Hubert Hurkacz: "Nigdy nie zapomnę atmosfery na moim meczu z Rogerem Federerem. Czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem"

Hubert Zdankiewicz
Hubert Zdankiewicz
fot. AP/Associated Press/East News
Udostępnij:
Hubert Hurkacz o najlepszym, jak dotąd, sezonie w swojej karierze. Turnieju Miami, Wimbledonie, ATP Finals, planach, świętach w Monaco i o tym, jak wpływają na niego sukcesy Igi Świątek.

Gdyby w listopadzie ubiegłego roku ktoś Ci powiedział, że skończysz następny sezon jako dziewiąta rakieta świata, wygrasz trzy turnieje ATP w tym jeden rangi Masters 1000, zagrasz w półfinale Wimbledonu, a na koniec jeszcze w ATP Finals… Co byś wtedy mógł pomyśleć?
Że liczę na więcej (śmiech). A tak serio, to na pewno był to dla mnie super rok. Dużo osiągnąłem, dużo się nauczyłem. Dużo się dowiedziałem o swoich możliwościach. To bardzo pozytywne doświadczenia.

W Turynie przyznałeś w jednym z wywiadów, że na początku sezonu w ogóle nie myślałeś o „Mastersie”, bo nie było Cię nawet w pierwszej trzydziestce rankingu ATP. W którym momencie uwierzyłeś, że może się udać…
Myślę, że po Wimbledonie. Zdałem sobie sprawę, że będę miał realną szanse powalczyć o to, żeby się zakwalifikować.

Przed Wimbledonem miałeś też gorszy okres, który przyszedł na część sezonu rozgrywaną na kortach ziemnych. To była tylko kwestia zdrowia czy również nawierzchni?
Zdecydowanie zdrowotna, trochę się pochorowałem w tym okresie. Walczyłem sam ze sobą, bo chciałem się jak najlepiej przygotować do Roland Garros, ale zabrakło mi czasu.

Wojciech Fibak mówił wówczas, żeby na lepsze wyniki w Twoim wykonaniu trzeba poczekać na trawę i hardkorty. Miał rację.
Pomijając względy zdrowotne, to korty ziemne faktycznie są na jednym z ostatnich miejsc jeśli chodzi o moje ulubione warunki do gry. Jestem z Polski, gdzie niby jest ich dużo, ale lepiej czuję się na trawie i kortach twardych. Nie mówię oczywiście o jakichś dywanach czy sztucznej trawie, bo i na takich wynalazkach zdarzało mi się swojego czasu grywać.

Łukasz Kubot czy Mariusz Fyrstenberg opowiadali swojego czasu o grze na drewnianym parkiecie. Podobno piłka ma na nim tak niski kozioł, że łatwiej się potem przyzwyczaić do trawy…
Tego nie ćwiczyłem, ale muszę przyznać, że gra na sztucznej trawie pod balonem, przy dwóch stopniach powyżej zera, była dość ekstremalnym przeżyciem. Na szczęście czasy się zmieniają, infrastruktura w Polsce jest coraz lepsza i młodsze roczniki już nie muszą zaliczać takiej szkoły przetrwania.

Jaki był dla Ciebie najlepszy moment w tym sezonie? Miami? Wimbledon?
Dużo było fajnych momentów, choć te dwa z pewnością muszę umieścić na szczycie listy. Wygrana w Miami była czymś wspaniałym, podobnie jak Wimbledon, choć oczywiście do pełni szczęścia zabrakło mi awansu do finału. Co nie zmienia faktu, że było to dla mnie bardzo pozytywne przeżycie.

Niektórych zaskoczyłeś trochę tym półfinałem. Wydawać by się mogło, że Twoim żywiołem są przede wszystkim korty twarde, to na nich wygrywałeś turnieje…
To prawda, ale uwielbiam również trawę. Tak było od czasów juniorskich, gdy po raz pierwszy na niej zagrałem. Można się na niej rzucać, więc zawsze jest przy tym fajna zabawa.

No i przy okazji możesz przejść do historii jako ten, kto zakończył karierę Rogera Federera. Od przegranego z Tobą ćwierćfinału w Londynie Szwajcara nie zobaczyliśmy do tej pory na korcie. Nie wiadomo czy jeszcze kiedykolwiek zobaczymy…
Jest taka szansa, tylko nie wiem czy jest się z tego cieszyć. Jeśli faktycznie tak się stanie, to wielu ludzi może mnie znielubić, bo przecież Roger był ulubieńcem kibiców. Żartuję oczywiście, niemniej faktycznie trochę szkoda, bo to mój idol z dzieciństwa. Gdy dwa lata temu w Indian Wells po raz pierwszy zagrałem z Federerem, było to dla mnie wielkie przeżycie. Zagrać z nim przy pełnych trybunach na Wimbledonie to… No trudno w pełni oddać słowami, jak się czułem. To jakie on ma tam wsparcie, jak głośno było na trybunach w trakcie meczu. Nigdy wcześniej czegoś podobnego nie przeżyłem.

W męskim tenisie dokonała się chyba w końcu w tym roku, a przynajmniej w jego drugiej połowie, ta zapowiadana od kilku lat zmiana warty? Ze starych mistrzów trzyma się w zasadzie już tylko Novak Djoković, za to tacy gracze jak Alexander Zverev, czy Daniił Miedwiediew w końcu dojrzeli do tego, by wygrywać najważniejsze mecze i turnieje. Ty również wpasowujesz się w ten trend.
Myślę, że w ciągu najbliższych dwóch-trzech lat tych zmian będzie więcej, jeżeli chodzi o światową czołówkę. Ja zrobię wszystko, żeby utrzymać się w niej jak najdłużej.

Jak na spokojnie ocenić Twój debiut w ATP Finals? Z jednej strony przed Tobą w singlowym „Mastercie” zagrał tylko Wojciech Fibak, z drugiej liczyłeś pewnie na trochę więcej.
Wiadomo, że jak jedzie się na turniej to chce się go wygrać. Gdy więc się nie uda, to zawsze jest jakiś niedosyt. Faktycznie liczyłem na więcej, niż trzy porażki w grupie. Na pewno jednak bardzo się cieszę z tego, że mogłem zagrać w tak doborowym gronie, bo było to świetne zakończenie bardzo udanego dla mnie sezonu. Właśnie w meczach z najlepszymi dowiadujesz się najwięcej o sobie. Co jeszcze możesz poprawić w swojej grze.

To co być chciał poprawić?
Wszystko (śmiech). Na pewno serwis, który może być jeszcze lepszy. Na pewno return, forhend…

Ze tego co mówią o Tobie rywale wynika, że jesteś jednym z bardziej lubianych tenisistów w zawodowym cyklu. A Tobie z kim jest – kolokwialnie mówiąc – najbardziej po drodze?
Na pewno z Jannikiem Sinnerem. Dobrze dogaduję się również z Félixem Augerem-Aliassime’m, z którym grywam również debla. Mam naprawdę dobre relacje z wieloma tenisistami.

Iga Świątek i jej sukcesy to dla Ciebie dodatkowa motywacja?
Na pewno cieszę się, że w kobiecym tenisie również mamy zawodniczkę w ścisłej światowej czołówce. Iga osiąga niewiarygodne rezultaty i na pewno jest to dla mnie inspirujące.

Ktoś powiedział, że to dobrze dla Igi, że jesteś Ty i dobrze dla Ciebie, że jest ona. Presja rozkłada się na dwie osoby a nie na jedną, jak w czasach Agnieszki Radwańskiej.
Na pewno jest nam trochę łatwiej, niż Agnieszce, która przez wiele lat musiała mierzyć się z tym wszystkim sama. Nie brało się to z niczego, bo przez była w samym czubie i osiągała niesamowite rezultaty. To normalne, że w tej sytuacji to na niej skupiała się w pierwszej kolejności uwaga kibiców i mediów. U nas w tym sezonie było za to tak, że jak mnie coś nie poszło, to akurat Iga coś wygrywała i na odwrót. Oboje mieliśmy dzięki temu trochę więcej spokoju.

Skończyłeś sezon. Co dalej?
Na razie na pewno wakacje. Niezbyt długie, jak to u tenisistów. Trzeba jednak jak najlepiej odpocząć i zresetować się przed startem przygotowań do nowego sezonu.

Agnieszka Radwańska mawiała w takich chwilach, że ma w planach: „leżing”, „plażing” i „smażing”. Zmieniały się tylko miejsca.
(śmiech) Dobrze mówiła. Ja też mam w planach wycieczkę w jakieś miejsce, gdzie jest ciepło i spokojnie.

Święta w Polsce?
W tym roku w Monaco. Oczywiście z całą rodziną.

A co będzie na stole? Jakieś odstępstwa od diety z tej okazji?
W moim przypadku nie. Tradycyjne świąteczne polskie dania to zdecydowanie nie moja bajka.

Twoja przeprowadzka do Monaco sprawiła, że chyba po raz pierwszy w swojej karierze zetknąłeś się w Polsce z hejtem. Poszło o podatki.
Szczerze mówiąc w ogóle tego nie odczułem. Oczywiście, zawsze po meczach jedne komentarze są pozytywne, a inne trochę mniej. W moim przypadku tych dobrych jest jednak zdecydowanie więcej i bardzo się cieszę, że mogę liczyć na wsparcie, jakie otrzymuję od rodaków. W zamian ja staram się reprezentować Polskę najlepiej jak potrafię. To się nigdy nie zmieni.

Pytałem o najlepsze momenty sezonu, a jaki był najgorszy – Tokio? Przed wylotem do Japonii mówiłeś, że chcesz walczyć o medal.
Zawsze chcę walczyć o jak najlepszy wynik więc to normalne, że jadąc na igrzyska myślałem o medalu. Nie udało się i na pewno było to dla mnie rozczarowanie. Wiedziałem co prawda, że nie jestem najlepiej przygotowany do turnieju olimpijskiego, ale mimo to chciałem dać z siebie wszystko, żeby przejść kilka rund więcej i znaleźć się bliżej strefy medalowej.

Święta w Monaco, a co potem?
Zaraz po świętach, pewnie 27 grudnia, lecę do Australii. Sezon zacznę występem w ATP Cup. Potem Australian Open. Po Melbourne będzie jeszcze tydzień turniejów, ale na razie nie planuję w nich wystąpić.

Rozmawiał: Hubert Zdankiewicz

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Materiał oryginalny: Hubert Hurkacz: "Nigdy nie zapomnę atmosfery na moim meczu z Rogerem Federerem. Czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem" - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Echo Dnia Podkarpackie
Dodaj ogłoszenie