Reżyser milczy

Marcin Radzimowski
W środowisku filmowców i także zwykłych pożeraczy filmów, burzę wywołała ostatnio wypowiedź ministra kultury i dziedzictwa narodowego, Piotra Glińskiego. Otóż profesor Gliński wyraził publicznie zdumienie i rozczarowanie faktem, że organizatorzy tegorocznego Festiwalu Filmowego w Gdyni nie dopuścili do konkursu „Historii Roja”.

Słowa ministra odebrał bardzo osobiście dyrektor artystyczny festiwalu Michał Oleszczyk, choć nie on jednoosobowo odpowiadał za decyzję komisji selekcyjnej. Słowa ministra Glińskiego odnoszącego wrażenie, że „decyzja ta nie miała związku z jego artystyczną wartością”, odebrał, jak twierdzi, z bólem serca. I zupełnie nie zgadza się ze zdaniem szefa resortu kultury, oceniając poziom artystyczny filmu jako niewystarczający do finałowego konkursu.

Film „Historia Roja” obejrzałem, moim zdaniem to film przeciętny . Nie twierdzę, że był beznadziejny, bo za taki go nie uważam. Ja, zwykły widz, skupiłem się jednak na samej tematyce tej produkcji. A to przecież pierwszy film fabularny o żołnierzach wyklętych. Dobrze, że powstał na przetarcie szlaków. Jedno z kwestii technicznych zwróciło moją uwagę - kiepski montaż dźwięku i jednocześnie dobra muzyka Michała Lorenca.

Krytycy filmowi od samego początku nie pozostawiali suchej nitki na twórcach „Historii Roja”. Bałagan w scenariuszu, banalne dialogi, film fatalny warsztatowo, niechlujny i chaotyczny, urągający sztuce filmowej. To tylko niektóre, te mniej przykre dla twórców tej produkcji, opinie. Inni reżyserzy wolą nie oceniać cudzego filmu, bo swojego gniazda się nie kala.

Aż tu nagle pojawił się ekspert od filmów. I to prosto z ministerstwa kultury i dziedzictwa narodowego - Piotr Gliński. Nie jego starszy brat Robert Gliński, reżyser filmowy i teatralny, który z racji wykształcenia i wykonywanego zawodu mógłby być ekspertem. Dodajmy, że jego „Cześć Tereska” zdobyła nagrodę na festiwalu w Gdyni. Ministerialny ekspert od filmu i teatru dał już wcześniej wyraz „walki ze złem” przy okazji premiery spektaklu „Śmierci i dziewczyny” w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Teraz kolejny pokaz.

Profesor Piotr Gliński wyrażając zdziwienie odrzuceniem „Historii Roja” (obok 30 innych filmów) z konkursu w Gdyni zapomniał najwyraźniej, że na filmach się zna tak, jak większość z nas. Słabo. Zapomniał, że to nie jakiś tam przegląd twórczości w Gniotach Sporych, lecz najważniejszy festiwal filmowy w Polsce. Festiwal zauważany w Europie. I o nagrody mają w nim walczyć filmy bardzo dobre, a nie mierne, które nominacje dostają jedynie za podjęty temat. Gdyby miało się to zmienić, mogłoby dojść do fatalnej sytuacji - masowo zaczęłyby powstawać gnioty filmowe. Gnioty słuszne tematycznie, mogące liczyć na dofinansowanie z ministerstwa.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie