Ewa Klonowski, światowej sławy antropolog sądowy opowiada o...

    Ewa Klonowski, światowej sławy antropolog sądowy opowiada o swej niezwykłej pracy w Bośni

    Lidia Cichocka cichocka@echodnia.eu

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Ewa Klonowski jest bohaterką książki Ryszarda Bilskiego, korespondenta Rzeczpospolitej na Bałkanach "Urodzona z łopatą”.

    Ewa Klonowski jest bohaterką książki Ryszarda Bilskiego, korespondenta Rzeczpospolitej na Bałkanach "Urodzona z łopatą”. © Łukasz Zarzycki

    Od 16 lat z masowych grobów rozsianych po całej Bośni wydobywa ludzkie szczątki i próbuje ustalić kim byli pomordowani przez Serbów ludzie. Rozpoznanych zwraca rodzinom by te mogły pochować bliskich. Ewa Klonowski, za swoją niezwykłą pracę była w 2005 roku nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla.
    Ewa Klonowski jest bohaterką książki Ryszarda Bilskiego, korespondenta Rzeczpospolitej na Bałkanach "Urodzona z łopatą”.

    Ewa Klonowski jest bohaterką książki Ryszarda Bilskiego, korespondenta Rzeczpospolitej na Bałkanach "Urodzona z łopatą”. © Łukasz Zarzycki

    Ewa-Elwira Klonowski

    Ewa-Elwira Klonowski


    Lat 65. Jedna z najwybitniejszych antropologów sądowych świata. Od 1996 roku pracuje w Bośni i Hercegowinie, gdzie ekshumuje i identyfikuje zaginionych w czasie wojny 1992-1995. Jej niezwykłe zaangażowanie, doświadczenie i wiedzę docenił prezydent RP nadając jej Krzyż Oficerski Orderu Zasługi oraz władze Bośni przyznając honorowe obywatelstwo. Od 1982 mieszka na Islandii. Rodzinnie związana jest z podkielecką Ameliówką.
    W 2005 nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla.
    Mężatka, mama dwóch córek.



    Matura 2011: geografia - odpowiedzi, arkusze pytań w serwisie EDUKACJA

    Dzieje jej rodziny są równie niezwykłe i związane z podkielecką Ameliówką, letniskową miejscowością, nazwaną tak na cześć stryjecznej prababki pani Ewy, Amelii Wieszeniewskiej, która prowadziła tu na początku XX wieku pensjonat.

    Emigracja stanu wojennego

    By wyjaśnić, w jaki sposób Polka, Ewa Klonowski znalazła się w 1996 roku w Bośni jako specjalista od antropologii sądowej trzeba cofnąć się do 1981 roku. W grudniu pani Ewa, wraz z mężem i wnuczkiem jechała na narty, wiadomość o wprowadzeniu stanu wojennego zastała ich w Austrii. Decyzja o tym by nie wracać zapadła szybko, a kiedy Islandia ogłosiła, że przyjmie 20 Polaków, specjalistów z medycyny wystąpili o azyl. Pani Ewa, antropolog sądowy znalazła pracę w Rejkiaviku. - Antropologia sądowa, to najnowsza gałąź antropologii, która na początku lat osiemdziesiątych minionego stulecia zaczęła rozwijać się w USA - wyjaśnia. Antropolog sądowy zajmuje się badaniem szczątków kostnych osób, które zginęły, umarły w nienaturalny sposób.

    Skąd u kobiety takie zainteresowania? - Lubię kości, one do mnie mówią i nigdy nie kłamią. Jestem przekonana, że badanie grobów było moim przeznaczeniem.

    Ewa Klonowski wspomina o pierwszej ekshumacji, która dotyczyła jej rodziny. Dziadek zginął w Katyniu, jego szczątki odkryto w czasie pierwszych ekshumacji przeprowadzonych w czasie wojny przez Niemców. Zidentyfikowano go dzięki kartce od żony, babci pani Ewy, która nosiła imię Elwira. - Ja także noszę to imię - dodaje.

    Co może antropolog

    Do Bośni trafiła w 1996 roku z delegacją z Trybunału Haskiego, jesienią 1995 roku rozpoczęły się pierwsze ekshumacje. Po trwającej 3,5 roku wojnie oficjalnie mówiono o 105 tysiącach zabitych, z czego 30 tysięcy osób uznano za zaginione. - Świat wiedział o masowych mordach dokonywanych przez Serbów na Bośniakach. Na zdjęciach satelitarnych widać grupy ludzi, wykopane przez maszyny potężne dziury a na kolejnych wyrównany teren. Po dwóch tygodniach po wymordowaniu mieszkańców Srebrenicy a zabito tam 8372 mężczyzn, świat wiedział o tej zbrodni - opowiada pani Ewa. Serbia broniąc się przed oskarżeniami zaczęła ukrywać groby, przenosić ciała w inne miejsca. - Bywało, że szczątki jednego człowieka znajdowaliśmy w czterech różnych oddalonych od siebie nawet o 30 km miejscach. By utrudnić odkrycie masowych grobów na pomordowanych zrzucano szczątki zwierzęce z rzeźni.

    - Skala okrucieństwa, z jaką spotkałam się w Bośni była porażająca - dodaje. Czasami po kilku godzinach podróży terenowymi samochodami docieraliśmy do górskich wiosek, a właściwie tego, co po nich zostało, bo w czasie wojny Serbowie mordowali wszystkich. Często podpalali domy i dzisiaj nie jesteśmy w stanie, dysponując garstką prochów zidentyfikować kim są zamordowani.

    Z ciałami z masowych grobów jest mimo wszystko łatwiej. - Antropolog "czytając" kości może określić płeć, wiek, wzrost zmarłego, dzięki śladom po złamaniach, badaniu zębów można współpracując z rodzinami ustalić, kim byli pomordowani i do 2003 roku tak wyglądała identyfikacja. Ostatnio podstawowe są badania DNA.

    Ciągle szukają

    Zanim jednak antropolog może przystąpić do badania trzeba znaleźć grób i przenieść z niego szczątki. - Dzisiaj, po blisko 16 latach od zakończenia wojny wcale nie jest to takie proste. Brakuje świadków, a rzadko się zdarza by Serbowie chcieli z nami współpracować, chociaż czasami za pieniądze. Ciągle szukamy 13,5 tysiąca osób.

    Niekiedy pomaga przypadek. Gdy po awarii jednej z zastaw trzeba było o kilka metrów obniżyć poziom wody w Drinie w mule pokazały się ludzkie kości. - Całą ekipą chodziliśmy po brzegu kopiąc, prawdopodobnie gdyby woda zeszła jeszcze niżej znaleźlibyśmy kolejne ofiary. Serbowie na moście nad Driną zamordowali około 1000 osób z Wiszegradu.

    Ciała pomordowanych chowano też w jaskiniach. Nie wszyscy mieli szczęście zginąć od razu, ci którzy przeżyli strzał i upadek z dużej wysokości, obrzucenie granatami konali potem z głodu, ran.
    Ewa Klonowski tak jak reszta ekipy chwyta w Bośni za łopatę i kilof, schodzi do jaskiń. Dopiero później, w potężnym magazynie w Sanskim Moście, gdzie na półkach i stołach spoczywają szczątki kilkuset osób, rozpoczyna się żmudny proces identyfikacji.

    Prawo do pożegnania

    - Pracujemy równolegle ja i rodziny, które po strzępach odzieży, złamaniach, nietypowych mostach czy koronkach próbują rozpoznać bliskich. Tak jak mówiłam kości nie kłamią. Widać po nich, jakim torturom byli poddawani przed śmiercią ludzie. Jednak mimo tak bezspornych dowodów Serbowie nie przyznają się do winy. Początkowo zawsze towarzyszyła nam obstawa policji, teraz nie jest to konieczne - wyjaśnia antropolog. - Miejscowi odnoszą się do naszych badań obojętnie.

    Zupełnie inaczej niż rodziny, które mimo upływu czasu nie zaprzestają szukania bliskich, chcą pożegnać się z nimi, mieć miejsce, do którego będą przychodzić. W samej Srebrenicy udało się zidentyfikować 4200 osób. Każdego roku w rocznicę zabójstwa 11 lipca odbywa się pogrzeb kolejnych rozpoznanych. Na potężnych cmentarzach otaczających miasto spoczywa 4200 zabitych. W tym roku przybędzie około 500 nowych grobów.

    Reakcje bliskich, którzy po latach szukania, ale i nadziei wreszcie dostają pewną wiadomość, że mąż, ojciec, dziecko nie żyją, jest bardzo różna. - Pamiętam córkę, która trzymała dłoń na czaszce swego ojca a ponaglana przez brata by już iść odparła - "Pozwól mi jeszcze z nim pobyć". Pamiętam żonę, która chwyciła i całowała kości swego męża. Ale mam też szkielet chłopca, którego matka od kilku lat odmawia identyfikacji i zgody na pochówek. Nie przyjmuje do wiadomości, że jej dziecko nie żyje.
    Ewa Klonowski podkreśla, że to, co pozwala jej wytrzymać trudy takiej pracy, to przekonanie, że jest potrzebna. - Wiem, że ludzie czekają by móc pochować swoich bliskich, mają do tego prawo a ja mogę im pomóc.

    Dlatego do Bośni jeździ i będzie jeździć. Pasja, z jaką mama wykonuje zawód okazała się zaraźliwa i starsza córka także została antropologiem, w wakacje pracowała jako wolontariusz w Bośni.

    W podziękowaniu za to niezwykłe zaangażowania rząd Bośni nadał pani Ewie honorowe obywatelstwo. - Dzisiaj jestem więc obywatelką Islandii i Bośni.

    Korzenie w Ameliówce

    W Polsce bywa dosyć często, bo tu mieszka mama i reszta rodziny. Ewa Klonowski jest bohaterką dwóch książek "Jakbyś kamień jadła" Wojciecha Tochmana i "Urodziłam się pod łopatą" Ryszarda Bilskiego. To właśnie promując tę książkę spotkała się z czytelnikami w bibliotece w Masłowie.

    Przybyła na nie Małgorzata Czernikiewicz kuzynka pani Ewy, prawnuczka Hilarego Wieszeniewskiego, który pod koniec XIX wieku kupił folwark Mąchocice i wystawił pensjonat Ameliówka, nazwany tak na cześć żony Amelii. Pensjonat cieszył się ogromnym powodzeniem, gościł w nim nawet prezydent Mościcki.

    Ewa Klonowski jest prawnuczką brata, Hilarego, Mikołaja, jednak obie panie zobaczyły się w Masłowie po raz pierwszy. Pani Ewa mogła spełnić swe marzenie o odwiedzeniu Ameliówki, którą dobrze znała i ciągle wspomina jej mama, Danuta Warzyszyńska.

    Spotkanie w Ameliówce było wzruszające, bo mieszka tam także mama pani Małgorzaty, Ewa Kofroń. Ona doskonale pamięta wojenne czasy, kiedy rodzice pani Ewy poznali się działając razem w oddziale ybranieckich, w którym Danusia była łączniczką. - Ale gdy byli tutaj nie patrzyli na siebie, udawali, że nic ich nie łączy, bo nie wolno było romansować - mówi Ewa Kofroń.

    Po wojnie uciekając przed prześladowaniami nowej władzy Kofroniowie i Warzyszyńscy wyjechali pod Wrocław, ale i tam, kiedy poznano ich przeszłość nie dawano im spokoju.
    - Pamiętam, że jako kilkuletnie dziecko byłam z rodzicami w Kielcach, kiedy wujka, Barabasza zwolniono z więzienia. Otrzymał mieszkanie przy Sienkiewicza. Okazało się, że było ono na podsłuchu, bo komunistom zależało na wyłapaniu wszystkich partyzantów - opowiada Ewa Klonowski.

    Kofroniowie wrócili do Ameliówki na początku lat 70. Babcia i mama, Zofia Kofroń prowadziły letnisko. Dzisiaj pensjonat jest nieczynny. - Miejsce jest przepiękne - zachwycała się ciesząc z odwiedzin i poznania nowych krewnych Ewa Klonowski. - Jeśli tylko stan zdrowia mamy pozwoli przyjedziemy w sierpniu powspominać dawne czasy. Mama do dzisiaj pamięta jak babcia Elwira grała na pianinie. A na cmentarzu w Kielcach pochowany jest brat mamy.

    Wkrótce pani Ewa wraca do Bośni, do pracy, bo tam ciągle na identyfikację czeka 13,5 tysiąca zaginionych, zamordowanych w czasie wojny osób. - Często zadaję sobie pytanie jak to było możliwe, przecież to działo się tak niedawno - mówi Ewa Klonowski. - Nie znajduję odpowiedzi a jedyne co mogę, to pracować z umarłymi.

    Czytaj treści premium w Echu Dnia Plus Świętokrzyskim

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Wideo

    Galerie zdjęć

    Polecamy

    Rolnik Roku 2018 | Finał [zdjęcia, wideo]

    Rolnik Roku 2018 | Finał [zdjęcia, wideo]

    Święta 2018

    Święta 2018