Sentymentalny duet: - Halina Benedyk i Marco Antonelli. Miłość nie zna granic, a "Frontierę" zna cała Polska

Iwona Rojek
Iwona Rojek
Halina Benedyk i Marco Antonelli nadal podbijają serca polskiej publiczności. Chętnie przyjadą z występami na Ziemię Świętokrzyską.
Halina Benedyk i Marco Antonelli nadal podbijają serca polskiej publiczności. Chętnie przyjadą z występami na Ziemię Świętokrzyską. Archiwum
Halina Benedyk i Marco Antonelli, oprócz tego, że występowali w całej Polsce i za granicą, lubili występować w naszym regionie. Ich życie nadaje się na gotowy scenariusz filmowy.

To, co przydarzyło się Halinie Benedyk i Marco Antonellemu można nazwać prawdziwym, szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Halina była nieśmiałą 19-letnią maturzystką, kiedy niespodziewanie zaproponowano jej występ na prestiżowym Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Sopocie. W duecie z włoskim artystą. Pomimo obaw i lęku podjęła to wyzwanie.

Wspólnie zaśpiewana piosenka „Frontiera” zdobyła trzecie miejsce i co najważniejsze podbiła serca publiczności. Nie chciano ich wypuścić ze sceny. Niezwykłe jest to, że historia z 1984 roku ma swój dalszy ciąg. Los sprawił, że Halina spotkała się z Marco po 26 latach i nadal ze sobą śpiewają. Koncertują w całej Polsce, we Włoszech i innych krajach, a przyjmowani są tak entuzjastycznie jak na początku i chętnie wspominają swój pierwszy koncert, który zaważył na całym ich życiu.

Trema była gigantyczna

- Byłam wtedy pod namiotami w Kołobrzegu kiedy dostałam telegram od mojego opiekuna muzycznego Gerarda Nowaka z ciekawą propozycją. Pisał, że w Sopocie ma wystąpić Włoch z piosenką „Frontiera” razem z polską piosenkarką i mogą nią być właśnie ja – mówi Halina Benedyk. – W pierwszej wersji myślano o jakiejś znanej piosenkarce, jednak menager artysty zmienił zdanie, rozpoczął poszukiwanie młodej nieznanej twarzy, żeby duet śpiewający o wielkiej miłości wyglądał autentycznie. Z tej racji, że rok temu wygrałam Brązowy Samowar na festiwalu w Zielonej Górze, przypomniano sobie o mnie i zostałam wybrana do tego duetu przez Jerzego Miliana i Gerarda Nowaka. Z wypiekami na twarzy przeczytałam telegram, szybko się spakowałam i pojechałam do Sopotu. Kiedy po nocnej podróży, zmęczona, prosto z pola namiotowego trafiłam na Jerzego Gruzę, w jeansach i kitką na głowie, on bez pardonu spytał: takie dziecko ma śpiewać z tym Włochem? Trzeba coś z nią zrobić. Potrzebna była jeszcze zgoda reżysera, który po pierwszej próbie od razu ją wyraził. Halina nie ukrywa, że gdy zobaczyła przystojnego Włocha, który na dodatek mówił do niej coś po włosku, a ona niczego nie rozumiała, pojawiła się u niej gigantyczna trema. Ale kiedy stanęli razem przy fortepianie okazało się, że ich głosy idealnie do siebie pasują. Szybko wzięła się w garść i nauczyła się słów piosenki w dwa dni.

Na pytanie dlaczego jej zdaniem odnieśli tak ogromny sukces Halina Benedyk odpowiada, że złożyło się na to kilka czynników.
- Frontiera to piosenka o miłości, dla której nie ma granic – tłumaczy. – W latach osiemdziesiątych Polska bardzo pragnęła wolności, a nasz polsko włoski duet to uwypuklał. Będąc młodymi ludźmi wiarygodnie oddaliśmy to przesłanie, nie mówiąc o tym, że wokalnie zrobiliśmy wszystko, żeby się spodobała i została zapamiętana. – Na początku było trochę śmiesznie – dodaje Marco Antonelli.- Kiedy zobaczyłem Halinkę pomyślałem sobie, że ta nastolatka ma przyprowadzić do mnie jakąś piosenkarkę - wspomina. – Ale wyjaśniono mi, że to ona będzie śpiewać. Dopiero jak usłyszałem brzmienie jej głosu moje serce drgnęło. Był piękny.

Śpiewała od dziecka

Halina Benedyk, mieszkanka Poznania zdradza, że jeśli chodzi o śpiewanie, to nie była tak całkiem zielona, bo motywowana zachętą rodziców, którzy często prosili :”zaśpiewaj coś Halinko”, już w podstawówce trafiła jako solistka do zespołu, skończyła szkołę muzyczną, grała na skrzypcach, flecie poprzecznym i fortepianie, śpiewała w wielu zespołach i chórach.

Po tym udanym występie w Sopocie, jak relacjonuje Halina, śpiewała w duecie z Marco jeszcze przez dwa lata, po czym jego menager przestał organizować koncerty w Polsce, co zbiegło się również z tym, że Marco zakochał się w bardzo zazdrosnej Włoszce, urodziła mu się córka, a żona zabroniła mu śpiewania w Polsce. Wprawdzie wymienili się z Marco telefonami, ale po pewnym czasie przestały być aktualne. – Odniosłam jeszcze trochę sukcesów, w 1987 roku za przebój „Mamy po 20 lat” otrzymałam nagrodę Publiczności na Festiwalu w Opolu, rok później w Sopocie nagrodę dla najlepiej zapowiadającego się talentu, a potem zaczęłam współpracę z Estradą Poznańską – opowiada piosenkarka. - Wkrótce poznałam swojego przyszłego męża Aleksandra Maliszewskiego – śmieje się Halina.

- Aleksander szukał kandydatek do chóru Krzysztofa Krawczyka, odwiedził Studium Piosenkarskie, w którym uczyłam śpiewu. Mój głos mu się spodobał, moja twarz wydała mu się znajoma, przypomniał sobie też występ z Marco. Moje przesłuchanie trwało trochę dłużej, Aleksander zaprosił mnie do nagrań z orkiestrą Alex Band, a potem do wspólnego życia. Pobraliśmy się, mamy dwie córki, które posiadają artystyczne dusze. Na wiele lat zniknęłam ze sceny, żeby zająć się wychowaniem dzieci, jakiś czas mieszkaliśmy w Szwajcarii. Potem prowadziłam warsztaty wokalne i często byłam jurorem na koncertach piosenkarskich. Otrzymałam tytuł Gwiazdy Dobroczynności w kategorii Wolontariusz 2014 roku, co sprawiło mi sporo zadowolenia.

I zdarzył się cud

Ale Halina Benedyk przyznaje, że przez te wszystkie lata myślała o Marco nie raz. Jak się jakiś czas temu spotkali ponownie, to on zdradził, że też myślał o niej często. – Nasze ponowne spotkanie było wręcz niewiarygodne – mówi Halina. - W 2009 roku napisał do mnie fan z Katowic, że pod jego osobistym postem z mojego koncertu, na którym śpiewam Frontierę po polsku pojawił się komentarz od Marco z pytaniem i pozostawionym numerem telefonu. Dokładnie napisał: „Halo tu Marco Antonelli. Widzę, że nadal śpiewasz Frontierę. Gdybyś chciała się ze mną skontaktować, zadzwoń do mnie”. - Jeszcze tego samego wieczoru zadzwoniłam do Marco, a on za dwa tygodnie był już w Polsce – opowiada wzruszona piosenkarka. - Wcześniej wysłałam mu swoje zdjęcie, żeby mnie poznał. Historia jak z romantycznego filmu. Przez te lata opanowałam już włoski język. Na swój widok poczuliśmy ogromną radość, obsypaliśmy się komplementami, że niewiele się zmieniliśmy, tego samego wieczora przy fortepianie zaśpiewaliśmy Frontierę i od razu zapadła decyzja, że po ponad 25 latach chcemy wznowić wspólne koncerty i nagrywać płyty. Mój mąż Aleksander potwierdził, że powinniśmy razem śpiewać – dodaje Halina. - Od tamtej pory daliśmy dziesiątki koncertów, wydaliśmy dwie płyty, pierwsza to „Frontiera”, druga nosi tytuł „Solo oni”, śpiewamy piosenki włoskie, neapolitańskie, polską nutkę też można w nich usłyszeć. Wszystkie są o wielkiej miłości, bo miłość jest chyba w życiu najważniejsza. Przy każdym koncercie rozczulamy się i żałujemy, że nie śpiewaliśmy razem przez tyle lat, a po chwili jesteśmy wdzięczni losowi, że się spotkaliśmy i znów możemy razem występować. Nic się nie zmieniło w kwestii zazdrości partnerki Marco, nadal jest zazdrosna i przestała przyjeżdżać z nim na koncerty do Polski, a mój mąż Aleksander wydaje mi się, że się cieszy i nie jest o mnie zazdrosny.

Marco dodaje, że gdziekolwiek się pojawią i zaśpiewają takie przeboje jak „Nie płacz kiedy odjadę”, „Felicyta” publiczność odbiera ich cudownie, domaga się bisów, po występie ludzie zadają im mnóstwo pytań co się działo z nimi przez lata, dlaczego wspólnie nie śpiewali i zachęcają, żeby koncertowali nadal, bo sprawiają im swoimi głosami ogromną radość. Jest wzruszenie, są łzy i wspólne śpiewanie. – Halinka ma wieli dar podbijania ludzkich serc swoją serdecznością, ciepłem, urodą - podkreśla Marco. – Pisały o nas wielokrotnie włoskie gazety, Włosi kochają Halinkę. – Bez przesady – wzbrania się przed komplementami poznanianka.

- W kwietniu była premiera naszej drugiej płyty – mówi Halina Benedyk. – Latem i wiosną mieliśmy zaplanowanych mnóstwo koncertów, niestety pandemia zmieniła wszystko. Czekamy cierpliwie, aż koncerty zostaną wznowione, a w międzyczasie szkolimy nasze głosy, dobieramy nowy repertuar. W święta Wielkanocne życzyliśmy wszystkich Polakom dużo zdrowia, pogody ducha, a przede wszystkim, żeby świat jak najszybciej wrócił do normalności, bo już bardzo za nią tęsknimy.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie