Ogromne pretensje do arbitra. Ostre słowa trenera Czarnych Połaniec. Grzegorz Wcisło mówi o kulisach zejścia z boiska [ZDJĘCIA]

Jaromir Kruk
- Desygnując tego sędziego niszczymy wizerunek świętokrzyskiego futbolu. Ktoś to toleruje. Przykre… - mówi Grzegorz Wcisło, trener Czarnych Połaniec. Fot. To0masz Kaczmarczyk
- Decyzję o zejściu z boiska podjęli piłkarze. Ja już wtedy szedłem do szatni, bo miałem dość patrzenia na show pana arbitra, który w końcówce meczu w Daleszycach śmiał się nam w twarze – mówi Grzegorz Wcisło, trener Czarnych Połaniec. Drużyna lidera zeszła z placu gry w doliczonym czasie po tym jak sędzia podyktował rzut karny dla Spartakusa i dał drugą żółtą kartkę Damianowi Baworowi.

Do skandalu doszło w minioną niedzielę w Daleszycach. W doliczonym czasie gry piłkarze Czarnych Połaniec, którzy w poprzedniej kolejce zapewnili już sobie awans do trzeciej ligi, zeszli z boiska. Trener i zawodnicy mieli pretensje do arbitra. Przy stanie 2:2 w 90+6 minucie piłkarze Czarnych zeszli z boiska, bo chwilę wcześniej sędzia Rafał Rzeszutek podyktował rzut karny dla Spartakusa. Nie został on jednak wykonany

Rozjemca wyznaczony do meczu Spartakus – Czarni miał już nie prowadzić spotkań z udziałem zespołu z Połańca. – Gdy zobaczyliśmy w Daleszycach kto sędziuje byliśmy zaskoczeni. Może uznano, że skoro mamy już zapewniony awans to nasz ulubiony arbiter będzie prowadził zawody normalnie. Gdybym wiedział co nas spotka w doliczonym czasie wystawiłbym juniorów. Mając przed sobą mecz Pucharu Polski z Hetmanem Włoszczowa podszedłem z szacunkiem do tej ligi, rywala i zagraliśmy w optymalnym, na ten dzień składzie. To było fajne widowisku, z obu stron. Spartakus grał dobry futbol, my też chcieliśmy się pokazać z jak najlepszej strony. Sędziowano normalnie. Do czasu… Nie wiem jaki był powód przedłużenia zawodów o tyle minut. Maks trzy. Arbiter coś napomknął Damianowi Baworowi, że zaraz może dostać drugą żółtą kartkę i tak zrobił. A ten karny dla gospodarzy to była kpina. Jeszcze sędzia się śmiał. Ja już nie wytrzymałem. Miałem dość i poszedłem do szatni. Po chwili dowiedziałem się, że moi podopieczni podjęli decyzję o opuszczeniu boiska. To był spontan, ale mieli prawo czuć się oszukani. Ten pan nas kiedyś krzywdził, krzywdził też inne drużyny. My, jako lider, drużyna, która zapewniła sobie awans do trzeciej ligi tak zareagowaliśmy. Zapominamy, że piłka nożna, szczególnie na tym poziomie to zabawa. Ona ma ludzi cieszyć, dawać przyjemność. Desygnując tego sędziego tą zabawę psujemy. Niszczymy wizerunek świętokrzyskiego futbolu. Ktoś to toleruje. Przykre… - kontynuuje Grzegorz Wcisło.

Trener Czarnych uważa, że każdy arbiter ma prawo się mylić. Nie można jednak tego robić świadomie, lub na złość. – Wiadomo, jak nisko jest notowany nasz region na arenie krajowej. Tolerowaniem dziwnego sędziowania sami strzelamy sobie w stopę – kontynuuje Grzegorz Wcisło i ma nadzieję, że sędzia potyczki Spartakus – Czarni nie będzie już prowadził zawodów piłkarskich. Klub z Połańca zamierza ponieść konsekwencje zejścia z boiska w ostatnim meczu (walkower i kara finansowa), ale liczy też, że sprawa pana arbitra nie zostanie zamieciona pod dywan. – Mówi się tyle, pisze o dobrze futbolu. Jest okazja by coś zrobić, poprawić cały odbiór lig świętokrzyskich. Wierzę w rozsądek działaczy i w to, że wygra zdrowa sportowa rywalizacja. Tak, żeby z gry piłkę mogli się cieszyć zawodnicy, a nie oglądać śmiejącego się ostentacyjnie pana arbitra. Taki widok to nic przyjemnego – kończy Grzegorz Wcisło. Teraz nie tylko Czarni Połaniec czekają na dalszy rozwój wypadków.

UEFA przygotowała ściągę dla komentatorów

Wideo

Dodaj ogłoszenie