Członkowie ruchu Agrounia, w tym grupa sadowników z okolic Grójca i Warki, protestowali w środę, 13 marca w Warszawie. Rano na placu Zawiszy, czyli skrzyżowaniu ulicy Grójeckiej i Alei Jerozolimskich rozsypano jabłka, blokując ruch uliczny. Protestujący podpalili opony i słomę, a na jezdnię rzucili również martwą świnię. W taki sposób chcieli zademonstrować swoją determinację, gdyż jak twierdzą rynek zbytu produktów rolnych jest zablokowany dla polskich rolników.

Większość protestujących jest zrzeszona w ruchu ludowym Agrounia. Wśród nich są sadownicy z okolic Grójca i Warki oraz właściciele tamtejszych punktów skupu. Po godzinie 8 rano na jednym z ważniejszych rond w Warszawie rozpoczęli głośny protest. Zapalili czerwone flary, a wkrótce potem słomę i opony, zawyły syreny. Jak przed kilkoma dniami na jezdnię znów rozsypano jabłka, na asfalcie znalazła się też martwa świnia.

"Nie ma innej opcji niż pokaz siły ze strony rolników. Pokojowe demonstracje są obiektem kpiny ze strony polityków i urzędników" - czytamy w poście, który pojawił się na facebookowym profilu Agrounii we wtorek, czyli dzień przed akcją w stolicy.

- My tak zostaliśmy zablokowani na polskim rynku, jak dziś kierowcy na drodze. Pokazujemy, w jaki sposób rolnik został odcięty od jednego obiegu - wyjaśniał Michał Kołodziejczak, lider Agrounii. - Jeśli rząd, minister nie będą pracować na rzecz rolnictwa i odzyskania przez polskich przedsiębiorców handlu, to przetniemy Warszawę na pół. Takie akcje będą się powtarzać częściej - zapowiadał.

Rondo na placu Zawiszy zostało częściowo zablokowane. Utworzyły się ogromne korki, przez kilkanaście minut nie kursowały tramwaje w kierunku centrum Warszawy. Płonącą słomę i opony ugasiła straż pożarna. Na miejscu było obecnych kilkudziesięciu policjantów. Rolnicy zakończyli akcję około godziny 8.30.

- Wielu warszawiaków było zdziwionych, że protestujemy, bo nie wiedzieli jest jest prawdziwa sytuacja na rynku owoców i warzyw oraz ogólny dramat w rolnictwie. Na koniec niektórzy przechodnie zbierali nawet rozrzucone przez nas jabłka, wyrażali się o tej akcji całkiem pozytywnie - twierdził Sebastian Anyszkiewicz, koordynator Agrounii z Warki, który uczestniczył w porannej akcji.

Według niego, protest rolników musiał być wyrazisty, ostry i niezapowiedziany.

- Jesteśmy gotowi ponieść konsekwencje, ale po prostu nie mamy wyjścia. Wielu z nas nie dostało jeszcze należności za zeszłoroczne zbiory jabłek, a teraz, po rządowym programie skupu przez spółkę Eskimos, nadal nie dostaliśmy pieniędzy, które miały być wypłacone od razu, a czekamy na nie od grudnia. To przelało czarę goryczy - dodaje Sebastian Anyszkiewicz.

Po godz. 9 stołeczna policja poinformowała, że zatrzymano kilku uczestników porannego protestu. "Zatrzymano pierwsze osoby w związku z blokowaniem ronda na Placu Zawiszy w trakcie porannego szczytu komunikacyjnego. Kilkadziesiąt kolejnych osób jest legitymowanych, policjanci ustalają także pozostałych uczestników tego zdarzenia. Zabezpieczono monitoring miejski." - poinformowała na twitterze Komenda Stołeczna Policji.

Michał Kołodziejczak, lider Agrounii nie ukrywał, że rolnicy są w stanie zablokować całą Warszawę.

- Świadomie nie blokowaliśmy kilku skrzyżowań. Pokazaliśmy w jaki sposób blokada jednego przekłada się na funkcjonowanie całego miasta. Jeżeli polskie produkty nie będą się sprzedawać, to będziemy je przywozić, tak jak dziś do Warszawy, jeszcze nie raz i nie mało - zapowiadał Michał Kołodziejczak, rolnik spod Sieradza, prezes Unii Warzywno-Ziemniaczanej, z której wywodzi się Agrounia.

Działacze tego ruchu domagają się przede wszystkim znakowania polskiej żywności flagą kraju, z którego pochodzi, wprowadzenia ustawy nakazującej wprowadzenie na półki sklepów wielkopowierzchniowych 51 procent towarów krajowych, a także dofinansowania i usprawnienia działania instytucji kontrolnych w rolnictwie.