Igorek z Połańca walczy ze śmiertelnie groźnym guzem mózgu. Nadzieją specjalna terapia

MBR

Wideo

Zobacz galerię (1 zdjęcie)
Igor Arendarczyk z Połańca ma 9 lat i walczy z nieoperacyjnym guzem mózgu. Przeciwnik jest śmiertelnie groźny, a w Polsce nie ma na niego skutecznego lekarstwa. Jedyną nadzieją jest specjalna, bardzo kosztowna terapia.

Igor walczy z bardzo groźnym przeciwnikiem‐nieoperacyjnym guzem mózgu. Przeszedł już 4 cykle chemioterapii i 19 naświetleń radioterapii. Mimo tego że bywają ciężkie chwile, chłopiec stara się uśmiechać i dzielnie walczyć każdego dnia.

Koszmar Igorka rozpoczął się w już podczas pierwszej fali pandemii koronawirusa. - Igor zawsze był trochę nieśmiały, lękliwy i wycofany. W przedszkolu nie chciał bawić się z innymi dziećmi, mało rozmawiał z opiekunkami. Włożyliśmy mnóstwo pracy w ośmielenie synka. Godziny rozmów z psychologiem, terapia biofeedback dały w końcu efekt. Igorek poszedł do pierwszej klasy zupełnie odmieniony. Doskonale się odnalazł w szkole i wszystko zaczęło się układać. Igor z miesiąca na miesiąc był coraz bardziej samodzielny. Przestał się bać, nabrał pewności siebie. Dojrzał tak bardzo, że w trzeciej klasie zaczął już sam jeździć do szkoły autobusem. I doskonale sobie radził. Epidemia zmieniła jednak wszystko. Synek został w domu razem z babcią i młodszym bratem. Zaniepokoiło mnie to, że jest taki osowiały. Nic go nie cieszyło, niczym się nie interesował. Nie chciał się nawet bawić z bratem. Najchętniej siedziałby cały dzień przed telewizorem. Nawet na spacer nie mogliśmy go wyciągnąć. Wtedy tłumaczyłam sobie to tym, że pewnie brakuje mu kontaktu z kolegami z klasy, ale gdy syn zaczął mieć problemy z nogą, zaczął utykać, a potem opadł mu kącik ust, natychmiast poszliśmy do pediatry, który od razu skierował nas do szpitala. Lekarze zrobili rezonans magnetyczny, który pokazał, że w główce Igora jest ogromny, prawie 6-centymetrowy guz - pisze pani Lucyna, mama chłopca.

Ratunkiem dla Igora miała być operacja w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, niestety okazała się ona niemożliwa do zrealizowania. - Wiedziałam, że sytuacja jest dramatyczna, ale jechałam do Warszawy z wiarą, że lekarze zoperują mojego synka i wróci do zdrowia. Niestety, niemal na samym wejściu neurochirurdzy rozwiali moją nadzieję. Powiedzieli, że nie są w stanie go wyiąć i jedyne co mogą zaproponować to biopsja. Chwyciłam się tej jedynej szansy – wiary w to, że guz jest niezłośliwy i synek pokona chorobę - kontynuuje mama 9-latka.

Biopsja odbyła się 26 maja, w Dzień Matki, a jej wynik odebrał rodzinie chłopca wszelką wiarę. Okazało się, że guz jest wyjątkowo złośliwy i nieoperacyjny, bo umiejscowiony w bardzo niebezpiecznym miejscu. Każda interwencja chirurgiczna mogłaby nieodwracalnie uszkodzić mózg dziecka. Lekarze bardzo brutalnie powiedzieli, że na guza nie ma lekarstwa, a chemia może jedynie przedłużyć życie 9-latka. W dzień dziecka Igorek trafił na onkologię, a w prezencie na swoje święto dostał właśnie pierwszą dawkę chemii. Niestety chłopiec znosi ją wyjątkowo źle. - Igor zamyka się w sobie. Nie chce nawet wyjść z łóżka. Cały czas leży, godzinami wpatrując się w jeden punkt. Gdy minął pierwszy szok, zaczął wypytywać o wszystko. Na korytarzu widział łyse główki dzieci, a i jemu zaczęły wypadać włoski. Miał bezwładną rękę i nogę. Cierpliwie tłumaczyliśmy mu, że ma w główce guza i musimy go wyleczyć - wspomina pani Lucyna.

Nadzieją dla chłopca okazały się specjalistyczne badania molekularne guza przeprowadzane w niemieckim Heidelbergu. Dzięki internetowej zbiórce w niecałe dwa tygodnie udało się zebrać odpowiednią kwotę, która pozwoliła na wysłanie oraz badanie próbki guza i krwi. Wynikami badań zajęła się wybitna specjalistka, doktor profesor Sabine Mueller pracująca na co dzień w szwajcarskim szpitalu dziecięcym w Zurychu. Wspólnie z lekarzami z Niemiec zadecydowali, że póki co Igorek zostanie w Polsce i rozpocznie leczenie specjalną chemią, która może pomóc w zatrzymaniu choroby. Następnym krokiem ma być ustalenie dalszego planu leczenia i wdrożenie terapii, której koszty prawdopodobnie będą bardzo duże. Mama chłopca nie jest w stanie sama pokryć takich ogromnych dlatego prosi o pomoc. Każda wpłata jest na wagę złota.

Pomocy można udzielić poprzez wpłaty na prywatne konto Igorka:

  • FUNDACJA ZOBACZ MNIE
  • Ul.Ofiar Oświęcimskich 14/11
  • 50‐069 Wrocław
  • Nr.konta:
  • 28 1090 2398 0000 0001 4358 4104
  • Tytuł:Igor Arendarczyk

Pomóc można również przelewem internetowym za pośrednictwem strony zobaczmnie wpisując w rubryce cel - Igor Arendarczyk.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.