To był mecz, którego nie zapomnimy do końca życia

Paweł Kotwica
29 maja 2016 roku kielecki zespół rozegrał jeden z najbardziej niesamowitych meczów nie tylko w swojej historii, ale w historii całej Ligi Mistrzów. Rywalem była drużyna, z którą zmierzy się w najbliższą niedzielę o godzinie 19 w Hali Legionów - Telekom Veszprem.

Po pokonaniu w półfinale Final Four francuskiego Paris Saint Germain Handball 28:26 kielczanie znaleźli się w finale, co już było największym sukcesem naszej drużyny w historii jej występów w Lidze Mistrzów.

Żółty pochód do Lanxess Areny

Nazajutrz kibice z Kielc i Veszprem zebrali się na jednym z placów Kolonii i rozpoczął się festiwal przyjaźni polsko-węgierskiej. Potem spod kolońskiej katedry wyruszył żółty pochód, który przez most na Renie dotarł do hali Lanxess Arena.
To, co się w niej stało w ciągu następnych kilku godzin, uczestnicy tych wydarzeń zapamiętają do końca życia.

To było jak cudowny sen

Finałowy mecz od początku przebiegał pod dyktando mistrza Wegier. Kielczanom nie wychodziło praktycznie nic, albo niewiele. Kulał zarówno atak, jak i obrona. Do przerwy rywale prowadzili 17:13, a po niej mistrzowie Polski grali jeszcze słabiej, w efekcie w 46 minucie przegrywali już różnicą dziewięciu bramek - 19:28... Węgierscy kibice już zaczęli przybijać piątki i fetować pierwsze w historii klubu wygranie Ligi Mistrzów...

To, co się stało potem, to było jak cudowny sen. Nagle gra zespołu z Kielc zmieniła się, jakby naszych zawodników dotknęła ręka Boga... Kielczanie zaczęli grać fenomenalnie w obronie, świetnie bronił Sławomir Szmal, a jego koledzy z pola zdobywali gola za golem. Kilka niezwykle ważnych trafień zaliczył Tobias Reichmann. Veszprem nie zdobyło bramki przez 12 minut i w 57 minucie Karol Bielecki z karnego doprowadził do remisu. Vive Tauron mogło rozstrzygnąć losy w normalnym czasie gry, ale Mirko Alilović obronił rzuty karne Bieleckiego i Manuela Strleka. Veszprem też mogło wygrać, ale nasz zespół, mając tylko 10 sekund na rozegranie akcji, wyrównał za sprawą Krzysztofa Lijewskiego!

Dogrywka nie przyniosła rezultatu, a w rzutach karnych Szmal i Marin Sego obronili po jednym rzucie. Decydującą „siódemkę” wykorzystał Julen Aginagalde. Kieleccy zawodnicy i kibice oszaleli ze szczęścia, a kilkanaście minut potem Grzegorz Tkaczyk i Michał Jurecki wznieśli Wielką Rękę!!!

Kiedyś bili nas nas regularnie
Zanim doszło do tych niezapomnianych chwil, historia pojedynków pomiędzy drużynami z Kielc i Veszprem była dla kielczan dość nieciekawa. Z sześciu rozegranych pojedynków, nasz zespół wygrał tylko jeden - w lutym 2012 roku, wygrywając na wyjeździe pojedynek grupowy 24:21. Wszystkie poprzednie spotkania kończyły się porażkami „żółto-biało-niebieskich”, zwykle wysokimi.
Pierwszy kontakt nastąpił w sezonie 2003/2004, gdy trenerem kieleckiej drużyny był Daniel Waszkiewicz. Na wyjeździe kielczanie przegrali 24:31, a u siebie aż 30:41, mimo że do przerwy remisowali 19:19. W węgierskim zespole grali wówczas między innymi Mirza Dżomba, Arpad Sterbik i Slavko Goluza.

Kolejne mecze rozegrano w sezonie 2009/2010. W Veszprem drużyna trenera Bogdana Wenty przegrała 26:33, a u siebie 29:32. Vive przegrało również drugi, poza tym wygranym, mecz w sezonie 2011/2012 - w Hali Legionów ulegli Veszprem 25:29.

Dotychczasowy bilans spotkań Veszprem Kielce to pięć zwycięstw Veszprem, dwie wygrane PGE VIVE, bramki 225:197 dla Węgrów.

NAJWIĘCEJ INFORMACJI O ŚWIĘTOKRZYSKIEJ PIŁCE RĘCZNEJ NA:

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Pszegrana Vive

Takie głupoty gadajcie veszprem ma komlpet zwyciestw halo tu ziemia niema czary mary jesteśmy za słabi