MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Niemcy mówią różnymi głosami o rodzinie Ulmów

Piotr Samolewicz
Piotr Samolewicz
Harald Hinrichs, burmistrz Esens, wraz z żoną podczas wizyty w Markowej w październiku 2022 r.
Harald Hinrichs, burmistrz Esens, wraz z żoną podczas wizyty w Markowej w październiku 2022 r. Fot. IST FILM
Niedawna beatyfikacja w Markowej pokazała, że Polska chce opowiadać światu prawdę o mrokach okupacji. Nie wszystkim to się podoba

Ważnym punktem uroczystości beatyfikacyjnych Rodziny Ulmów w Markowej było przemówienie prezydenta Andrzeja Dudy, który powiedział, że zbrodnicze prawo karania śmiercią za pomoc Żydom, które doprowadziło do morderstwa całej rodziny, zostało ustanowione tylko w okupowanej Polsce.

- Miało zasiać grozę - zwrócił uwagę prezydent. - Na okupowanym przez Niemców terenie nie było żadnych polskich władz. Chcę to z całą mocą podkreślić - nie było żadnych polskich władz, które kolaborowałyby z Niemcami - stwierdził prezydent.

Przypomniał jednocześnie, że nie było żadnych polskich formacji zbrojnych, które kolaborowałyby z wojskami okupacyjnymi.

Eilert Dieken nie był członkiem NSDAP

W tym kontekście warto zadać pytanie, jak przedstawiciele państwa niemieckiego oraz tamtejsi dziennikarze odnieśli się do beatyfikacji Rodziny Ulmów, zamordowanej przez niemieckich żandarmów za pomoc udzieloną ośmiu Żydom. W tragedii Rodziny Ulmów wyrażają się przecież niewyobrażalne okrucieństwo i jednocześnie banalność zła, o jakiej pisała Hannah Arendt w książce „Eichmann w Jerozolimie”.

Rozkaz egzekucji dorosłych i dzieci wydał dowódca żandarmerii w Łańcucie por. Eilert Dieken, przedwojenny niemiecki policjant, który nie był formalnie członkiem NSDAP. Oprawcy po zamordowaniu Polaków i Żydów okradli skromne domostwo Ulmów i przystąpili do biesiady, podczas której wypili kilka litrów wódki.

Do zamordowania Ulmów doszło niedługo przed końcem wojny. Dieken w trakcie służby w Polsce przyjeżdżał na urlop do rodziny. Opowiadał o przyjaźni z Polakami i zakupach na polskim targu. Nie ujawniał szczegółów pracy w Łańcucie. Jego córka Greta zapamiętała tylko, że był potwornie zawszony. Po wojnie oprawca z Markowej pozytywnie przeszedł procedury denazyfikacyjne i wrócił do swojego policyjnego zawodu. W miasteczku Esens dosłużył się stopnia szefa policji i spokojnej emerytury. Był lubiany i szanowany. Umarł w roku 1960, w dniu swoich 62. urodzin.

Rodzina Eilerta Diekena o jego zbrodniczej przeszłości dowiedziała się dopiero od historyka Mateusza Szpytmy, który w 2013 roku przekazał Grecie Wilbers dokumenty dotyczące służby ojca w Polsce. Ona z kolei pokazała je swojej siostrze Hannelore, o czym powiedziała państwowej rozgłośni radiowej Deutsche Welle córka Hannelore, Ilona. Wnuczka Diekena mieszka w Stanach Zjednoczonych i ze wzruszeniem, jak relacjonuje Deutsche Welle, przyjęła wiadomość o beatyfikacji Ulmów. Ilona czyny swojego dziadka nazwała „nieludzkimi” i „barbarzyńskimi”.

Greta Wilbers, córka Eilerta Diekena
Greta Wilbers, córka Eilerta Diekena Fot. IST FILM

Ilona wyznała DW, że jej matka miała bardzo długo dobre wspomnienia o swoim ojcu. I kiedy dowiedziała się od siostry Grety, że był odpowiedzialny za śmierć całej rodziny w Polsce, była bardzo wstrząśnięta i wstydziła się, że jej ojciec mógł tego dokonać.

- Nie mogła tego pojąć, bo przez cały czas myślała, że on w czasie wojny ratował ludzi - powiedziała Ilona radiu Deutsche Welle.

Rodzina nie wiedziała też o postępowaniach, jakie władze niemieckie wszczęły przeciw Diekenowi. Na początku lat 60. Diekenem zainteresowała się Centrala Badania Zbrodni Narodowosocjalistycznych w Ludwigsburgu, następnie w latach 70. prokuratura w Dortmundzie otworzyła dwa postępowania przeciwko niemu i innym policjantom pełniącym służbę w okręgu jarosławskim. Było jeszcze zakończone niczym postępowanie prokuratorskie w latach 90.

Greta Wilbers nie zmieniła zdania o ojcu. Teraz ma 94 lata i cały czas dobrze mówi o Eilercie Diekenie.

- Zawsze mówiła, że miała najlepszego ojca na świecie i była jego ulubioną córką - opowiada jej synowa, Brigitte.

Samorządowcy proszą o wybaczenie

Burmistrz Esens Harald Hinrichs też nie znał prawdy o wojennej działalności Eilerta Diekena. Był wstrząśnięty, gdy dowiedział się o niej od Mariusza Pilisa, autora dokumentu „Historia jednej zbrodni”, który przyjechał do Esens z kamerą. Hinrichs przyjął od Pilisa zaproszenie i w październiku 2022 roku wraz z żoną odwiedził Markową. Był też obecny na uroczystościach beatyfikacyjnych Rodziny Ulmów.

- To, co wydarzyło się tu w 1944 roku, jest niepojęte - przyznał w rozmowie z serwisem NWZ Online. - Był to okrutny czas, za który Eilert Dieken nigdy nie został pociągnięty do odpowiedzialności.

Harald Hinrichs nie był jedynym niemieckim samorządowcem, jaki pojawił się w ostatni weekend w Markowej. Przyjechał tam także dr Theophil Gallo, starosta partnerskiego dla powiatu łańcuckiego powiatu Saarpfalz z siedzibą w Homburgu. Starosta w sobotę, przed koncertem „Nie ma większej miłości”, skierował do abp. Adama Szala m.in. takie słowa: „Chociaż wszystko to wydarzyło się 80 lat temu, wciąż prosimy o wybaczenie tu i teraz za czyn, którego nie można wybaczyć ze względu na jego nieludzkość. Czyn popełniony przez sprawców, którzy już nie żyją. Dziś rodzi to odpowiedzialność i obowiązek wobec rodziny Ulmów. (…) Obowiązek ten oznacza, że wspólnie i zjednoczeni zrobimy wszystko, aby takie lub podobne okrucieństwa się nie powtórzyły. (…) Dlatego musimy zbudować wiele mostów na przyszłość, zwłaszcza na poziomie społeczeństwa obywatelskiego. Mosty przebaczenia, spotkania, zrozumienia i wspólnej odpowiedzialności.”

W podobnym duchu był utrzymany list, jaki Theophil Gallo napisał w grudniu 2022 roku do starosty łańcuckiego Adama Krzysztonia. Kończą go następujące zdania: „Dziś my, Niemcy, nie możemy już cofnąć przeszłości, choć bardzo byśmy chcieli i pragnęli. Nie możemy już wymazać tego najczarniejszego rozdziału z historii Niemiec. Możemy tylko prosić o przebaczenie i mieć nadzieję na przebaczenie. Tym bardziej, że zależy to od innych, czy nam wybaczą.”

Osobne oświadczenie wydali 10 września burmistrzowie miast powiatu Saarpfalz. „Oświadczamy, świadomi odpowiedzialności wobec naszych współobywateli i naszej młodzieży (…), że (…) będziemy współpracować w oparciu o partnerstwo powiatowe powiatu łańcuckiego z powiatem Saarpfalz, aby takie i podobne zbrodnie już się nie powtórzyły”.

Duże media przemilczały beatyfikację

Te piękne i jak się wydaje szczere reakcje burzy stwierdzenie korespondenta TVP w Niemczech Cezarego Gmyza, który napisał 10 września na platformie X, że „Niemcy [10 września] kompletnie przemilczeli beatyfikację Ulmów”. Dziennikarz po analizie doniesień medialnych doszedł do wniosku, że o Ulmach informowały jedynie media katolickie i małe, natomiast duże, takie jak „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, „Die Welt”, „Bild”, „Die Zeit”, przemilczały ten fakt.

Trzeba jednak przyznać, że o beatyfikacji Ulmów poinformowały niemiecka agencja prasowa DPA oraz agencja katolicka KNA. Materiały na ten temat ukazały się także na niemiecko-i anglojęzycznej stronie Deutsche Welle. Rodzina Ulmów była „jasnym światłem w ciemności” - opisywał beatyfikację portal archidiecezji Kolonii domradio.de.

Szyderstwo „Die Tageszeitung”

Niestety, było też niemieckie medium, które zadrwiło sobie z religijnej uroczystości w Markowej. Lewicowy berliński dziennik „Die Tageszeitung” zamieszczoną 11 września relację swej korespondentki w Polsce Gabriele Lesser zatytułował „PiS beatyfikował Polskę”. Według autorki fakt, że „polscy duchowni katoliccy wybrali 10 września jako datę beatyfikacji Ulmów, podsyca nieprzyjemne podejrzenia” o jej upolitycznienie.

Hanna Radziejowska, kierownik Instytutu Pileckiego w Berlinie, tak skomentowała publikację „Tageszeitung” na platformie X: „W państwie, które nie ukarało zbrodniarzy, i traktowało ich po 1945 jako dobrych obywateli, podrwijmy z Ulmów. I rozmawiajmy dalej o »pustym miejscu pamięci w DE»”. Minister ds. Unii Europejskiej Szymon Szynkowski vel Sęk napisał, że to „skandaliczny tytuł obrazujący powierzchowność niemieckiej »polityki pamięci«”. Dodał, że będzie w tej sprawie pilnie rozmawiał „z niemieckimi partnerami”.

Niemcy nie życzą sobie zadawania pytań

Ambasada RP wraz z berlińskim oddziałem Instytutu Pileckiego zorganizowała 6 września pokaz filmu „Historia jednej zbrodni” Mariusza Pilisa opowiadającego m.in. braku niemieckiej pamięci o tym, co się wydarzyło w okupowanej Polsce. Wydarzenie miało miejsce w siedzibie Instytutu w centrum Berlina. „Na projekcji filmu Mariusza Pilisa (…) nie pojawił się ani jeden niemiecki dziennikarz. Strategia przemilczania. Polacy nie mogą być ofiarami” - napisał na platformie X Cezary Gmyz.

Mariusz Pilis powiedział „Nowinom”, że jego film spotkał się w Berlinie z różnymi reakcjami. - Jedni widzowie podtrzymywali utrwalone od lat tezy i przekazy, inni je kontestowali. Mogę powiedzieć, że głosy rozkładały się po równo.

W seansie uczestniczyli m.in. wiceprezes IPN Mateusz Szpytma, burmistrz Esens Harald Hinrichs i historyk Florian Peters, reprezentujący Miejsce Pamięci Cichych Bohaterów (oryg. Stille Helden).

- Florian Peters powielał tezy, które my w filmie punktujemy jako naganne z naszej perspektywy. Najciekawsze jest to, że ani ja, ani Mateusz Szpytma nie musieliśmy podejmować z nim polemiki, bo jego adwersarzami byli inni zaproszeni goście, Niemcy, którym bardzo nie podobało się to, co on mówił - relacjonuje Mariusz Pilis.

Niemiecki historyk mówił, że Polacy powinni rozliczyć się za stosunek do Żydów podczas okupacji.

Mariusz Pilis pytany 13 września przez Radio Wnet o oficjalne niemieckie reakcje na beatyfikację Ulmów, a raczej ich brak, powiedział, że państwo niemieckie nie życzy sobie zadawania pytań, jeśli chodzi o II wojnę światową.

- Niemcy doprowadzili do takiej sytuacji, że wspólnie z narodem żydowskim pozamykali sobie i uregulowali te kwestie, dlatego nie życzą sobie trzeciego podmiotu przy tym stole. My chcemy być przy tym stole, chcemy wrócić do tej historii, chcemy opowiedzieć ją na nowo, bo mamy prawo do swojej trzeciej części prawdy. Wydaje się, że Niemcom na dziś nie jest to na rękę, dlatego milczą też w kwestii beatyfikacji Ulmów, a jeżeli nie milczą, to wywracają do góry nogami nasze emocje. Nie da się przejść do porządku dziennego nad próbą zrównania kwestii beatyfikacji Ulmów z jakimiś politycznymi kwestiami w Polsce. Jest to nie do obrony, ale jest to niemiecka prowokacja - stwierdził Pilis w Radiu Wnet.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Ślubowanie olimpijczyków - wywiad Przemysław Zamojski

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Niemcy mówią różnymi głosami o rodzinie Ulmów - Nowiny

Wróć na echodnia.eu Echo Dnia Podkarpackie