MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Agenci CBA w gminie Rudnik nad Sanem

Konrad SINICA
Centralne Biuro Antykorupcyjne po raz kolejny wkroczyło do urzędu gminy w Rudniku nad Sanem. To już druga kontrola w tej kadencji.

Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego znów pojawili się w Rudniku nad Sanem. W poniedziałek w tutejszym urzędzie rozpoczęła się kolejna kontrola. Czego tym razem szukają śledczy? Na razie zabrali dokumenty dotyczące trzech inwestycji.

Dwóch funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego pojawiło się w rudnickim urzędzie w poniedziałek. Czego dotyczy rozpoczęta kontrola?

ZABRALI DOKUMENTY

- Postępowanie obejmuje sprawdzenie procedur podejmowania i realizacji decyzji dotyczących rozporządzania mieniem oraz udzielania wybranych zamówień publicznych przez Gminę i Miasto Rudnik nad Sanem w latach 2008-2013 - wyjaśnia Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy Centralnego Biura Antykorupcyjnego. - Planowany termin zakończenia kontroli przypada na początek stycznia.

W poniedziałek śledczy zażądali od pracowników urzędu oryginałów dokumentów dotyczących trzech inwestycji realizowanych przez gminę w ostatnich latach. Chodzi o remontowane niedawno ulice Wygon i Kościelną, a także o utworzony kilka lat temu Środowiskowy Dom Samopomocy.

- Wykonanie tych inwestycji nie budzi zastrzeżeń. Jestem spokojny o to, że tam jest wszystko w porządku - mówi Waldemar Grochowski, burmistrz Rudnika nad Sanem.

Na razie śledczy zabrali tylko dokumenty, ale prawdopodobnie w najbliższym czasie będą zapraszać urzędników na rozmowy.

DONOS CZY RUTYNOWA KONTROLA?

Jest to już druga w tej kadencji kontrola Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Rudniku nad Sanem. Poprzednia zakończyła się w czerwcu ubiegłego roku. Sprawą zajmuje się teraz prokuratura, ale na razie nikt nie usłyszał zarzutów.

W przypadku poprzedniej kontroli pojawiały się sugestie, że śledczy zjawili się w Rudniku nad Sanem w wyniku donosu. Podejrzenia padały często na radnego Jerzego Czaję, ponieważ wcześniej ostro krytykował kontrolowane inwestycje. Radny jednak twierdził, że nie był autorem donosu. Jak było tym razem? Dlaczego śledczy ponownie zapukali do drzwi rudnickiego magistratu?

- Nie mam pojęcia - przyznaje burmistrz. - Zawsze pytam kontrolujących, czy to jest rutynowa kontrola, czy może zostaliśmy wylosowani? Mówili, że nie. - Może był jakiś donos? - pytamy. Burmistrz skwitował to milczeniem.

- Mam świadomość, że pewne nieżyczliwe osoby chcą mnie zmęczyć - dodaje Waldemar Grochowski. - Ale ja przez takie kontrole tylko się hartuję, a praca jeszcze bardziej mi się podoba. Szkoda, że tyle energii idzie na ściągnięcie kontroli z zewnątrz, a kiedy obiekt Wikplastu stał pusty, to nikt nie chciał pomóc. Wtedy była mi potrzebna "pomoc" aktywistów.

RADNY DRĄŻYŁ TEMAT

Radny Jerzy Czaja twierdzi, że to nie za jego przyczyną śledczy po raz kolejny pojawili się w gminie. Jednocześnie przyznaje, że nie jest tym faktem zaskoczony.

- To, że pojawiła się kolejna kontrola w ogóle mnie nie dziwi - mówi radny Jerzy Czaja. - Jestem tylko zdziwiony, że rozpoczęła się tak późno. Te tematy drążyłem już od ponad roku i gdyby nie upór burmistrza i przewodniczącej komisji rewizyjnej, można było je już dawno zakończyć i dzisiaj spać spokojnie.

Podobnie jak w przypadku poprzedniej kontroli, podejrzenia o donos zapewne znów padną na radnego Czaję. Kontrolowane inwestycje były obiektami jego krytyki, z jednym wyjątkiem.

- Rzeczywiście miałem zastrzeżenia, co do jakości wykonania ulicy Kościelnej - przyznaje Jerzy Czaja. - Nie dziwi mnie też, że w zakres kontroli wchodzi Środowiskowy Dom Samopomocy. Natomiast jestem zaskoczony ulicą Wygon, która moim zdaniem jest wykonana dobrze. Moje zastrzeżenia budziła jedynie celowość tej inwestycji.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na echodnia.eu Echo Dnia Podkarpackie