Rudnik nad Sanem. Wspomnienie Kazimierza Zygmunta - artysty, który tworzył arcydzieła z wikliny [ZDJĘCIA]

Zdzisław Surowaniec
Zdzisław Surowaniec
Syrenka opleciona wiklina to dzieło Kazimierza Zygmunta, dla którego wiklina nie miała tajemnic Centrum Wikliniarstwa
Kazimierz Zygmunt – nauczyciel, społecznik, wikliniarz, mieszkaniec Kopek. Mija 6 lat od jego śmierci. To człowiek, który w kręgach wikliniarzy znany był bardzo dobrze.

To on, stworzył dwie wiklinowe kolekcje mody, współpracował przy tworzeniu smoka Waldemara, który dumnie zasiadał na plantach w centrum Rudnika nad Sanem – Polskiej Stolicy Wikliny. Dzięki niemu powstały także trzy ogromne niedźwiedzie, które można podziwiać na skwerku w Żyznowie.

Prawdziwy kunszt pokazał również przy wyplataniu 18 milimetrowego wiklinowego najmniejszego na świecie bucika, samochodu syrenki, wiklinowych, ozdobnych płotów, motocykla z przyczepką, łodzi wikingów czy nawet strojów kąpielowych wykorzystanych w reklamie jednej z sieci telefonii komórkowej.

Wszystkie dzieła tego artysty przerosły oczekiwania samych pomysłodawców, nie wspominając już o mieszkańcach, którzy z podziwem kupowali i oglądali jego dzieła. Dał się poznać, jako wybitny wikliniarz i artysta. Pozostawił po sobie piękne wiklinowe wspomnienia…

Przyjaciele nazywali go "Profesorkiem". Nie dlatego, że był wuefistą w podstawówce i gimnazjum. Kazimierz Zygmunt w rodzinnych Kopkach nauczył trudnego wikliniarskiego fachu co najmniej tylu ludzi, ilu w XIX wieku hrabia Hompesch, który w Rudniku założył pierwszą koszykarską szkołę w regionie.

- Niełatwo zostać dobrym wikliniarzem - oceniał Zygmunt. - Tych, którzy przychodzą i mówią: „muszę nauczyć się wyplatania, bo potrzebuję pieniędzy”, odsyłam do domu. Zostają ci, którzy kochają wiklinę i mają dużo cierpliwości. Cierpliwość to w tym fachu cnota główna.

Wikliniarzami byli jego rodzice, sąsiedzi, znajomi. Wybierał się nawet do technikum wikliniarskiego w Kwidzyniu, ale rodzice nie mieli pieniędzy by wysłać syna na drugi koniec Polski.

- Wyplatania nauczyłem się od rodziców - opowiadał Zygmunt. - Pamiętam mój pierwszy raz. Miałem wtedy z dziesięć lat. Nocą zakradłem się do warsztatu i zacząłem wyplatać oprawkę na szklankę.

Z czasem dobrze poznał tajniki rzemiosła, ale nigdy nie interesowała go masówka. - Każdy mój wyrób nosi indywidualne piętno - podkreślał. - U mnie przed drzwiami nie wiszą koszyki. Szukam nowych wzorów, nowych form.

Spis Powszechny 2021: są pierwsze kary za odmowę spisania się

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie