Wielki człowiek, który podarował życie komuś innemu - o dramacie decyzji przeszczepu z doktorem Szydłowskim

Iza BednarzZaktualizowano 
Igor Szydłowski kiedy jest pobranie, spędza w szpitalu często całą dobę, aż do rana, kiedy karetka z zespołem lekarzy i pobranymi organami wyjedzie do klinik transplantologicznych.
Igor Szydłowski kiedy jest pobranie, spędza w szpitalu często całą dobę, aż do rana, kiedy karetka z zespołem lekarzy i pobranymi organami wyjedzie do klinik transplantologicznych. Łukasz Zarzycki
Igor Szydłowski, koordynator do spraw przeszczepów w kieleckim szpitalu wojewódzkim opowiada o prawdziwych ludzkich dramatach, paraliżującym strachu przed rozmową z rodziną i wielkości tych, którzy zdobywają się na darowanie życia komuś innemu.

Igor Szydłowski

Igor Szydłowski

specjalista neurochirurg, urodził się w 1974 roku w Zielonej Górze, ukończył Akademię Medyczną w Szczecinie i podyplomowe studium dla koordynatorów regionalnych ds. przeszczepów w Warszawie, od 2001 roku pracuje w oddziale neurochirurgii w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Kielcach. Żona, Edyta jest pielęgniarką. Mają dwójkę dzieci: 15-letniego Wojtka i 5-letnią Kasię. W wolnych chwilach pływa, jeździ na rowerze i motorze, a przede wszystkim przebywa z rodziną. Lubi nowości książkowe.

Pamiętam pacjentkę, której mąż przyniósł oświadczenie woli. Ja na głowie stawałem, żeby dotrzymać ją do rana. Już jej się zatrzymywało serce, myśmy ją masowali, żeby do tego pobrania doszło, żeby też zadość uczynić jej życzeniu - mówi doktor Igor Szydłowski. Jest koordynatorem do spraw przeszczepów w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Kielcach. To on rozmawia z rodzinami dawców, czy wyrażają zgodę na pobranie organów do transplantacji.

- Bał się pan tej pierwszej rozmowy?
- Bardzo. Ja się boję każdej rozmowy, nie da się tego z marszu załatwić, bo to inna rozmowa niż przy zabiegu operacyjnym. Spotykam się z bardzo różnymi ludźmi, o różnym wykształceniu, świadomości, mentalności. Łączy ich jedno: zawsze są w dołku emocjonalnym, bo ich dotknęło straszne nieszczęście, więc a priori ta rozmowa jest bardzo trudna. Chociaż raz zdarzyło mi się, że podszedłem do męża pacjentki, a on już po dwóch zdaniach wiedział, o co chcę prosić, wyjął z portfela oświadczenie woli, wycięte chyba z jakiejś gazety i powiedział, że się zgadza, że żona też by sobie tego życzyła. I raz się spotkałem z rodziną, która po krótkiej rozmowie wyraziła zgodę, bo ktoś z ich bliskich oczekiwał na przeszczep i się nie doczekał. Oni wiedzieli jak to jest spać z telefonem pod poduszką i się nie doczekać.

- Dlaczego został pan koordynatorem do spraw przeszczepów? Ktoś z pana bliskich nie doczekał?
- Nie, na szczęście nikt z moich bliskich nie potrzebował transplantacji, ale wiem z własnego doświadczenia, że różnego rodzaju choroby, o których myślimy, że nigdy nas nie dotkną, jednak nas dotykają. Myślimy sobie: takie rzeczy zdarzają się innym ludziom, mnie to nie dotyczy.

- Trudno codziennie się zastanawiać, na co zachoruję i czy dziś umrę.
- Jasne, dlatego tak trudno jest rodzinom zrozumieć, że ten młody człowiek, który przed paroma godzinami wyszedł z domu do pracy, czy do szkoły, teraz leży martwy. Ja pracuję na oddziale neurochirurgii i wiele razy widziałem młodych, zdrowych ludzi z ciężkim, izolowanym urazem mózgu, którzy mogliby być fantastycznymi dawcami, ale paraliżował nas strach przed rozmową z rodziną. I kiedy dyrektor szpitala zaproponował mi udział w studiach podyplomowych dla koordynatorów regionalnych, zgodziłem się.

- Czego się pan tam nauczył?
- Postępowania z tymi pacjentami, identyfikacji potencjalnych dawców, trochę mnie też przygotowały do rozmów z rodzinami. Ale przede wszystkim poznałem wielką machinę transplantologiczną i ludzi, specjalistów, pasjonatów, którzy się temu oddają całym sercem. To zupełnie inna organizacja medycyny, bo też i materia, z którą się pracuje jest szczególna. Kontakt z tymi wszystkimi ludźmi utwierdził mnie, że to jest słuszne. Bo jest tak: z jednej strony, tej smutnej, którą widzimy my, szpital - są młodzi ludzie, w sile wieku, którzy dotychczas byli zdrowi i naraz zdarza się nieszczęście, jest cierpienie, złe emocje dotykające rodzinę. Z drugiej strony czekają ciężko chorzy ludzie, dla których medycyna może zrobić tylko jedno: przeszczepić im zdrowy organ od osoby, która zmarła. I to jest ta jasna strona transplantologii, nadzieja. Zegar dla tego, który czeka, tyka bardzo szybko. Jeśli my zrezygnujemy z próby pobrania, jeśli nie podejmę kroków, nie porozmawiam z rodziną, to ktoś gdzieś może nie doczekać.

- Trudna była ta pierwsza rozmowa?
- Nie chcę powiedzieć, że była prosta, ale dość szybko udało mi się przekonać rodzinę. Gorzej było z następnymi. Chyba tak jest w życiu, że ten pierwszy raz się wydaje banalny, a potem jak przychodzi prawdziwa praca, to się już nie wydaje oczywiste. I miałem parę razy zwątpienia, zresztą w tym roku również, kiedy kilka razy pod rząd w krótkim okresie trafiali do nas młodzi ludzie, którzy byliby fantastycznymi dawcami i napotykałem na tak wielki sprzeciw rodziny, że nie potrafiłem do nich dotrzeć. Człowiek się podłamuje, jakby walił głową w ścianę. Nie, bo nie. W pewnym momencie czuje się jak taki…

- Akwizytor?
- Może trochę za mocne, ale chyba tak.

- Jakie powody podają ci, którzy się nie zgadzają?
- Najczęściej to presja otoczenia, rodziny: "ja to bym się zgodziła, ale ojciec by mnie wyklął". Czasem jest tak, że brat, czy siostra się wahają, niby są za, ale nikt nie chce wziąć na siebie ciężaru decyzji, patrzą np. na żonę i mówią: "ty zdecyduj". A jej jest najtrudniej.

- I co pan wtedy robi?
- Nic na siłę. Daję im trochę czasu do namysłu, nigdy nie oczekuję odpowiedzi od razu, bo to nie zgoda na operację. Podaję przykłady ludzi, którzy żyją dzięki przeszczepowi, choćby ten 6-letni dzieciak, który w ubiegłym roku zatruł się muchomorem i gdyby nie transplantacja wątroby, umarłby. Czasem proszę o pomoc naszego szpitalnego kapelana, bo przecież Kościół katolicki popiera ideę darowania narządów do przeszczepu. Jeżeli nie usłyszę totalnego "nie", pytam, czy zmarły był dobrym człowiekiem, czy pomagał ludziom, a jeśli tak, to czemu nie chcą, żeby teraz uratował komuś życie. Ale w tych rozmowach nie ma schematu, każda z nich jest inna, nigdy nie idę z gotowym scenariuszem.

- Trudno przekonać rodzinę, że ten ktoś, kto przed paroma godzinami wyszedł z domu, teraz nie żyje. Przecież jest ciepły, różowy, oddycha.
- Tak to prawda, pacjent wygląda jakby spał. Dlatego im tłumaczę, że gdybyśmy odłączyli go od respiratora, od tych wszystkich pomp, on by przestał oddychać, zatrzymałoby się serce, ten człowiek byłby martwy. Dla rodziny to niepojęte, ale ja im powtarzam, że to nie jest tak, że my możemy go utrzymywać w takiej formie w nieskończoność. Spirala śmierci, niewydolności wielonarządowej i tak się kręci, bo mózg jest narządem sterującym wszystkim, a jeśli on nie podejmuje żadnej funkcji, to uszkodzenie wielonarządowe postępuje. Ten pacjent i tak ginie w wyniku zatrzymania krążenia po kilkunastu, góra kilkudziesięciu godzinach, bez względu na to, czy my orzekniemy śmierć mózgu, czy nie.

- Ile właściwie macie czasu na przeprowadzenie transplantacji?
- Okres od stwierdzenia śmierci mózgu do pobrania narządu jest bardzo krótki, nie ma czasu na przyglądanie się. W momencie, kiedy my zgłaszamy dawcę do Poltransplantu, różne ośrodki w kraju zgłaszają pilnych biorców, którzy nie przeżyją 48 godzin i wśród tych pilnych trzeba znaleźć takich, którzy jak najbardziej pasują do dawcy, trzeba ich przygotować. Do nas musi przyjechać kilka zgranych zespołów, w przypadku pobrania wielonarządowego, z Warszawy, Katowic i Zabrza. Muszą dotrzeć w jednym czasie, bo nie może być tak, że jedni pobiorą nerki, a serce pojedzie później. Gdy u nas zaczyna się zabieg pobrania, w klinice transplantologicznej rozpoczyna się zabieg wyszczepiania narządu u biorcy. W ciągu kilku godzin narząd przyjeżdża z naszego ośrodka np. do Zabrza. W momencie gdy wjeżdża na salę operacyjną, chirurdzy, którzy rozpoczęli operację u biorcy, rozpoczynają finalny moment wycięcia narządu. Logistycznie to olbrzymie przedsięwzięcie. Tu nic nie może się zmarnować, bo to jest, mówiąc brzydko, towar deficytowy i bardzo kosztowny. Gdyby cała medycyna tak funkcjonowała, byłoby super.

- Ile to trwa?
- Od kilkunastu do 24 godzin, więc naprawdę trzeba się spieszyć. Pamiętam tę pacjentkę, której mąż przyniósł oświadczenie woli. Ja na głowie stawałem, żeby dotrzymać ją do rana, kiedy miał się odbyć zabieg pobrania, dlatego, że ta spirala śmierci, niestety, tak szybko się kręciła. Już jej się zatrzymywało serce, myśmy ją masowali, żeby do tego pobrania doszło, żeby też zadość uczynić jej życzeniu. I udało się.

- Co pan wtedy czuł?
- Ulgę i trochę radości, bo bardzo dużo ludzi było w to zaangażowanych, więc gdyby na końcu do tego pobrania nie doszło, byłby ogromny żal, szczególnie, że taka była wola chorej. Bo ona sobie tego życzyła. A naprawdę było bardzo ciężko. Ale to nie jest ważne, co opowiada taki Szydłowski. Byłem kiedyś na spotkaniu, które zorganizowała pani wojewoda (Bożentyna Pałka-Koruba - przyp. red.), która, co trzeba podkreślić, jako jedyny przedstawiciel władzy na takim szczeblu zajęła się propagowaniem idei darowania narządów do przeszczepów i rozpętała tę akcję z bardzo dobrym skutkiem. Na tym spotkaniu przy jednym stole siedziała żona człowieka, który był dawcą, młoda kobieta, 20-30 letnia, a naprzeciwko niej małżeństwo, gdzie pani była po przeszczepie nerki. One sobie rozmawiały, nawet chyba trochę się znały. Kobieta po przeszczepie opowiadała, jak leżała w klinice transplantologicznej w Poznaniu i razem z innymi chorymi czekała na transplantację. Z jaką nadzieją oni wszyscy patrzyli przez okno, kiedy wyjeżdżała z podwórka karetka na sygnale, bo to oznaczało, że jedzie do pobrania, będzie przeszczep i ktoś z nich ma szansę taki narząd otrzymać. Po przeszczepie ta pani zaszła w ciążę, urodziła dziecko, jako kobieta realizuje się w pełni, cieszy się drugim życiem, korzysta z niego pełnymi garściami. Widziałem, że tej drugiej kobiecie, której mąż zginął, było jakby lżej, że jego życie się nie zmarnowało. Takie historie powinny być pokazywane w dzienniku telewizyjnym.

- Skąd się wzięła instytucja koordynatora do spraw przeszczepów?
- Idea koordynacji została wymyślona w Hiszpanii, tam średnio dokonuje się 40 pobrań na milion mieszkańców. I taka liczba pobrań jest w województwie zachodniopomorskim, które jako jedyne w Polsce zbliża się do granicy optymalnej, bo liczba zachorowań w Europie jest podobna. U nas, w świętokrzyskim udaje się przeprowadzić w porywach 10 pobrań w ciągu roku. Ale ja głęboko wierzę, że można pobrać przynajmniej dwa razy tyle narządów, bo skoro w zachodniopomorskim się da, to i u nas też, tylko nie ma woli. Nie tylko wśród rodzin.

- Rozumiem, że nie chce pan dokładać kolegom lekarzom. Rozmawiałam o tym kiedyś z profesorem Andrzejem Chmurą z Instytutu Transplantologii w Warszawie, on też uważa, że lekarzom brakuje chęci i wiary. Pojawia się też pytanie, co ja z tego będę miał?
- Poza tym nie ukrywajmy, trzeba spędzić w szpitalu nieraz dobę, moja rodzina wie, że jak ja mam pobranie, to wrócę nad ranem, bo trzeba być do końca aż zespoły wyjadą.

- Dla pana to wszystko oczywiste, bo pan jest entuzjastą. A Jacek Norkowski, dominikanin, doktor neurologii, autor książki "Medycyna na krawędzi", kwestionuje procedurę orzekania śmierci mózgu a pobieranie narządów do przeszczepu nazywa swoistą eutanazją. W wywiadzie dla Tygodnika Niedziela mówi tak: "Śmierć mózgową diagnozuje się w Polsce bardzo wcześnie, oddech może wrócić czasami po kilku dniach. Dlatego tak szybkie diagnozowanie śmierci mózgowej jest niczym nieuzasadnione z punktu widzenia praw pacjenta.". Twierdzi, że próba bezdechu, podczas której odłącza się pacjenta od respiratora może spowodować zatrzymanie akcji serca, a przede wszystkim uszkadza mózg. "Paradoksalnie, więc, żeby stwierdzić uszkodzenie mózgu najpierw się go uszkadza, a potem stwierdza, że jest uszkodzony" - mówi.
- To nie tak, ktoś tutaj pomieszał pojęcia. Sądzę, że ten pan nie jest specjalistą neurologiem, a jedynie ma ukończone studia medyczne i doktorat z neurologii.

- A to jakaś różnica?
- Duża, bo specjalista neurolog praktykuje, a doktorat można napisać czysto teoretycznie. Ale po kolei. Procedura orzekania śmieci mózgowej nie została wymyślona na potrzeby transplantologii. Ona funkcjonuje w wielu krajach wysoko cywilizowanych, w których prawo stanowi, że osobę zmarłą należy odłączyć od respiratora. Osoby, u której stwierdzono objawy śmierci mózgu nie wolno poddawać żadnym zabiegom operacyjnym, bo ona nie żyje.

- Skąd wiadomo, że mózg jest martwy?
- Do tego orzeczenia prowadzi cała sieć badań. W trakcie tych badań ocenia się funkcje wszystkich części mózgu, wśród nich jest tak zwana próba bezdechu, podczas której ośrodek oddychania, zlokalizowany w pniu mózgu stymuluje się bardzo wysokimi wartościami dwutlenku węgla. Procedurę można uzupełnić jeszcze takimi badaniami jak angiografia, badanie izotopowe.

- A cudowne wybudzenia ze śpiączki po wielu latach?
- Trzeba sobie najpierw odpowiedzieć na pytanie, co to jest śpiączka. Pacjenci w śpiączce wegetatywnej samodzielnie oddychają, reagują na bodźce i w tych przypadkach faktycznie może dojść do wybudzeń. My rozmawiamy o chorych z rozległymi urazami mózgu, potężnymi krwiakami, które na skutek krwotoku doprowadziły do zniszczenia tkanki mózgowej.

- I nie ma dla nich żadnej nadziei?
- Na oddziale, na którym pracuję pielęgniarki potrafią ocenić, u którego z pacjentów rozwija się śmierć mózgowa. To są charakterystyczne objawy: brak reakcji na bodźce, na ból, brak wszelkich odruchów, poszerzenie źrenic, spadek ciśnienia, zanik oddechu. Tacy pacjenci umierają w ciągu kilkunastu - kilkudziesięciu godzin. Nie przypominam sobie ani jednego chorego, który miał objawy śmieci mózgowej i przeżył. Proszę mi wierzyć, jeśli komórki mózgowe obumierają, to już naprawdę jest koniec. Z tej fazy nie można się obudzić. Widziałem setki ludzi w takim stanie i żaden z nich się nie ocknął. Śmierć mózgową orzeka trzech lekarzy specjalistów: neurolog, neurochirurg, anestezjolog, żeby wyeliminować wszelkie niepewności i pomyłki. Jeśli po 24 godzinach pacjent, który ma objawy śmierci mózgowej jest cały czas na tym samym etapie, musimy podjąć procedurę kwalifikowania go jako dawcy, mamy bardzo mało czasu, wszystkiego kilkanaście - kilkadziesiąt godzin, bo spirala śmierci już się kręci.

- Boi się pan śmierci?
- Trudne pytanie. Chyba tak, jak każdy. Choć nie myślę o niej na co dzień. Najbardziej boję się choroby. To nie jest żaden slogan, że zdrowie jest najważniejsze. Wiem, jak to jest, kiedy człowiek dostaje od życia sztachetą w twarz i wali mu się wszystko, co do tej pory dawało złudne poczucie szczęścia. W jednej chwili przestaje być ważny dom, samochód, pies, dobra praca, człowiek oddałby wszystko, żeby tylko ta bliska osoba była zdrowa. Dlatego tak walczę o tych, którzy dostali od życia sztachetą w twarz.

- Rodziny dawców mają jeszcze gorzej.
- Tak, bo tu już nie ma żadnego ratunku, zostaje żona, dzieci, mieszkanie, niespłacone kredyty, dlatego mam dla nich wielki szacunek, że potrafią się wznieść ponad to całe nieszczęście. Możemy sobie wyobrażać, czy bylibyśmy zdolni do takiego gestu, ale będzie to tylko czysta teoria.

- Bywa, że rodzina dawcy ma jakieś życzenia?
- Przy jednym z pobrań rodzina zapytała mnie, czy to możliwe, żeby serce, nerki mogło dostać jakieś dziecko. Nie mogę obiecać, bo tu decyduje zgodność tkankowa dawcy z biorcami. I proszę sobie wyobrazić, że tak się stało, że jedną nerkę przeszczepiono dziecku. Kiedy zadzwoniłem z tą wiadomością do matki dawcy, bo zawsze dzwonię, jeśli tylko oni sobie tego życzą, poczułem w jej głosie coś w rodzaju ulgi. Takie sytuacje zawsze mnie rozwalają, bo z jednej strony mamy przepotworny dramat ludzi, którzy stracili najbliższą osobę, a z drugiej oni przezwyciężają swój ból, żal, poczucie krzywdy i zdobywają się na darowanie życia komuś innemu. To nawet trudno ująć w słowa. Mam nadzieję, że to poczucie, że zrobili coś dobrego dla innego człowieka jakoś im pomaga.

polecane: FLESZ: Ekologia na co dzień: 6 mitów, w które wierzymy

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 21

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
M
Małgosia

Dr Szydlowski to bardzo dobry lekarz dzieki niemu zyje-operacja tętniaka-nie ma żadnych skutków ubocznych.Lekarz,ktory na każde pytania odpowiadal konkretnie.Polecam

A
Anna

To wspanialy lekarz o wielkich kompetencjach mily konkretny wspanialy czlowiek wielkie podziekowania dla pana doktora

P
PACJENTKA
W dniu 13.09.2014 o 23:55, gosc napisał:

 "wspaniały doktor Igor" jest tylko w swoim mniemaniu, ja tez mialem to nieszczescie trafić na tego doktora, operacje wykonał zle, jest cyniczny i opryskliwy nie dba o pacjenta nie liczy sie z bólem i cierpieniem człowieka, traktuje cie jakbys byl głeboko uposledzony.współczuje tym którzy trafia do niego.

"Trafiłam" do doktora Igora Szydłowskiego. Jestem zdziwiona tą wypowiedzią. Absolutnie się z nią nie zgadzam.Uważam, ze doktor ma dużą wiedzę i doświadczenie w swoim zawodzie. W rozmowie ze mną był poważny, ale bardzo konkretny. Zostałam odesłana od Pana dr Igora do kolejnego lekarza. Otrzymałam jednak od Niego informacje, które "podniosły mnie na duchu". Nie sądzę, aby taki człowiek mógł być opryskliwy. W rozmowie wykazywał się taktem, a ja jestem starsza od Niego. Lubię patrzec na rozmówcę i wiem, kiedy zmienia się wyraz twarzy przy udzielaniu informacji, odpowiedzi na zadawane pytania. Nie wiem kim jesteś Gościu, ale na pewno się mylisz. Może jako pierwszy wykazałeś się opryskliwością i cynizmem. "....Piłeczkę zawsze można odbić i temu bym się nie zdziwiła..."

Pozdrawiam serdecznie dr Igora Szydłowskiego

Wdzięczna pacjentka :)

g
gosc

 "wspaniały doktor Igor" jest tylko w swoim mniemaniu, ja tez mialem to nieszczescie trafić na tego doktora, operacje wykonał zle, jest cyniczny i opryskliwy nie dba o pacjenta nie liczy sie z bólem i cierpieniem człowieka, traktuje cie jakbys byl głeboko uposledzony.współczuje tym którzy trafia do niego.

g
gosc

ma sie za boga i cara, nie traktuje pacjenta poważnie, zle zoperował u mojego  ojca przepukline kregosłupa teraz mnie unika i wciska kit jak to operacja sie powiodła.

G
Gość

Wspniały czlowek, który ma wielkie serce i który nie jednemu czlowiekowi uratował życie. Nie ma słow które mogl by wyrazić podziekowania dla tego cudownego czlowieka jakim jest p. doktor Szydłowski

a
aga

też mnie to spotkało operował mamę i gdy mama zmarła nie potrafił nikogo poinformować

p
paulina

doktor w tym jest dobry ale w operacjach nie operowal tate potem nie raczyl nas informowac o stanie taty okazalo sie operacje ten doktor zle wykonal.jest opryskliwy nie liczy sie ze zdaniem innych,unika odpowiedzialnosci.mamy bardzo zle zdanie o tym czlowieku.zdania nie zmienimy .

K
Kasia

Mam 20lat i dziś zamówiłam sobie plastikową kartę dawcy, dobrą do noszenia w portfelu. Wszyscy w rodzinie wiedzą, że chcę oddać organy w razie nagłej śmierci i nie mają zastrzeżeń prócz pobierania kończyn. Jestem jednak zdania, że w trumnie nawet tego nie potrzebuję. Wolę ofiarować komuś lepsze życie niż dać zeżreć to robakom. Trochę ponad tydzień temu czyjaś dobra wola uratowała młodego ojca dwójki małych dzieci w mojej rodzinie. Popieram przeszczepy organów i cieszę się, że są lekarze, którzy wkładają tyle serca w te akcje.

M
Marek

Szacunek dla tego lekarza żeby każdy miał aby takie podejście!!! To jest prawidziwy lekarz z powołania !!! Panie Igorze robi Pan kawał dobrej roboty!!!!

S
SOLIDARNOŚĆ

所以我唱 czyli KIEŁBASA WYBORCZA 2011:

Nie od dziś wiadomo co wyczyniała obecna Pani Wojewoda mgr Bożentyna Pałka-Koruba na poprzednm stanowisku dyrektora opieki społecznej w Busku Zdroju:
serwowała zasiłki w kwotach od 20,- zł.; przez 50,-; 100,-; 200,-; 300,- i 400,- na miesiąc dla całych rodzin z Dziećmi, o które już się troszczy i nawet dba o Własne zdrowie!?
W efekcie buskie dzieci spod Jej Władzy są krzywe w postawie fizycznej, a powód banalny - zagłodzone. Ilu Rodziców miało do wyboru: za przyznane grosze kupić Choremu Dziecku leki lub dać obiad? Wszelkie apele o szukanie pieniędzy była Pani dyrektor opieki społecznej w Busku Zdroju, a obecna Wojewoda mgr Bożentyna Pałka-Koruba kwitowała: JA TEGO NIE ZROBIĘ!I co zrobiła od 1999 roku w Busku Zdroju: OBÓZ KONCENTRACYJNY na wzór Hitlerowskich Obozów Zagłady! Wspomnieć wystarczy, że wszelkie domy Pomocy Społecznej podlegają pod Wojewodę, która jest pani mgr Bożentyna Pałka-Koruba!
Dziwnie też wyglądał art. E.D., że Pani Wojewoda mgr Bożentyna Pałka-Koruba "wie co jest grane" , a chodzi o to, że Pani mgr Bożentyna Pałka-Koruba siedząc na meczu piłkarskim czyta gazetę i nawet odróżnia dwie drużyny piłkarskie!!!oraz artykuł ujawniający majątek kieleckiej Władzy, a wśród niej obecna Wojewoda mgr Bożentyna Pałka-Koruba nie mająca majątku!, a po upływie roku wróciłapamieć Pani Wojewodzie i przypomniała sobie,że ma mieszkanie! - co będzie jakprzypomie sobie pozostałe rzeczy? Będzie wrzeszczała; „JA TEGO NIE ZROBIĘ”!, - jest to prawdziwy Fenomen Wojewódzki, bo będąc dyrektorem opieki społecznej w Busku nie była w stanie odróżnić pijoka od bezrobotnego serwując wszystkim po np. 20,- zł. zasiłku na miesiąc! przy własnych zarobkach 6 do 8.000,- zł.! Ciekawe, co od Wojewody dostali i dostaną Powodzianie 2010? Może ino 20,- zł.zasiłku! Odwiedzając zalanych Powodzian w sobie ino wiadomy sposób stwierdzi, że Im się dobrze powodzi, Jej też, bogatym również i... i 2 dyski wystarcom! - tak też we właściwy tylko sobie sposób obecna pani Wojewoda mgr Bożentyna Pałka-Koruba rozumiała "równośc wobec prawa"! Będąc Dyrektorem opieki Społecznej w Busku Zdroju obecna pani Wojewoda mgr Bożentyna Pałka-Koruba skutecznie przy wykorzystaniu własnej mentalności pozbawiała majątku wszystkich - oprócz siebie - tak w.g. Niej wygląda "równość wobec prawa"!- Dzieci z Buska od roku 1999 do momentu awansu na Wojewodę i poźniej też skutecznie zapomniały nawet co to jest bajka,turniej, mikołaj, barbórka, ciekawe menu, WOŚP, 100dniówka, stypendia, gry, zabawy, świetlice, wybory, zdrowe serce, właściwa osobowość, buskowianka, PKS, Dzień Kobiet, happening..., a bajką obecnej Pani Wojewody mgr Bożentyny Pałki-Koruby od 1999 roku było: "JA TEGO NIE ZROBIĘ"!Czytając zaś obowiązujace paragrafy nic do niej nie docierało - nie była w stanie łączyc prostych wątków, była to zwykła chińszczyzna, a jak wiadomo Pani mgr Bożentyna Pałka-Koruba była nawet w Chinach!
Cały czas prezentowała i prezentuje się jako Biznes Łomen z fakultetem w Biznes Łomem! Swoiście też rozumiała UstawoweGODNE ŻYCIE zapewniając zasiłki na Głodne Życie...i zamiast zwalczać bezrobocie zwalczała Bezrobotnych...
Osobisty Jej udział w sporach o stołki wygląda dziwnie - tak samo dziwnie jak Pani Wojewoda mgr Bożentyna Pałka-Koruba i Jej ortografia o czym poinformowała dziennikarzy "E.D."!
Za takie zasiłki można se było walnąć strawę z trawy - na więcej nie wystarczyło.
Najlepiej w menu podać jej osobiście strawę z trawy ja ko kiełbasę wyborczą!, po którym siadłszy na kiblu i nie mogąc strawić strawy z trawy westchnie "JA TEGO NIE ZROBIĘ"!!! - tak z hójnego*serca...
Nie wypada pominąć nadchodzących wyborów 2011 - hójnych głosów wyborczych z hójnych serc płynących!

I tu zasadnicze pytanie:
Czy Ona jest normalna?

(SOLIDARNOŚĆ)

*HÓJNOŚĆ- właściwa odmiana słowa HOJNOŚĆ lecz o odwrotnym znaczeniu - we wlaściwy sposób "o" wymieniono na "ó" i jest to wyjątek! 

k
kaś

do MARIA:
ciekawa jestem czy masz dzieci?? a nawet jeśli nie to weźmy przykład Twojej mamy czy taty.
Jakbyś się znalazła a tak tragicznej sytuacji, Twój rodzic potrzebowałby nerki czy wątroby i to byłaby jedyna szansa na uratowanie życia to wiem to na pewno że zrobiłabyś wszystko żeby doszło do przeszczepu i ktoś musiałby umrzeć żeby żył ktoś.
Nie rozumiem takie podejścia, sama jestem młoda, mam 25 lat, nie mam jeszcze dzieci ale taką kartę woli noszę już 4 lata i chciałabym żeby w razie śmierci mojego mózgu ktoś mógł "skorzystać" z moich organów, po co ich zabierać do grobu?? a tak mogę uratować czyjeś życie, pozdrawiam

M
Maria

Jestem pod wrażeniem zaangażowania p. doktora, niemniej jednak noszę przy sobie sprzeciw wobec pobrania narządów, organów i tkanek z moich zwłok. Nie chciałabym też otrzymać narządu innej osoby. Nie życzę sobie być traktowana jako magazyn części zamiennych, nie chcę też tak traktować innych. Ponadto pobranie narządów jest dla mnie bezczeszczeniem zwłok. Obawiam się także, czy lekarze w każdym przypadku postępują uczciwie, orzekając śmierć mózgu. Może kiedyś zmienię zdanie, trzeba jednak wiele przemyśleń i lektur ...

z
zyzki

Bardzo wciągający artykuł, sytuacje niby proste a trudne...

k
kejmil

Wieje nudą w łóżku , żona jest niezadowolona ? Zrób kurs mistrzaseksu już dziś ! Nie pożałujesz ! Wejdź i sprawdź sam : www.mistrzseksu.pl

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3