Ks. Jerzy Popiełuszko odprawił w Kopkach mszę prymicyjną w intencji kolegi, który utonął w Sanie…

Jaromir Kwiatkowski
Msza św. prymicyjna w Kopkach. Czwarty od lewej ks. Jerzy Popiełuszko.
Msza św. prymicyjna w Kopkach. Czwarty od lewej ks. Jerzy Popiełuszko. Archiwum autora
Kiedy niespełna 25-letni ks. Jerzy Popiełuszko stanął nad kołyską niespełna miesięcznego Jacka, dziecko wyciągnęło do niego rączkę. Przyszły błogosławiony ujął ją w swoje ręce i – zwracając się do kolegi księdza – powiedział: „Patrz, kiedyś z tego maleństwa będzie duży człowiek”. Dziś Jacek Hutman jest księdzem, pracuje jako misjonarz na Białorusi.

Był 27 czerwca 1972 r. Miesiąc wcześniej późniejszy męczennik przyjął w Warszawie święcenia kapłańskie z rąk kardynała Stefana Wyszyńskiego. Wizyta w Kopkach w powiecie niżańskim była krótka, trwała zaledwie pół dnia, ale mimo to jest pamiętana przez starszych parafian do dziś. Nie tylko ze względu na osobę ks. Jerzego, ale i dramatyczne okoliczności, które tę wizytę poprzedziły.

Tragiczna śmierć diakona

Jak do niej doszło? W 1970 r. czterech kleryków z warszawskiego seminarium – Bogdan Liniewski, Wiesław Wasiński, Zdzisław Solecki i Jerzy Popiełuszko – zaplanowało wakacyjny rowerowy rajd po Polsce. Ich celem były Bieszczady. Wyjechali we trzech. Bez Jerzego, którego mama nie chciała się zgodzić na tę wyprawę. Obawiała się bowiem, że – ze względu na wątłe zdrowie syna – podróż może być dla niego zbyt ciężka.

Klerycy zatrzymywali się na noclegi na plebaniach, a rano wyruszali dalej. Tak trafili do Warzyc koło Jasła, gdzie proboszczem był ks. Antoni Nizioł. A że gospodarz parafii był niezwykle gościnny i serdeczny, zostali u niego przez trzy dni. Tak narodziła się między nimi przyjaźń, która zaowocowała kolejnymi spotkaniami.

Niedługo potem ks. Nizioł został przeniesiony z Warzyc do Kopek. Jak wspomina Mieczysław Hutman, organista (od ponad 40 lat) parafii św. Marcina Biskupa w Kopkach, w Boże Narodzenie 1970 r. ks. Nizioła odwiedził Zdzisław Solecki, umówili się na wakacje.

Latem 1971 r. przyjechali do Kopek we dwóch: Bogdan Liniewski i Zdzisław Solecki. Na motocyklu, już jako diakoni. Wiesław Wasiński nie wybrał się z nimi, bo zepsuła mu się maszyna.

Nie zastali jednak proboszcza – był akurat na rekolekcjach kapłańskich. Cierpliwie czekali na niego w Kopkach przez trzy dni. – Gdy ks. Nizioł przyjechał, bardzo się ucieszył na ich widok – opowiada organista. – Zjedli obiad i poszli na spacer nad San. Tam diakoni postanowili się wykąpać.

I wtedy doszło do tragedii: Zdzisław Solecki znalazł śmierć w wodach Sanu. Ciało znaleziono dopiero na drugi dzień, woda zniosła je kilkaset metrów w dół rzeki.

W Kopkach została odprawiona msza św. żałobna. Ciało zmarłego zostało pochowane w jego rodzinnych stronach.

Po tej tragedii kontakty proboszcza z warszawskimi diakonami na pewien czas ustały.

– Kiedy któregoś dnia zapytałem ks. Nizioła, co tam słychać u naszych przyjaciół z Warszawy, odpowiedział: „Daj mi spokój, nie przypominaj mi”. Bardzo przeżywał to, że taka tragedia zdarzyła się w jego parafii – opowiada Mieczysław Hutman.

Msza prymicyjna i wizyta u Hutmanów

Pan Mieczysław pamięta, jak w następnym roku proboszcz powiedział mu któregoś czerwcowego dnia: „Warszawa się odezwała. Chcą przyjechać i odprawić mszę św. prymicyjną tu, gdzie utopił się ich kolega”.

Przyjechali we trzech. Wraz z księżmi Liniewskim i Wasińskim, także ich kolega z roku – ks. Jerzy Popiełuszko. 27 czerwca 1972 r. o godz. 11 odprawili mszę św. prymicyjną w intencji tragicznie zmarłego kolegi. Po mszy udzielili parafianom prymicyjnego błogosławieństwa i rozdali okolicznościowe obrazki. Rozmawiali także z parafianami. Ks. Jerzy, gawędząc z organistą, zapytał o żonę. Pan Mieczysław odpowiedział, że nie mogła uczestniczyć w uroczystości, bo musiała opiekować się malutkimi dziećmi, w tym niespełna miesięcznym synem. Wtedy ks. Jerzy z jednym z kolegów powiedzieli: „To my pójdziemy do niej i ją pobłogosławimy”. Organista nie mógł im towarzyszyć, bo miał obowiązki w kościele.

Żona pana Mieczysława, Maria, zaprosiła gości do pokoju, ale oni woleli usiąść przy kuchennym stole. Ks. Jerzy poprosił o kawę. Zapytał o dzieci, wspomniał też swoją prymicję. Po krótkiej rozmowie zaproponował pani Marii, by uklękła, bo obaj chcą jej udzielić prymicyjnego błogosławieństwa. Tak też się stało. Potem ks. Jerzy poszedł do dzieci, którym również udzielił błogosławieństwa. Kiedy stanął nad kołyską niespełna miesięcznego Jacka, dziecko wyciągnęło do niego rączkę. Przyszły błogosławiony ujął ją w swoje ręce i – zwracając się do kolegi – powiedział: „Patrz, kiedyś z tego maleństwa będzie duży człowiek”. Dziś Jacek Hutman jest księdzem, pracuje jako misjonarz na Białorusi. Po obiedzie na plebanii goście odjechali.

Jak wspomina pan Mieczysław, prymicjanci zostawili wtedy w Kopkach szczególnego rodzaju pamiątkę: zaproponowali proboszczowi, by właśnie 27 czerwca obchodzić w parafii odpust ku czci Matki Bożej Nieustającej Pomocy. I tak jest do dziś.

Żywa pamięć o ks. Jerzym

Gdy ks. Popiełuszko został zamordowany, proboszcz uznał, że trzeba go upamiętnić w Kopkach. – Wtoczyłem na plac przykościelny duży kamień i postawiłem krzyż brzozowy – opowiada Mieczysław Hutman. – Na krzyżu umieściłem drewnianą tabliczkę ze zdjęciem ks. Jerzego i napisem „Prawda warta jest życia”, który wyrzeźbiłem dłutkiem. W 1999 r. powstał w tym miejscu pomnik kapłana-męczennika, ufundowany przez kopeckich parafian z USA.

Od czerwca 2012 r. parafia posiada również relikwie ks. Jerzego, które otrzymała w kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie, gdzie kapłan-męczennik pracował i gdzie w stanie wojennym odprawiał słynne msze za Ojczyznę. Dwa lata później, w październiku, Publiczna Szkoła Podstawowa w Kopkach otrzymała imię ks. Jerzego.

…a w Mielcu odprawił mszę św. dzień po ogłoszeniu amnestii dla „politycznych”

22 lipca 1984 r., a więc niespełna trzy miesiące przed męczeńską śmiercią, ks. Jerzy odprawił mszę św. w kościele (dziś bazylice) św. Mateusza Apostoła i Ewangelisty w Mielcu, co upamiętnia tablica wewnątrz bazyliki (obecna pojawiła się już po beatyfikacji ks. Jerzego, która miała miejsce w 2010 r.; poprzednia, granitowa, zawisła w 1986 r.) .

– Ks. Popiełuszko wracał wówczas z Krynicy, gdzie przebywał na krótkim odpoczynku – opowiada ks. prałat Stanisław Jurek, były proboszcz, a obecnie rezydent w parafii pw. Św. Mateusza Apostoła i Ewangelisty w Mielcu. – Był z kierowcą Waldemarem Chrostowskim. Po drodze chciał się spotkać z ks. Kazimierzem Nowakiem, z którym był zaprzyjaźniony poprzez innego kapłana. Ks. Nowak pracował wówczas w Niemczech, ale akurat był na urlopie w Polsce. Ks. Jerzy wstąpił do jego rodzinnego domu w Łękach Dolnych (w powiecie dębickim – przyp. JK), ale go tam nie zastał, ponieważ w tym czasie ks. Nowak pojechał w odwiedziny do innego zaprzyjaźnionego księdza (ks. prałat nie jest pewien, do jakiej miejscowości, niewykluczone, że była to Zbylitowska Góra w powiecie tarnowskim – przyp. JK). Ks. Jerzy pojechał więc tam go poszukać. A ponieważ ks. Nowak był umówiony ze mną na wieczór, przyjechali do Mielca razem.

Ok. godz. 18 ks. Popiełuszko odprawił mszę św. z jednym z wikariuszy.

– Prosiłem, by powiedział kilka słów w czasie mszy, ale stwierdził, że tym razem nie chce zabierać głosu – opowiada ks. Stanisław Jurek. – To był 22 lipca, dzień wcześniej ogłoszono amnestię. Powiedziałem o tym ks. Jerzemu; bardzo się ucieszył.

Informacja o amnestii ogłoszonej z okazji 40-lecia PRL dotyczyła ks. Popiełuszki bezpośrednio. Komuniści traktowali go już wtedy za wroga ustroju. Był wielokrotnie przesłuchiwany w prokuraturze, zatrzymywany i aresztowany, przedstawiono mu nawet akt oskarżenia, w którym zarzucano kapłanowi, że nadużywając swojej funkcji czynił z kościołów miejsce propagandy antypaństwowej. W wyniku amnestii do procesu jednak nie doszło, a w sierpniu 1984 r. postępowanie wobec ks. Jerzego zostało umorzone.

– Lektorzy, którzy służyli do mszy, już byli zorientowani, kim jest ks. Jerzy i prosili go, by im podpisał obrazki – kontynuuje opowieść ks. prałat. – Jeden z nich, Wojciech Werner, został później księdzem. Obecnie jest proboszczem parafii Miłosierdzia Bożego w Brzesku. Po mszy ks. Popiełuszko i ks. Nowak odwiedzili jeszcze w Mielcu rodzinę zaprzyjaźnioną z ks. Kazimierzem. Zjedli tam kolację, chwilę porozmawiali, po czym ks. Jerzy z Waldemarem Chrostowskim wyruszyli w dalszą drogę do Warszawy.

Do Stalowej Woli nie zdążył

W 1984 r. ks. Jerzy został zaproszony przez ks. proboszcza Edwarda Frankowskiego (dziś emerytowanego biskupa pomocniczego diecezji sandomierskiej) do odwiedzenia parafii Matki Bożej Królowej Polski w Stalowej Woli. Niestety, już nie zdążył…

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

iPolitycznie - Ustawa o wyrównywaniu szans w przygotowaniu - skrót

Materiał oryginalny: Ks. Jerzy Popiełuszko odprawił w Kopkach mszę prymicyjną w intencji kolegi, który utonął w Sanie… - Nowiny

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na echodnia.eu Echo Dnia Podkarpackie
Dodaj ogłoszenie