Tak działa Mat - Mas z Bęczkowa, czyli Agro-Biznes 2017. "Smak naszych wyrobów jest jak narkotyk"

Marzena Ślusarz
- O, te już gotowe - pan Damian precyzyjnym okiem dogląda wędzenia. Dawid Łukasik
Tadeusz Matuszewski na rodzinnym gruncie i pokoleniowym doświadczeniu zbudował przedsiębiorstwo Mat-Mas w Bęczkowie, które zdobyło zwycięski tytuł w akcji „Echa Dnia”. Pracowitość zgrywa się tu z zamiłowaniem.

Mat-Mas, firma zajmująca się produkcją i sprzedażą tradycyjnych wyrobów wędliniarskich, otrzymała tytuł Agro - Biznes 2017 województwa świętokrzyskiego. Ten nowoczesny zakład oparty o rodzinne tradycje prowadzony jest w Bęczkowie w gminie Górno w powiecie kieleckim od 2014. Przekazywane z pokolenia na pokolenie metody wyrobu swojskich kiełbas, szynek, kaszanek, salcesonów, pasztetów, schabów, boczków i smalcu dopracowane przez doświadczenie podbijają podniebienia absolutnie każdego, kto ich skosztuje.

Pasja życiowa i rodzinna
W domu pana Tadeusza swojskie wędliny wyrabiało się „od zawsze”. – Kiedyś na wsiach w domostwach często biło się świnie. U nas zawsze wszystko było naturalne, zdrowe i smaczne – wspomina pan Tadeusz. – Tata zaszczepił we mnie zamiłowanie do takiej roboty. Już kiedy byłem nastolatkiem lubiłem pomagać, potem sam próbowałem swych sił. Szczęśliwy byłem, kiedy wychodziło i było dobre, a gdy innymi smakowało, to już w ogóle… - dodaje. Nigdy nie zaprzestał wyrabiania na swój użytek, ale z czasem przybywało osób, którzy chcieli nie tylko próbować, ale też i kupować. – Nie było wyjścia, musiałem zarejestrować działalność i zacząć pracę na większą skalę. Był to 2014 rok – mówi Tadeusz Matuszewski.

Zakład szybko zaczął prosperować pełną parą. Do pomocy z chęcią włączył się najstarszy syn – Damian. Skończył budownictwo na Politechnice Świętokrzyskiej i z wielkim zapałem wspólnie z tatą buduje rodzinny biznes. Gołym okiem widać, że panowie doskonale się rozumieją i wspierają. – Na szczęście zajmuje się wszystkim sprawami związanymi z urzędami, papierkami, weterynarią, nie stroni od roboty. Dzięki temu, że jest i tak dobrze ogarnia prace, możemy sobie z żoną pozwolić na weekendowy odpoczynek, nie co tydzień oczywiście, ale od czasu do czasu. – mówi pan Tadeusz. A ponadto ma zacięcie marketingowe i promocyjne. Podpowiada tacie ciekawe rozwiązania i pomysły.

- Nasze wyroby są przygotowywane wedle tradycyjnych receptur z wykorzystaniem naturalnych przypraw, jak sól, pieprz, zioła, czy czosnek. Nie ma w nich ani grama wypełniaczy, czy środków konserwujących - mówią Damian (z lewej) i Tadeusz Matuszewski. Dawid Łukasik

Przy pracach biorą udział także pozostali członkowie rodziny. Młodsi synowie – Adam i Karol, a także córka Marta i żona Bożena. – Mężczyźni szykują mięsa, a dziewczyny najczęściej zmywają i sprzątają. Mamy też pracownicę, Grażynkę, która jest nieocenioną pomocą. My dziś wędzimy wędliny, a ona już przygotowuje salcesony na jutro – wyjaśnia. - Wiedza ze studiów przydaje mi się na co dzień. Nie mam problemów ze sprawami urzędowymi, formalnościami, czy programami graficznymi - podkreśla pan Damian.

Bazą naturalność
A jak wyglądają prace? Dzień w dzień panowie mają pełne ręce roboty. Skupują świnie od okolicznych rolników, dostarczają je do ubojni, odbierają przebadane półtusze, przygotowują mięsa, wędzą, gotują, rozwożą do sklepów i sprzedają. - W sezonie przedświątecznym, kiedy mamy najwięcej zamówień i jest najciężej, do prac zaangażowani są absolutnie wszyscy. I każdy z nas uwija się jak w ukropie. Musimy sprostać wymaganiom klientów - mówią panowie.

Na każdym etapie dbają o jakość surowca. - Wiem, że w jakich warunkach hodowane są świnie, mam wielu stałych dostawców, którym ufam w pełni. Oni zapewniają jakość wieprzowiny i wołowiny, na której my bazujemy - tłumaczy Tadeusz Matuszewski. Ale jakość mięsa to dopiero początek sukcesu. - Wypracowaliśmy już odpowiednie proporcje mięs, przypraw, takich jak sól, pieprz, czosnek, ziół. Wszystko jest naturalne, zdrowe, pozbawione konserwantów, wypełniaczy i wszystkiego, co sztuczne. Nie zdradzimy receptur oczywiście, to tajemnica zawodowa. Zawsze smakujemy, czy jest dobre, czy udało się osiągnąć ten właściwy smak - podkreślają panowie.

Smak, który uzależnia

- I każdy, kto kosztuje chwali. Sam smak jest najlepszą reklamą, my tylko korzystamy z okazji do podsunięcia potencjalnym klientom wędlin do degustacji- mówi pan Damian. Panowie przyznają, że obecność na festynach i regionalnych imprezach, konkursach jak „Nasze Kulinarne Dziedzictwo”, a także przyznawane znaki jak „Dziedzictwo Kulinarne”, czy wpis na Listę Produktów Tradycyjnych Województwa Świętokrzyskiego są znakomitą formą promocji. Wszystkie znaki potwierdzają jakość wyrobów, są cenną informacją dla klientów.

- Na różnorakich imprezach zdobywamy klientów, nawet dużych. Chociażby, w Sandomierzu nawiązaliśmy kontrakt z panią, która spróbowała naszych wyrobów. Tak jej posmakowały, że zamawia u nas znaczne ilości do swoich sklepów - przypomina pan Tadeusz. - Ale to dzięki sukcesowi w konkursie Echa Dnia staliśmy się rozpoznawali w całym województwie. Odczuwamy miłe gesty, były gratulacje, ale mamy też więcej klientów, niektórzy przyznają, że dowiedzieli się o nas z Echa - dodaje pan Tadeusz. Sami jeszcze w trakcie konkursu słyszeliśmy wyłącznie rewelacyjne opinie o wędlinach z zakładu Matuszewskich. Ale dopiero po finale mieliśmy okazję skosztować. Jak możemy je opisać? Istne niebo, delikatne, pieprzne, rozpływające się w ustach. - Mamy liczne dowody na to, że jak ktoś raz spróbował, nie przestanie po nie sięgać. Jeden z moich znajomych stwierdził nawet, że kiełbasy, szynki, wszystkie zresztą wyroby, są jak narkotyk. Uzależniają swoim wyjątkowym smakiem - relacjonuje pan Tadeusz.

Pomysłów nie brakuje

Liczne sukcesy i słowa uznania nikomu tu nie uderzyły do głowy. Dla pana Matuszewskiego i jego rodziny to motywacja i zobowiązanie do skrupulatnej pracy. - Jak wiemy, że to tak smakuje, to nam się też chce pracować. Do głowy przychodzą kolejne pomysły. Poza tradycyjnymi wyrobami, klientom bardzo przypadła do gustu wędlina podobna do popularnej krakowskiej, ale zrobiona po bęczkowsku, czy ostatnio schab staropolski z delikatnym paskiem tłuszczyku, coraz szersze grono fanów mają pasztet i kabanosy - opisuje Tadeusz Matuszewski. Po cichu opracowuje receptury nowych produktów. Oczywiście ich nazw nie zdradził, ale uchylił rąbka tajemnicy mówiąc, że może salceson czarny...

Wideo

Dodaj ogłoszenie