Koronę pomylono z Liverpoolem!

Sławomir Stachura [email protected]
Ci, którzy wracali z Hiszpanii do Warszawy przez Madryt, byli w stolicy o 15 minut wcześniej - między innymi Robert Bednarek (z lewej) i Grzegorz Bonin.
Ci, którzy wracali z Hiszpanii do Warszawy przez Madryt, byli w stolicy o 15 minut wcześniej - między innymi Robert Bednarek (z lewej) i Grzegorz Bonin. S. Stachura
Piłkarze Kolportera Korony wczoraj trenowali już w Kielcach. We wtorek, wracając do Polski, przeżyli niezapomnianą przygodę w Barcelonie.

Pierwszoligowi piłkarze Korony zakończyli zimowe wojaże po Europie. Najpierw byli na Cyprze, a we wtorek wrócili z drugiego obozu w Hiszpanii. Wrócili z przygodami.

Jak pisaliśmy, kielczanie zgodnie z planem mieli wrócić z Hiszpanii w środę nad ranem. We wtorek drużyna miała jeszcze normalnie trenować w ośrodku Dona Julia w pobliżu Estepony, ale już po poniedziałkowym sparingu z IFK Goeteborg dotarła informacja, że strajkują włoskie linie lotnicze Alitalia. I kielczanie musieli wrócić wcześniej.

MOŻE ODSZKODOWANIE

- Zastanawiamy się, czy nie wystąpić o odszkodowanie do włoskiego przewoźnika - mówił Piotr Burlikowski, dyrektor sportowy Kolportera Korony. - Straciliśmy jednostkę treningową, były inne problemy z wcześniejszym wylotem.

Rzeczywiście, zamieszanie w poniedziałek wieczorem w ekipie było spore. Najpierw nie wiadomo było, czy zespół nie zostanie w Hiszpanii dłużej. Potem dotarła informacja, że we wtorek po południu, ale rano trzeba było ekspresowo się spakować, przywieźć sprzęt, który został w ośrodku, gdzie drużyna trenowała.

Okazało się też, że z Malagi drużyna przyleci dwoma samolotami, bo nie dało się jej upchnąć do jednego samolotu. Kielczanie do Hiszpanii lecieli przez Mediolan i tak mieli wracać, ale Włochy z wiadomych przyczyn trzeba było ominąć szerokim łukiem, więc międzylądowanie dla jednej wielkiej grupy zostało wyznaczone w Barcelonie, a mniejsza, pięcioosobowa grupa - Piotr Bagnicki, Robert Bednarek, Tomasz Brzyski i Grzegorz Bonin, a także kapelan drużyny ksiądz Krzysztof Banasik - leciała z przesiadką w Madrycie.

SZOK W BARCELONIE

Grupa pod wodzą księdza Banasika, w której był też korespondent "Echa", musiała nieźle się sprężyć, by zdążyć przesiąść się na drugi samolot do Warszawy, ale prawdziwe emocje przeżyła większość ekipy, która leciała przez Barcelonę. Gdy kielczanie wyszli z sali przylotów, rozbłysły flesze aparatów, "patrzyły" na nich dziesiątki kamer.

Okazało się, że w tym samym czasie w Barcelonie miała lądować ekipa Liverpoolu, która w środę grała w Lidze Mistrzów ze słynną "Barcą". Kielczanie byli w czerwonych dresach, więc łatwo było ich pomylić z "Czerwonymi" z Liverpoolu. I dopiero po dłuższej chwili okazało się, że to jednak wylądowała nie angielska drużyna (Liverpool przyleciał w sumie 20 minut potem), a drużyna z Polski, ale i tak śmiechu było mnóstwo.

- Przeżyliśmy szok. Zwłaszcza gdy jedna babcia, stojąc przed nami i kierując wymownie palec w dół, pokazywała, że przegramy z Barceloną. Na początku nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Dopiero potem wszystko wyszło na jaw - komentował z uśmiechem Przemek Cichoń. Trener Ryszard Wieczorek dodał, że nie ma nic przeciwko, by kiedyś tak właśnie witano Koronę na lotnisku w Barcelonie. I by nie była to już pomyłka.

TRENING I BADANIA

Wczoraj zdekompletowana kadra Korony trenowała już w kieleckiej hali, bo pięciu piłkarzy pojechało na badania wydolnościowe do Katowic. Dziś pojedzie tam kolejna grupa, a o godzinie 18 w hali przy ul. Krakowskiej rozpocznie się prezentacja zespołu.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie