Parodysta z Kielc, Stan Tutaj trudnym czasie pandemii, pszczołach i ukochanych wnukach [ZDJĘCIA]

Iwona Rojek
Iwona Rojek
Stan Tutaj, jeden z najbardziej znanych polskich parodystów opowiada o swoim życiu, występach, publiczności, sukcesach, wadach i sposobach na przetrwanie pandemii.

Ostatnia maksyma zamieszczona na pańskim Facebooku: "Bo wszyscy Polacy… to biedna rodzina…każdy chce do pracy… ale pracy nima” świadczy o tym, że nawet w pandemii nie opuszcza Pana poczucie humoru?

No tak, jest jeszcze 2 zwrotka mojej parodii:… Raz w klapie obrazek, raz portret Lenina… zmieniają się władze… a każda się wypina…

Jak zmieniło się Pana życie w tym trudnym okresie i co Pan robi, żeby przetrwać ten ciężki czas?

Na pewno teraz wygląda inaczej. Od 38 lat występuję na estradzie. Kiedyś wyjeżdżałem na występy do Ameryki, Kanady, Australii, były to miesięczne trasy, grałem w kraju z kabaretami, dwu i tygodniowe trasy, potem w weekendy, a od marca w świat szeroko pojętej kultury uderzyła bomba atomowa. Na szczęście mam co robić, syn prowadzi dużą, własną pasiekę z pracowitymi pszczołami. My mu trochę pomagamy, pozyskując wspaniały, zdrowy miód.

Myślał Pan kiedyś o emigracji i uważa, że jest taki kraj, w którym funkcjonowałby Pan lepiej, w Polsce jakoś dobrobyt nam nie grozi?

Byłem kilkanaście razy z występami dla Polonii w Kanadzie, a w 1992 roku przejechałem z Hanką Bielicką całą Kanadę, od Toronto przez Montreal, Ottawę, Winnipeg, Edmonton, Calgary po Vancouver. I co? Podoba mi się tam bardzo! Gdybym był młodszy, to kto wie? Przypomniała mi się taka anegdota: mamy rok 1991, jesteśmy w trasie z Hanką Bielicką gdzieś w Bieszczadach, zima, w hotelu też zimno, schodzimy do autokaru aby udać się na występ, a pani Hania mówi do mnie: widzisz Stasieńku, gdybym była młodsza, to byśmy się zagrzali, a tak to co tu robić? Miała duże poczucie humoru.

Istnieje taka opinia, że kabareciarze, parodyści, tak zwani zawodowi rozśmieszacie to na co dzień dość smutni, milczkowaci ludzie, ona też odnosi się do Pana, czy wręcz przeciwnie jest Pan pogodnym facetem?

To zależy. Bywa że, jestem smutny i zatroskany patrząc na to co się wokół dzieje, a na przykład ostatnio zadzwoniła pani z reklamy, nagabując mnie na kupno garnków, chciała mnie umówić na spotkanie o godzinie ósmej, ja mówię głosem dziadka, że nie mogę o 8, tylko o szósty, pani, że o 8, a ja, że o szósty, no to dosadnie mówię jej, że to oszusty, oszusty, do mnie dzwonio… pani się roześmiała i rozłączyła.

Kiedy odkrył Pan w sobie talent parodysty, jak na to wpadł, że mógłby kogoś naśladować?

Kiedy miałem 17 lat, starsi koledzy zabrali mnie na piwo do piwiarni, której właściciel miał ksywę-Łapa. Pan Łapa poprosił mnie o dowód osobisty, którego nie miałem, więc piwa nie sprzedał. Poszedłem tam za tydzień, przygarbiłem się, zmarszczyłem brwi i zachrypniętym głosem poprosiłem o kufel piwa. Pan Łapa popatrzył na mnie ze zdziwieniem, ale piwo sprzedał. Potem jako 20-latek śpiewałem w hardrockowej grupie INTRA. W mieście Chełm występowaliśmy w Domu Kultury, nagle zabrakło prądu, działał tylko mikrofon, więc zacząłem zabawiać publikę, naśladując trenera Górskiego, piosenkarza Krawczyka… i odkryłem, że to zrobiło wrażenie na widzach.

Za tym poszła zmiana imienia na Stan, kto je wymyślił, Stanisław było za trudne na scenę?

Oczywiście uczyniłem to dla żartu, Stanisław to Stan i sława. W 1996 roku nagrałem kasetę ze swoją twórczością - jako Stan Tutaj i oświadczyłem publicznie, że Stan już jest, a teraz czekam na sławę. I ta wkrótce przyszła ! W roku 1997 poczytne czasopismo-Machina, ogłosiło listę najlepiej sprzedających się płyt: na miejscu 1 była Maryla Rodowicz, na 2 Stan Tutaj, na… 15 znalazła się…Madonna. A Sting zajął 21. miejsce, śmiać się chce, ale taka była wtedy rzeczywistość.

Odziedziczył Pan zdolności po kimś z rodziny, czy jest jedyną osobą, która wykonuje taki zawód?

W mojej rodzinie nikt się nie zajmował sztuką estradową. Tylko ja, więc czuję się wyróżniony.

W jakim wieku wpadł Pan na pomysł zajmowania się parodią i jak na to zareagowali najbliżsi?

Jak już wspomniałem w wieku 20 lat, byłem wokalistą zespołu rockowego, pojechaliśmy na warsztaty muzyczne do Książa, zajęcia prowadzili znakomity gitarzysta jazzowy Jarek Śmietana i świetny wokalista Andrzej Zaucha, nauczyłem się wtedy od nich naprawdę wiele. Ale tu znowu zacytuję anegdotę: - po zajęciach wieczorkiem napiliśmy się wspólnie mocniejszego trunku, no i ja zacząłem parodiować przy nich, różne postacie, na co Śmietana i Zaucha stwierdzili: idź ty chłopie lepiej w parodię! No to poszedłem, wkrótce wyjechałem z grupą Arianie w pierwszą estradową trasę, a rodzice patrzyli tylko co będzie działo się dalej.

Znakomicie naśladuje Pan polityków, artystów, choćby Lecha Wałęsę, Bronisława Komorowskiego, Jarosława Kaczyńskiego, Donalda Tuska, artystów, Edytę Górniak, Marylę Rodowicz, Ryszarda Rynkowskiego, Ich Troje Budkę Suflera, według jakiego klucza wybiera Pan bohaterów swoich programów?

Dla parodysty kluczem stworzenia dobrej parodii jest wyjątkowość i charakterystyczność danej postaci, to, że ma w sobie coś ciekawego.

Jak długo zajmuje Panu przygotowanie parodii postaci jednej osoby i jak to się robi od strony praktycznej?

Bywa, że od razu, jednego dnia już mam wyłapany indywidualizm danej osoby, a niekiedy miesiącami ćwiczę głos. I znów anegdota. Idę sobie z psem na spacer i zacząłem gadać coś głosem… Prezydenta… mój pies omal się na mnie nie rzucił… zaczął szczekać ! Ale nie powiem o którego Prezydenta chodziło.

Jako parodysta zaczynał Pan w kabarecie „Szerszeń” Kazimierza Brusikiewicza w Warszawie, potem występował w „Kabarecie Hanki Bielickiej”, kolejno w kabarecie „Pod Egidą” Jana Pietrzaka, a także w kabarecie „Pigwa Show”. Które czasy wspomina najlepiej?

Cały wymieniony okres był niezwykły. Od 1985 roku do roku 1989 występowałem w Kabarecie Szerszeń w Warszawie, w Hotelu Grand zbudowana była w kawiarni scena teatralna na 200 osób. Miałem wtedy wówczas 23 lata, a obok mnie na jednej scenie: Brusikiewicz, Kobuszewski, Opania, Zborowski, Siudym, Janowska, Bielicka, Rewiński, Stanisławski, Friedmaan… i wielu innych. Graliśmy przedstawienia w czwartek-raz, piątek-2, sobota-2 lub 3 razy, niedziela-2 lub 3 razy, a od poniedziałku do środy ruszaliśmy występować po Polsce, bywało, iż raz w miesiącu byłem w Kielcach.

Koledzy opowiadają o tym czasie żarty?

A i owszem. Andrzej Kaczmarek, nieżyjący już kolega - kabareciarz mówił potem: Stasiu bardzo dużo wtedy jeździł po kraju z występami, ale trzy razy był w Kiecach. Koledzy Go pytali: skąd wiesz? A bo ma trzech synów. Czas współpracy z Hanką Bielicką był wspaniały, ostatni, pożegnalny występ Pani Hani odbył się w Chicago, z moim skromnym udziałem, zaś w Kabarecie Pod Egidą poznałem tak wspaniałych aktorów jak Krystyna Sienkiewicz, Magdalena Zawadzka czy Janusz Gajos. O współpracy z Bronkiem Opałko mógłbym napisać książkę… matko kochano jedyno…

Zarówno Pana koncerty w kraju jak i za oceanem oraz wszystkie wydane płyty cieszą się ogromnym powodzeniem, parodiowania nie można się nauczyć, jest to jednak dar, który człowiek otrzymuje od losu?

Nie ma szkoły dla parodystów. Jest to dar, który trzeba… szlifować.

Co jest najtrudniejszego w tej profesji?

Szczególnie przy parodiowaniu kobiecych głosów muszę mieć dobrą kondycję strun głosowych. Pamiętam jak kiedyś parodiując Edytę Górniak, miałem infekcję strun i… nie wydobyłem przez chwilę żadnego głosu. Akustyk podszedł po występie i mnie bardzo przepraszał, że mu mikrofon coś szwankuje…

Każdy czas jest dobry do parodiowania ludzi, czy są lepsze i gorsze?

Niestety, ale myślę, że ten lepszy czas to już był.

Pana dzieci mają jakieś talenty w tej dziedzinie, czy zajmują się czymś zupełnie innym?

Moi synowie uczyli się grać w szkole muzycznej na perkusji, pianinie, gitarze, ale pracują w zupełnie innych zawodach.

Żona jest dumna z tego, że ma takiego utalentowanego męża, prosiła Pana podczas rodzinnych uroczystości o odegranie jakiejś postaci?

Żona ma męża, nie artystę. Wielka sława to żart. Bohdan Łazuka, z którym wiele razy grałem, mówił: artysta to był Paganini, a my to chałturnicy-Stasiu. No to Stasiu na weselu rodzinnym coś tam nieraz zaśpiewa…

Myślał Pan o wykonywaniu innego zawodu w życiu?

No jeszcze rok temu to ja byłem kabareciarz, a teraz pszczelarz-kabareciarz, bo każdy pszczelarz lubi bzykanie, a tu kultura w takim stanie… Miałem występować w listopadzie w Tomaszowie, w Krakowie, ale wszystko odwołane.

Miał Pan takie sytuacje, że ktoś kogo Pan naśladował obraził się?

Z wieloma artystami, których parodiuję występowałem na jednej scenie: Rodowicz, Krawczyk, Rosiewicz, Smoleń, Rynkowski, Górniak, Cugowski, Bayer Ful, Weekend nikt się nie obraził. W 1991 roku wygrałem konkurs na najlepiej parodiującego trenera Kazimierza Górskiego, a ostateczny werdykt wydał sam Kazimierz Górski, który później przyprowadzał do kabaretu, swoich znajomych, aby pokazać jak Tutaj go parodiuje.

Ma pan jakieś wady, czy na ogół jest człowiekiem zadowolonym z siebie?

Oczywiście że mam. Teraz mi najbardziej dokucza wada wzroku, no nie widzę pieniędzy…

Ostatnie Pana parodie dotyczą najnowszej sytuacji panującej w Polsce?

Tak trudno od tego uciec, parodia Sławomira:… Miłość, miłość w Zakopanem, pani się pobiła z panem… ona z Pisu, a ten facet był z Platformy, miłość, miłość pod Tatrami, miłość między Polakami…pani z panem się pobiła o reformy!

Co sprawia Panu teraz największą radość?

Wnuki. Przyjechał 3-letni wnuczek i mówi: ten cukierek dla baby, a ten damy… dziadowi! A 4-letnia wnuczka: nie martw się dziadziu że Cię pscoła użądliła w oko, taki napuchnięty będziesz jesce bardziej śmiesny….

Jak widzi Pan przyszłość Polski i świata, zaskoczyła Pana pandemia?

Pewnie, że zaskoczyła, przeżyłem stan wojenny, to i stan epidemii chyba też przeżyję, no ale to taki niewesoły stan…

Dziękuję za rozmowę.

Stan Tutaj

Właściwie ma na imię Stanisław, parodysta i kabareciarz. Urodził się 9 sierpnia 1962 roku. Mieszka obecnie w Masłowie koło Kielc razem z żoną Elżbietą. Ma trzech synów. Swoją karierę zaczynał w 1983 roku w kabarecie „Szerszeń” Kazimierza Brusikiewicza, potem był w kabarecie „Hanki Bielickiej”, „Pod Egidą i „Pigwa Show”. Od 1995 występuje solo. Wydał sześć płyt ze swoimi programami i parodiami, które sprzedały się w kilkuset tysięcznych nakładach. Jego 60-minutowy program „Parodie” można zamówić w najdalszych zakątkach naszego kraju. Największą radość sprawiają mu wnuki, ma dwóch silnych wnuków i trzy piękne wnuczki.

Branża kulturalna umiera

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.