Wimbledon. Dlaczego Iga Świątek nie lubi trawy, a Hubert Hurkacz właśnie na niej gra najlepiej?

Hubert Zdankiewicz
Hubert Zdankiewicz
Właśnie na trawie swój najlepszy - jak na razie - wielkoszlemowy rezultat odnotował Hubert Hurkacz. Rok temu dotarł do półfinału Wimbledonu.
Właśnie na trawie swój najlepszy - jak na razie - wielkoszlemowy rezultat odnotował Hubert Hurkacz. Rok temu dotarł do półfinału Wimbledonu. Fot. Andrzej Szkocki / Polska Press
Udostępnij:
Jedni ją uwielbiają, inni twierdzą, że nadaje się tylko na pastwiska, a trwająca właśnie część sezonu na trawie (której zwieńczeniem jest wielkoszlemowy Wimbledon) to dla nich istna katorga. Co takiego ma w sobie ta nawierzchnia i czy naprawdę jest taka „szybka”, jak się mówi...

- Mam trudną relację z kortami trawiastymi - przyznała rok temu Iga Świątek. Nie bez powodu, bo choć ma w dorobku juniorski tytuł na kortach Wimbledonu (w 2018 roku), to jednak wygrała w Londynie trochę przypadkowo, co przyznawał również na naszych łamach jej ojciec.

- Zakładaliśmy, że sukcesem będzie półfinał. O zwycięstwie nikt nie myślał choćby dlatego, że wcześniej Iga tylko raz w życiu grała na trawie i twierdziła, że jej to nie pasuje. Piłka ma niski kozioł, przyspiesza, jest nieprzewidywalna, bo odskakuje na nierównościach. Poza tym w Polsce nie ma zbyt wielu kortów trawiastych, więc trudniej jest się przygotować - powiedział, a ostatnie sukcesy jego córki na kortach ziemnych i twardych to kolejny dowód. Nie znaczy to oczywiście, że Iga nie sięgnie kiedyś również po "dorosły" tytuł w Londynie. Może nawet już w tym roku, niemniej...

- Trawa to moja ulubiona nawierzchnia - powtarzała z kolei przez lata Agnieszka Radwańska, która właśnie na niej zawsze grała najlepiej. Na przeciwnym końcu skali był za to m.in. Marat Safin, dla którego Wimbledon przez lata był najgorszym Wielkim Szlemem. Mistrz Australian Open i US Open (korty twarde) nigdy zresztą nie krył swojej niechęci do tej nawierzchni.

Tym większe było zdziwienie, gdy w 2008 roku Rosjanin dotarł nieoczekiwanie w Londynie do półfinału. W walce o finał nie dał co prawda rady Rogerowi Federerowi, ale i tak zaimponował wszystkim swoim wyczynem. Tym bardziej że przed Wimbledonem grał słabo. Nawet na - teoretycznie - bardziej lubianych przez siebie kortach.

- Marat, jak to wytłumaczysz? Jak to się stało? - dopytywał się jeden z dziennikarzy.

- Yeah, it happens. Shit happens - wypalił z uśmiechem Safin (nie trzeba chyba tłumaczyć), którego opinię na ten temat podziela wielu tenisistów. Zwłaszcza tych z południa Europy i Ameryki Południowej, gdzie dominującą nawierzchnią jest ceglana mączka. Równie wielu rzecz jasna podziela opinię Radwańskiej. Za co jedni nie lubią trawy, a inni wprost przeciwnie? Za jej specyfikę, która sprawia, że gra się na niej zupełnie inaczej niż na ziemi czy kortach twardych.

Charakterystyczną cechą trawy jest „szybkość”. Nawet początkujący adept tenisa wie, że to najszybsza ze wszystkich nawierzchni. Tak samo jak ziemne korty są „wolne”. Na oko właśnie tak jest, bo na trawie tenisista ma znacznie mniej czasu na reakcję niż na ziemi czy hardkorcie. Tak naprawdę jednak trawa... spowalnia piłkę.

- Powszechne przekonanie jest takie, że to najszybsza nawierzchnia na świecie, tymczasem to nieprawda. Szybsze są korty twarde, to tam piłka bardziej przyspiesza po odbiciu. W przypadku trawy chodzi o to, że piłka się na niej ślizga i odbija bardzo nisko - tłumaczył nam swojego czasu czołowy polski deblista, finalista US Open i Masters, Mariusz Fyrstenberg.

Dokładnie to samo wynika z doświadczenia przeprowadzonego przed laty przez amerykańską korporację Cislunar Aerospace. Naukowcy zmierzyli, pod jakim kątem i jak wysoko odbija się piłka na różnych nawierzchniach. Wyniki pokazały, że legendarna szybkość trawy bierze się tak naprawdę z kątów odbicia piłki oraz wysokości i odległości, na jaką poleci po koźle. Wszystkie te wielkości są - ze względu na specyficzne właściwości trawy, jej miękkość, śliskość i sprężystość - najniższe. Piłka leci więc tak naprawdę wolniej niż na ziemi czy hardkorcie, ale pokonuje przy tym krótszą drogę. Jej prędkość w poziomie jest zatem większa.

Efekt jest taki, że kort trawiasty zmusza tenisistów do zupełnie innej gry. - Najlepszą strategią jest uderzanie bez jakiejkolwiek rotacji, co maksymalnie obniża i przyspiesza poślizg piłki. Z rotacją efekt jest odwrotny - tłumaczył Fyrstenberg, co wyjaśnia, dlaczego wychowani na ziemi mistrzowie topspina tak kiepsko (zazwyczaj) radzą sobie na trawie. - Skraca się również zamach i stosuje tzw. serwis cięty - wolniejszy, ale celniejszy. Po takich podaniach piłka odbija się niżej i skręca po koźle. Najlepszym dowodem na to jest procent udanych pierwszych serwisów w każdym meczu. Jest o wiele wyższy niż na innych nawierzchniach. Po prostu na trawie lepiej jest zagrać trochę wolniej, ale celniej - dodał.

Na trawie największe szansę mają w związku z tym tenisiści atakujący, opierający swoją grę na serwisie i unikający dzięki temu dłuższych wymian. Przez całe lata dominującym stylem był serve and volley, co sprawiało, że mistrzowie gry z głębi kortu pokroju Ivana Lendla czy Matsa Wilandera nigdy (mimo prób) nie wygrali Wimbledonu. Udało się to Szwedowi Bjornowi Borgowi, ale uznano to za wyjątek potwierdzający regułę.

W ostatnich latach to się zmieniło. Za sprawą organizatorów Wimbledonu, którzy postanowili „zwolnić” korty w Londynie i zaczęli wysiewać na nich inne gatunki trawy. Najprościej rzecz ujmując, nowa mieszanka spowodowała, że piłka odbija się dziś wyżej, zapewniając zawodnikom średnio 0,1 sekundy więcej na przygotowanie się do uderzenia. Niby niewiele, ale wystarczająco dużo, by otworzyć drogę do sukcesów choćby królowi ceglanej mączki Rafaelowi Nadalowi.

- Uwielbiam go, cenię i szanuję, ale prawda jest taka, że w latach 90. nigdy nie wygrałby Wimbledonu. A dziś? Dziś na tej nawierzchni czuje się jak w domu - powiedział swojego czasu o Hiszpanie Wojciech Fibak.

Właśnie w Londynie swój najlepszy - jak na razie - wielkoszlemowy rezultat odnotował Hubert Hurkacz. Rok temu dotarł do półfinału Wimbledonu, pokonując w ćwierćfinale Federera. Być może przy okazji zakończył również karierę słynnego Szwajcara, który od tamtego czasu nie pojawił się na korcie (choć zapowiada, że jeszcze wróci). Trochę zaskoczył wszystkich swoim osiągnięciem, bo wcześniej żywiołem wrocławianina były przede wszystkim korty twarde. To na nich wygrywał turnieje w Winston-Salem, Delray Beach, Miami i francuskim Metz.

- To prawda, ale uwielbiam również trawę. Tak było od czasów juniorskich, gdy po raz pierwszy na niej zagrałem. Można się na niej rzucać, więc zawsze jest przy tym fajna zabawa - skomentował na naszych łamach swój sukces Hurkacz, który "zieloną" część sezonu rozpoczął w tym roku od startu w turnieju ATP w Stuttgarcie.

W nim dotarł do półfinału gry pojedynczej i wygrał rywalizację deblistów, w parze z Mate Pavicie,. W finale Polak i Chorwat pokonali 7:6 (3), 7:6 (5) rozstawionych z numerem jeden Niemca Tima Puetza i Nowozelandczyka Michaela Venusa.

Z kolei Świątek miała rozpocząć rywalizację na trawie od turnieju WTA w Berlinie. Ostatecznie nie pojawiła się jednak w stolicy Niemiec. "Z powodu nawracającego dyskomfortu, który czuję w moim barku, jestem zmuszona zrezygnować z turnieju w Berlinie. Przykro mi, że nie będę w stanie tam zagrać. Skupię się teraz na regeneracji i odpoczynku, aby być gotową do gry na Wimbledonie" - tłumaczyła na Twitterze światowa numer jeden.

Do gry Polka wróci dopiero w Londynie. Tegoroczny Wimbledon wystartuje 27 czerwca, a z powodu wykluczenia przez organizatorów tenisistów z Rosji i Białorusi nie będą tym razem przyznawane punkty do rankingów ATP i WTA. Uczestnicy mogą za to liczyć na rekordowe zarobki. Pula nagród będzie wynosić 40,35 mln funtów, czyli o ponad pięć milionów więcej niż w ubiegłym roku.

Singlowi zwycięzcy zainkasują po dwa miliony funtów, finaliści dostaną połowę z tej kwoty. Za sam udział w pierwszej rundzie zawodnicy zarobią 50 tysięcy funtów.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

miejsce #1

Torpado

Torpado Era Czarny 28 2022

6 799,00 zł
miejsce #2

Esperia

Esperia Bretagne D18 Czarny 26 2022

4 199,00 zł
miejsce #3

Esperia

Esperia E250 Lione Czarny Zielony 28 2022

4 299,00 zł
miejsce #4

MBM

MBM E1200 Karios U16 Czarny 27.5 2022

12 599,00 zł
Materiały promocyjne partnera

Paweł Fajdek odpowiada na pytania fanów. Zobacz wyjątkowe Q&A

Materiał oryginalny: Wimbledon. Dlaczego Iga Świątek nie lubi trawy, a Hubert Hurkacz właśnie na niej gra najlepiej? - Sportowy24

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
2019-06-28T01:22:25 02:00, Dawid:

Pamiętam jak przed Wimbledonem 2013 Janowicz też narzekał, że nie lubi tej nawierzchni, bo "spłaszcza tenis", po czym doszedł do półfinału (w którym też całkiem nieźle mu poszło biorąc pod uwagę klasę przeciwnika).

A co do prędkości piłki po odbiciu, to zawsze mi się wydawało, że nawierzchni trawiastej piłka jest wolniejsza, tylko po prostu nisko się odbija, więc jest złudzenie dużej szybkości. Ten artykuł i wypowiedź Fyrstenberga w końcu utwierdziły mnie w przekonaniu.

D
Dawid
Pamiętam jak przed Wimbledonem 2013 Janowicz też narzekał, że nie lubi tej nawierzchni, bo "spłaszcza tenis", po czym doszedł do półfinału (w którym też całkiem nieźle mu poszło biorąc pod uwagę klasę przeciwnika).
Więcej informacji na stronie głównej Echo Dnia Radomskie
Dodaj ogłoszenie