyś ludzie, którzy identyfikują się z nimi i posiadają podobny system wartości. Przecież KTOŚ na nich głosował !!!!

m
mario

Niech wstydzi się każdy jeden który nich głosował!

J
Joy

Sprawiedliwości staje się zadość. To przestroga dla innych pseudo-polityków
bo jak można nazwać Łyżwińskich przecie ci ludzie to mieli bronić chłopów,
a tak naprawdę naciągali państwo okradając sejm .Jakim cudem ludzie takiego pokroju
znależli się w sejmie?????Przecie to pospolici oszuści

~obiektywny~

Jednostronny artykuł pozbawiony obiektywności/ nie podaję się opinii drugiej strony/ i sztuki dziennikarskiej. Mierny, uzalezniony dziennikarz zazwtczaj stawia na sensacyjność.

p
piotr1

wando gdzie twoja buta i nos do gory cos ci klapa opadla czemu nie chcialas orac tylko oszukiwac i krecic przeciez ty prosta baba jestes nie dla ciebie salony daj se siana i wpole.

~asia~

kartofle, bełkot tzw. mlaskacz = „spieprzaj dziadu” „..ta małpa w czerwonym..ja ciebie wykończę Olejnik…” i PiS = "0" = dno moralne = tak samo samoobrona, ale jakie państwo tacy posłowie - tak jak po 1945 „zbowidowcy” tak teraz przeszłość konspiracyjna grupy styropianu, a w tym w szczególności kartofli i PiS (Patałachy i Śmierdziele) wytwarzała w niej pogardę dla społeczeństwa, przecenianie swych zasług, samouwielbienie. W ten sposób wytworzyło się w umyśle członków PiS przekonanie, że są oni elitą zasłużonych, która jedynie może Polską rządzić tak jak po 1945 roku u „zbowidowców”. Nie było przy tym pojęte to bezinteresownie, lecz rządy uważano jako nagrodę i „nieprzyzwoite” przywileje za domniemane zasługi. Mówiąc obrazowo, uważano Polskę za własny folwark. Kariera wielu dygnitarzy sanacyjnych zawróciła im w głowie. Rekrutowali się oni z biednej (tak kartofle i ich koledzy) inteligencji, która nie widziała przedtem pieniędzy, toteż dorwawszy się do władzy i kas państwowych, sowicie się wynagradzali i swoich wspierających popleczników w czarnych sukienkach tj. „niewłaściwie zachowujący się seksualnie księża, biskupi i arcybiskupi” tacy jak: arcybiskup Juliusza Petza (który pod pseudonimem "Fermo" współpracował z wywiadem PRL i ponoć molestował kleryków), biskup tarnowski Wiktor Skorca, biskup rzeszowski Kazimierz Górny (ukrywający się pod pseudonimami "Kazek" i "Tadeusz" - ten co potrącił samochodem dziecko i KWP w Rzeszowie ukręciła łeb sprawie), nieżyjący już biskup pomocniczy diecezji warszawskiej Jerzy Dąbrowski (był świadomym, wynagradzanym za współpracę agentem bezpieki – tj. agent „Ignacy”), arcybiskup Wielgus (pseudonimy - Adam, Adam Wysocki, Grey), nuncjusz apostolski arcybiskup Józef Kowalczyk ze Służbą Bezpieczeństwa (informator o pseudonimie Capino przekazywał oficerowi SB cenną wiedzę), biskup Lucjan Mering (pseudonim „Lucjan” współpraca z wywiadem PRL), Konrad Hejmo (pseudonimy „Hejnał” i „Dominik”) oraz 6 ważnych księży jezuitów, w tym dwóch prowincjałów, zwierzchnik polskiego prawosławia, arcybiskup Sawa, był świadomym i tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa (miał pseudonim "Jurek") i inni w ogromnej ilości jak niektórzy twierdzą jest ich ponoć około 80% żyjącej w PRL ogólnej populacji watykańców (wg niektórych źródeł) wśród czarnych, a więc tych którzy molestowali i zdradzali, a w tym najprawdopodobniej tajemnicę spowiedzi, bo Ci skur….. nie wierzyli i nie wierzą w Boga, bo gdyby wierzyli to by się bali, a jak się nie boją Boga, to nie wierzą, a nas przekonują o tym, że są pośrednikami między Bogiem, a nami, a faktycznie donosicie ci byli i są pośrednikami nami a SB i UB

Dodaj ogłoszenie