Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

193 lata temu wybuchło powstanie listopadowe. Jak w walkę zaangażowały się Kielce i region świętokrzyski?

Tomasz Trepka
Tomasz Trepka
Marcin Zaleski, Cykl Listopadowy, Wzięcie Arsenału, 1830 rok domena publiczna
Marcin Zaleski, Cykl Listopadowy, Wzięcie Arsenału, 1830 rok domena publiczna
„Nie wiem, czy będzie jeszcze kiedy jaka Polska, ale tego jestem pewien, że nie będzie już Polaków”. Te słowa wypowiedział car rosyjski Mikołaj I Romanow po upadku powstania listopadowego. Pomimo starań walka o wolność skończyła się porażką obozu niepodległościowego.

Prowadzona przez lata w Królestwie Polskim antypolska polityka Rosji spowodowała, ze sytuacja społeczno-polityczna stawała się coraz bardziej napięta. W okresie poprzedzającym wybuch powstania zniesiono wolność prasy i wprowadzono cenzurę, zakazano wolności zgromadzeń, rozpoczęto szykanowanie i prześladowanie osób, które działały w propolskich i patriotycznych organizacjach oraz stowarzyszeniach. Car Mikołaj I stworzył brutalny system policyjny oraz sprawnie działającą siatkę agenturalną. Na wybuch niezadowolenia społecznego nie trzeba było długo czekać. Z całą mocą ujawniło się z końcem listopada 1830 roku.

Początek walki

W nocy z 29 na 30 listopada grupa spiskowców pod dowództwem Piotra Wysockiego zaatakowała Belweder w Warszawie. Celem był wielki książę Konstanty Romanow, naczelny dowódca armii Królestwa Polskiego. Pomimo zaskoczenia, próba schwytania brata cara zakończyła się porażką. W ciągu kolejnych kilku godzin, powstanie rozlało się na całą Warszawę, gdzie trwały walki z oddziałami rosyjskimi, a także z Polakami wiernymi carowi oraz próby przejęcia kolejnych strategicznych budynków. Historycy przyznają, że plan rozpoczęcia powstania stolicy był dość dobry, ale zbyt skomplikowany, a jego realizacja pozostawiała wiele do życzenia. Mimo to, pomysł zakończył się powodzeniem – opanowano całą Warszawę.

Wkrótce sytuacja dla zaborcy stała się trudniejsza. Zdławienie zwolenników zrywu narodowego okazało się niełatwym zadaniem. Na początku grudnia 1830 roku kolejne jednostki na prowincji opowiedziały się za powstaniem. Domagano się opuszczenia Królestwa Polskiego przez wielkiego księcia Konstantego. Jednocześnie jednak aktywne były środowiska opowiadające się za kompromisem z Rosją skupione wokół księcia Ksawerego Druckiego-Lubeckiego oraz generała Józefa Chłopickiego. Spiskowcy sprzeciwiali się rokowaniom dotyczącym zakończenia „buntu”. Niebawem rozpoczęły się gorączkowe zabiegi zmierzające do detronizacji cara Mikołaja I. Dokonał tego sejm na sesji w dniu 25 stycznia 1831 roku. W kolejnych miesiącach walki z Rosjanami trwały na znacznej części Królestwa Polskiego.

„Prezydent Kielc zostanie powieszony”

Jak na wybuch powstania zareagowało społeczeństwo Kielecczyzny? W regionie świętokrzyskim, podobnie jak w innych częściach Królestwa Polskiego, odczuwalny był wzrost nastrojów antyrosyjskich. W listopadzie 1830 roku do Kielc przyjechał generał i poseł na sejm z powiatu koneckiego Roman Sołtyk, który poinformował generała Henryka Dembińskiego o mającym wkrótce wybuchnąć powstaniu. Dembiński został wyznaczony na dowódcę sił zbrojnych w województwie krakowskim, którego od 1816 roku stolicą były Kielce.

Cześć osób poddawała jednak w wątpliwość sens rozpoczęcia walk przeciwko Rosji w listopadzie 1830 roku. Tłumaczono to między innymi klęską nieurodzaju oraz szerzącą się epidemią cholery w regionie świętokrzyskim. Choć większych bitew na Kielecczyźnie nie było, to jednak na wieść o wybuchu powstania bardzo szybko zareagowali kielczanie.

- Dotychczasowy prezydent miasta Stanisław Niewiadomski już po kilku dniach, na początku grudnia 1830 roku, szybko wyjechał z Kielc. Według jego relacji musiał uciekać, bowiem na ulicach rozlepione miały zostać plakaty, w których autorzy grozili powieszeniem włodarza stolicy województwa krakowskiego – powiedział doktor Paweł Wolańczyk z Muzeum Historii Kielc. Prezydent nie cieszył się popularnością. – Kojarzony był z ówczesną administracją Królestwa Polskiego, niezwiązaną z lokalnym społeczeństwem – dodał historyk.

Na jego miejsce powołano osobę o bardziej niepodległościowych poglądach – Dominika Wójcikowskiego – uczestnika insurekcji kościuszkowskiej, który pełnił funkcję prezydenta Kielc już dwukrotnie.

- Wójcikowski wżenił się w starą kielecką rodzinę Jopkiewiczów. Jego teść pod koniec XVIII wieku pełnił funkcję burmistrza Kielc. Utarło się, że Wójcikowski był postrzegany przez mieszczan jako „nasz kielczanin”, natomiast Niewiadomski jako ktoś bardziej obcy – stwierdził doktor Wolańczyk.

Historyk z Muzeum Historii Kielc dodał również, że ewenementem na skalę całego Królestwa Polskiego, stał się jego wybór, gdyż Wójcikowski został wybrany przez mieszczan. Do tej pory prezydentów w Królestwie Polskim powoływała Komisja Wojewódzka, która była przedstawicielem ówczesnych władz państwowych. – Wspomniany organ zaakceptował jednak ten fakt – dodał.

- Dominik Wójcikowski wspierał antyrosyjski zryw narodowy. Inicjował zbiórki środków rzeczowych oraz pieniężnych. Pod jego patronatem fabryka, wtedy w podkieleckim Białogonie produkowała broń dla powstańców. Były to między innymi karabiny i działa – powiedział doktor Paweł Wolańczyk.

Na pomoc powstańcom

Przejęcie władzy w mieście przez zwolenników powstania odbyło się bardzo sprawnie. Nie zanotowano przy tym większych trudności, które zwykle towarzyszą tego rodzaju wydarzeniom.

- 4 grudnia 1830 roku na polecenie Wydziału Wykonawczego Rady Administracyjnej Królestwa Polskiego Wójcikowski zarządził w Kielcach mobilizację wszystkich dymisjonowanych żołnierzy i podoficerów, nakazując im zgłosić się w ciągu trzech dni do Końskich, gdzie stacjonował 2. Pułk Piechoty – pisał profesor Bartłomiej Szyndler.

9 grudnia 1830 roku Jan Ledóchowski, dowódca wojskowy na województwo krakowskiego wydał odezwę, w której wzywał do wsparcia powstania:

Młodzieży […]! Kto z was chce stanąć w szeregach ochotników, niech przybywa do Kielc uzbrojony w broń palną i opatrzony w konia z rynsztunkiem. Oto jest pora, w której pokazać możesz, iż wszystko dla ochrony drogiej ojczyzny poświęcić jesteś gotowa

Wydrukowaną odezwę polecił Ledóchowski rozesłać do burmistrzów i wójtów w całym województwie, by podali ją na swoim terenie do publicznej wiadomości.

Ważnym w dziejach momentem świadczącym o zaangażowaniu regionu w powstańczą walkę było zorganizowanie w Kielcach dwóch pułków Krakusów. - Wyruszyły one w stronę Warszawy. Miały odciążyć tamtejsze wojska. W ich skład wchodzili mieszkańcy całego województwa krakowskiego, którego stolicą były wtedy Kielce – podkreślił historyk z kieleckiego muzeum. Oprócz tego na terenie Kielc powołano Gwardię Ruchomą.

- Była to swego rodzaju rezerwa armii. Wstąpiło do niej między innymi ponad 50 uczniów miejscowej szkoły średniej – przyznał doktor Paweł Wolańczyk. Warto dodać, że w połowie 1831 roku w Kielcach stacjonowało około 700 żołnierzy. Była to duża liczba, biorąc pod uwagę, że miasto liczyło wówczas około 4 tysiące osób.

Interesujące zdarzenie miało miejsce w marcu 1831 roku. Wtedy do Kielc ewakuowano z Warszawy skarbiec Banku Polskiego. Znajdowało się w nim ponad 40 milionów złotych polskich. - Była to olbrzymia kwota. Dla porównania cała wieś kosztowała wówczas między 100-150 tysięcy złotych polskich – powiedział pracownik Muzeum Historii Kielc.

W kolejnych miesiącach sytuacja stawała się coraz trudniejsza. Wiosną 1831 roku kasa Kielc świeciła pustkami, na dodatek miasto nawiedziła epidemia cholery, która była szczególnie niebezpieczna ze względu na niewystarczającą liczbę lekarzy. Na tym jednak problemy się nie kończyły. Widocznie odczuwalny był postępujący pesymizm oraz zrezygnowanie.

Kiedy 20 września 1831 roku uciekający z Warszawy wódz naczelny powstania, generał Jan Skrzynecki pojawił się w drodze do Krakowa w Kielcach, został przyjęty przez przebywających w mieście oficerów nie tyle chłodno, ale nawet zachowały się relacje, że groził mu samosąd. Dowódca był oskarżany o liczne błędy popełnione w trakcie walk z Rosjanami. Z tego względu Kielce musiał opuścić dość szybko. Morale mieszczan było coraz niższe

– powiedział doktor Paweł Wolańczyk.

Kielce zostały zajęte przez wojska nieprzyjaciela bez wysiłku 24 września 1831 roku.
- Lokalnym symbolem upadku powstania był powrót na stanowisko prezydenta Kielc, niewzbudzającego sympatii wśród mieszczan, Stanisława Niewiadomskiego – przyznał kielecki historyk.

Jak jednak zauważył profesor Bartłomiej Szyndler:

Dzięki niestrudzonej pracy wielu gorliwych patriotów oraz zdecydowanej woli walki o niepodległość wszystkich warstw społeczeństwa wysiłek zbrojny Kielecczyzny na rzecz powstania listopadowego był jednym z największych w kraju. W ciągu całego okresu trwania powstania powołano w województwie krakowskim pod broń około 80 000 mężczyzn, co stanowiło prawie piątą część ogółu ludności tego obszaru. Na owe czasy była to górna granica możliwości mobilizacyjnych. Na front wysłanych zostało blisko 25 000 żołnierzy, którzy często dawali przykłady męstwa na polu walki.

Symbol walk powstańców listopadowych w Kielcach

W stolicy województwa świętokrzyskiego znajduje się monument upamiętniający wysiłek zbrojny Polaków z lat 1830-1831. Zlokalizowany jest na rogu ulic Zagórskiej i Źródłowej. Przypomina on o wydarzeniu z września 1831 roku, kiedy miało dojść do rozstrzelania przez Rosjan trzech polskich żołnierzy.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Węgry w końcu na TAK, Szwecja wstąpi do NATO

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na echodnia.eu Echo Dnia Świętokrzyskie