Pogrzeb Zdzisława Mojeckiego, znanego działacza sportowego, przedsiębiorcy. Mszy w katedrze w Kielcach przewodniczył biskup [ZDJĘCIA]

Dorota Kułaga
Dorota Kułaga

Wideo

Zobacz galerię (61 zdjęć)
Wiele osób uczestniczyło w pogrzebie Zdzisława Mojeckiego, który zmarł w Wielką Sobotę w Kielcach po ciężkiej chorobie w wieku 65 lat. To były pięściarz Błękitnych Kielce, znany działacz sportowy, wielki miłośnik futbolu, założyciel MOZ Kielce oraz prezes Cechu Rzemieślników i Przedsiębiorców Branży Budowlanej. Mszy żałobnej w Bazylice Katedralnej w Kielcach przewodniczył ksiądz biskup Marian Florczyk.

W mszy żałobnej uczestniczyli najbliżsi, sportowcy, trenerzy, działacze - przedstawiciele Korony Kielce, Łomża Vive Kielce, nie istniejącego już klubu Błękitni Kielce oraz innych klubów, związków sportowych. Byli reprezentanci Urzędu Miasta, liczna delegacja Cechu Rzemieślników i Przedsiębiorców Branży Budowlanej. Wiele osób stało przed kościołem, ponieważ ze względu na obostrzenia nie wszyscy mogli wejść do świątyni. Z osób ze świata sportu byli między innymi Michał Gębura, były reprezentant Polski w piłce nożnej, Radosław Wasiak, były reprezentant Polski w piłce ręcznej.

-Jesteśmy przekonani, że tę drogę do nieba, do domu Ojca pokonał zmarły Zdzisław. Chcemy dziś modlić się za Zdzisława, dziękując też dobremu Bogu za dar jego życia - mówił na początku mszy świętej ksiądz biskup Marian Florczyk. Przewodniczył on mszy świętej w Bazylice Katedralnej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Kielcach, a koncelebrowało ją kilku kapłanów, między innymi ksiądz Krzysztof Banasik, kapelan Korony Kielce i duszpasterz kieleckich sportowców.

- Usłyszeliśmy dzisiaj słowa świętego Pawła: Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie. Chrześcijanin nie żyje dla siebie, nie jest egoistą, który próbuje sobie wygodnie ułożyć życie. Chrześcijanin to nie ten, któremu wszyscy powinni nadskakiwać. Chrześcijanin to człowiek, który żyje miłością do drugiego człowieka, który służy, który po kawałku daje siebie tym, których kocha, z którymi idzie przez życie. Ci którzy znali Zdzisia, byli blisko niego, wiedza, że on siebie dawał, on nie żył dla siebie - powiedział w homilii ksiądz Krzysztof Banasik.

Przypomniał życie Zdzisława Mojeckiego, powołując się na świadectwo żony Alicji. Urodził się 10 lipca 1955 roku w miejscowości Gościno niedaleko Kołobrzegu. W młodym wieku zmarli jego rodzice, dlatego ciężko pracował, żeby się utrzymać. Przez cztery sezony pracował na plażach w Rewalu jako instruktor pływania i ratownik wodny. W 1979 roku zajął pierwsze miejsce w maratonie pływackim. Po powrocie do Kielc trenował boks w Błękitnych Kielce - stoczył 36 walk, był wicemistrzem okręgu w wadze lekkośredniej. Członek i działacz zarządu Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Za swoje zaangażowanie w sporcie był wyróżniony złota odznaką „Zasłużony działacz kultury fizycznej”, złota odznaką „Zasłużony dla WOPR, laureat nagrody Prezydenta Kielc w 1998 roku. Uwielbiał sport. Założył drużynę MOZ Kielce, która z powodzeniem występowała na Mistrzostwach Polski Oldbojów w piłce nożnej. Regularnie chodził na mecz Korony Kielce i na spotkania w niższych ligach. Nie opuszczał tez Turniejów Sylwestrowych imienia Jerzego Wójcika. Chodził również na mecze Łomża Vive Kielce i kibicował mistrzowi Polski w piłce ręcznej. Był organizatorem wielu turniejów charytatywnych, sam z powodzeniem grywał w piłkę nożną w drużynie MOZ Kielce. Był dobrym mężem, ojcem i dziadkiem. Sakrament małżeństwa z Alicją zawarli w 1984 roku. Dwa lata później urodziła się córka Katarzyna, a w 1989 roku syn Karol. Cztery lata temu został szczęśliwym dziadkiem.

-Wiara była dla niego bardzo ważna. Dbał o życie sakramentalne, o niedzielną mszę świętą, na którą najczęściej uczęszczał do tej świątyni. Jego życie było z górnej półki. W ostatnich miesiącach niósł krzyż swojej choroby. Niósł go mężnie, godnie, bez narzekania. Silny mężczyzna został złamany przez wyniszczającą chorobę nowotworową. Bodajże trzy tygodnie temu byłem u niego w domu. Udzieliłem mu namaszczenia chorych i komunii świętej. Bardzo pragnął tych sakramentów i świadomie, z wiarą je przyjął. Odszedł pojednany z Bogiem na rękach swojej kochanej żony Alicji w Wielką Sobotę w przeddzień zmartwychwstania Chrystusa - mówił w pięknej osobistej homilii ksiądz Krzysztof Banasik.

Był osoba niezwykle lubianą, życzliwą, chętną do pomocy. To wielka strata dla środowiska sportowego w naszym mieście. Odszedł w Wielką Sobotę, 3 kwietnia, po ciężkiej chorobie. Miał 65 lat. Został pochowany na cmentarzu w Cedzynie.

Dodaj ogłoszenie