Jacek Bobrowicz mówi o pamiętnym meczu Wisły Kraków z Legią z 1993 roku, kulisach gry w Siarce Tarnobrzeg i swojej karierze

Jaromir Kruk
Jacek Bobrowicz jest prezesem Klubu Sportowego Preczów. Karierę zakończył w 2002 roku w Siarce Tarnobrzeg.
Jacek Bobrowicz jest prezesem Klubu Sportowego Preczów. Karierę zakończył w 2002 roku w Siarce Tarnobrzeg. Fot. ks-preczow.futbolowo.pl
W 1993 roku Wisła Kraków na finiszu ekstraklasy przegrała z Legią 0:6 i to spotkanie, które na 99 procent ustawiono wpłynęło na karierę Jacka Bobrowicza. Bramkarz, który był ulubieńcem fanów Białej Gwiazdy musiał opuścić ten klub, a potem zagrał jeszcze 9 meczów na najwyższym poziomie w Hutniku Kraków. Karierę zakończył w Siarce Tarnobrzeg, nie w Błękitnych Sarnów, jak błędnie podaje się w wielu mediach.

Jak pan po latach ocenia pobyt w Tarnobrzegu?
Miałem tam rzadko pojawiać się na boisku, pomagać na treningach innym golkiperom. Był niewiele młodszy ode mnie Konrad Paciorkowski, a także Sylwek Janowski. Zagrałem sporo meczów, a przy okazji prowadziłem jakiś czas zespół jako trener. Myślę, że nie zawiodłem, a sam z sympatią wracam do okresu Siarki. Pieniążków tam wielkich nie było, ledwie wystarczało na przeżycie, ale w zespole panowała świetna atmosfera. Bawiliśmy się futbolem. W 2002 roku w Tarnobrzegu skończyłem grać w piłkę, a dziś śmieje się widząc gdy na wikipedii jest podane, że potem przeniosłem się do Błękitnych Sarnów. Nie wiem skąd to się w ogóle wzięło, jak dużo głupot o mnie.

Też związanych ze sławetnym meczem Wisła Kraków – Legia, przegranym przez Białą Gwiazdę 0:6?
Nie chcę mi się opowiadać o meczu, który zrujnował moją karierę. W pozycji „Sprzedana Liga” napisali takie głupoty. Niby wyniosłem się do Bydgoszczy, grałem w Austrii, byłem zamieszany w ustawienie spotkania Ślęza – Wisła Kraków. Widziano mnie we Wrocławiu w tramwaju. I tak dalej, i tak dalej, mógłbym ciągle podawać kogoś do sądu. Wiadomo jaki był ten słynny mecz Wisła – Legia, ale ja nie brałem udziału w ustawianiu wyniku. Julek Kruszankin z Legii w jednym z wywiadów obrazowo to wytłumaczył. Śmieszy mnie to, że oceniają mnie gówniarze, których w 1993 roku nie było na świecie, albo mieli kilka lat.

Nie było w latach 80-tych i 90-tych w polskiej piłce niedziel cudów?
Były, nie zaprzeczam. Sam słyszałem w szatniach zespołów w których grałem o różnych spółdzielniach, grupach, puszczano mecze, ale też bez przesady. Jak ktoś przegrywał w podejrzanych okolicznościach najczęściej podejrzanym uznawano golkipera. Mi się obrywało za kogoś nawet jak poszedłem do Hutnika Kraków. Namówił mnie Jurek Kasalik, a nie raz schodząc z boiska słyszałem jak wyzywają mnie… dziennikarze.

Ale chyba w pana przygodzie z piłką było wiele fajnych chwil.
Pewnie. W Wiśle miałem swoje świetne okresy, łapałem karne, uwielbiali mnie kibice, prezes Piotr Voigt. Wielką formę złapałem w RKS Radomsko, czułem się tam wyśmienicie. Ale wiecie, ja jestem zadowolony, bo spełniłem swoje marzenie i zagrałem w reprezentacji Polski. Co prawda przegraliśmy 0:4 z Egiptem w Kairze, ale usłyszałem hymn i poczułem jak smakuje bronienie barw narodowych. Nic lepszego w sporcie nie ma. Miałem frajdę grać z wieloma bardzo dobrymi piłkarzami w jednym zespole, a najwyżej ceniłem legendę Legii - Leszka Pisza, profesora w środku pola, także za grę w pomocy Zdzisława Janika z Wisły i za smykałkę do strzelania goli Tomka Dziubińskiego.

Co porabia obecnie Jacek Bobrowicz?
Pracuję, ale od piłki nie odszedłem. Jestem prezesem klubu KS Preczów, miejscowości koło Dąbrowy Górniczej. Gramy w klasie A, mamy super obiekty, wsparcie wójta i ludzie mnie szanują. Także za ten jeden występ w reprezentacji. Przy okazji pozdrawiam kibiców Siarki Tarnobrzeg.

Lech Poznań zmienia trenera: Skorża za Żurawia

Wideo

Dodaj ogłoszenie