36 lat "Solidarności". Jak jest z ideałami?

Paweł Więcek
Ryszard Cichy, jeden z twórców świętokrzyskich struktur „Solidarności”.
Ryszard Cichy, jeden z twórców świętokrzyskich struktur „Solidarności”. Dawid Łukasik
W 36. rocznicę podpisania "Porozumień sierpniowych" co dało podwaliny do powstania „Solidarności” pytamy, czy ideały, które znalazły się na sztandarach związku, są nadal aktualne.

Odpowiadają ludzie, którzy tworzyli związek w 1980 roku. Impuls do jego powstania dały zawarte w nocy z 30 na 31 sierpnia tak zwane Porozumienia Sierpniowe. Na ich mocy 17 września powołano do życia Niezależny Samorządny Związek Zawodowy"Solidarność" Jak dziś patrzą na ten ruch, jego osiągnięcia po 36 latach ? Mówią Waldemar Bartosz i Ryszard Cichy.

Waldemar Bartosz, od 1990 roku przewodniczący „Solidarności” w regionie, jeden z jej twórców: – Z dzisiejszej perspektywy dwie rzeczy są bardzo ważne. Po pierwsze - świadomość, że od roku 80. upłynęło 36 lat, czyli półtora pokolenia. Ci ludzie mają prawo pytać, co daje dziś „Solidarność”. Nasz ruch pokazał drogę do demokracji bez przemocy. Ta transformacja odbyła bez stłuczenia choćby jednej szyby w sklepie. Druga nauka - wspólnie realizowane cele są ważne. One skupiają miliony ludzi. Jestem przekonany, że hasło „dokończyć rewolucję Solidarności” wciąż dużo mówi, choćby to, że człowiek jest drogą do sukcesu, że należy respektować elementarne prawa pracownicze. Ideały „Solidarności” są nadal aktualne i zawsze będą. Dobrze by było, gdyby wokół tych celów budować wspólnotę, bo tego nam brakuje. Odbudowa wspólnoty to jeden z warunków dobrego państwa.

Ryszard Cichy, jeden z twórców świętokrzyskich struktur „Solidarności”: – To już nie jest ten związek, który był kiedyś. Inni ludzie, inne nastawienie. Dziś w sporym stopniu „Solidarność” jest organizacją działaczy, a w mniejszym stopniu związkiem pracowników. Nie ma solidaryzmu. Kiedyś wielkie zakłady opowiadały się po stronie słabych. Dziś są korporacje, wąskie, zamknięte grupy interesów. Tam, gdzie jest sprzeczność między kapitałem a pracą, istnieje w sposób naturalny miejsce dla związków zawodowych. Tam, gdzie są mądrzy ludzie, sensowni działacze, którzy umieją służyć, a nie dbać o siebie, takie związki mają rację bytu i są dużym wsparciem, także dla pracodawców. Z punktu, gdzie króluje populizm, jest bardzo krótka droga do niczego albo do rzeczy złych dla samego zakładu i dla ludzi pracy.

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Pracownik MPK

Poseł Bogdan Latosiński atakuje radnych wojewódzkich. – Zapamiętam wam to do końca życia - mówi

Bogdan Latosiński, radny sejmiku województwa świętokrzyskiego i poseł elekt w niezbyt miłych okolicznościach pożegnał się z sejmikiem przed objęciem mandatu poselskiego - Jestem wierzący, ale życzę tym, którzy wstrzymali się od głosu i stoją za tą patologią, by sami jej zaznali – mówił na koniec XVI sesji sejmiku województwa ustępujący radny.
Żegnający się z funkcją radnego wojewódzkiego Bogdan Latosiński (został wybrany na posła w niedzielnych wyborach parlamentarnych z listy Prawa i Sprawiedliwości) miał pretensje, że część radnych wstrzymała się od głosu w głosowaniu nad uchwałą, którą złożył klub radnych Prawa i Sprawiedliwości.

reklama
 

Sprawa dotyczyła nieprawidłowości przy zmianie nazw miejscowości w gminie Pierzchnica. Chodzi między innymi o Gumienice - Straszniów, czyli miejscowość, w której mieszka nowy poseł. Kilkanaście miesięcy temu władze gminy zdecydowały o odłączeniu z nazwy miejscowości drugiego członu, a to według radnego Latosińskiego rażące naruszenie prawa. Radny powołuje się na prawomocny wyrok Sądu Najwyższego, który zdecydował, że Wójt Pierzchnicy złamał prawo. 
Radni Prawa i Sprawiedliwości, a konkretnie Bartłomiej Dorywalski wystąpili więc z wnioskiem o poruszenie sprawy na sesji, ale...nie mięli go na piśmie. Chcieli przesłać go drogą elektroniczną, jednak na to nie zgodził się przewodniczący Sejmiku Województwa, Arkadiusz Bąk. Zarządził jednak kilkunastominutową przerwę w obradach, podczas której radni PiS-u zdołali wydrukować i podpisać wniosek. W późniejszych minutach został on nawet przez radnych przyjęty (za zagłosowało dziesięć osó B). 
- Dla mnie w ogóle zajmowanie się numeracją domów w miejscowościach w ogóle nie leży w obowiązkach sejmiku. Niedługo może będziemy decydowali i o kolorze płotów przy posesjach - mówił nam po zakończeniu sesji Arkadiusz Bąk. 
Podczas głosowania sześciu radnych wstrzymało się jednak od głosu. I choć trudno w to uwierzyć, bo sprawa zakończyła się ostatecznie przecież po myśli radnych Prawa i Sprawiedliwości, prawdopodobnie właśnie to rozwściekliło radnego Latosińskiego. 
- Chociaż jestem wierzący, życzę wszystkim, którzy wstrzymali się od głosu i stoją za tą patologią, żeby sami jej zaznali. Zapamiętam Wam to do końca życia i życzę wam jak najgorzej – grzmiał na koniec sesji Latosiński. Jego słowa nie pozostały bez odpowiedzi. 
- Jestem zażenowany Pana zachowaniem. Przykro mi bardzo, że żegna się pan w takim stylu z Sejmikiem Województwa, a dodatkowo wstyd mi, że nie zna przepisów. Jeżeli jest pan rzeczywiście wierzący, miejmy nadzieję, że Bóg to panu wybaczy takie zachowanie– odpowiadał Arkadiusz Bąk, przewodniczy Sejmiku Województwa Świętokrzyskiego. 
Szesnasta sesja Sejmiku Województwa Świętokrzyskiego zakończyła się więc w przykrych okolicznościach, chociaż rozpoczęła się od miłego akcentu. Czterej radni, którzy dostali się do Sejmu (Andrzej Kryj, Kazimierz Kotowski, Krystian Jarubas i Bogdan Latosiński) zostali oficjalnie pożegnani przez zarząd województwa.
 

 
P
Pracownik MPK

Konflikt w kieleckim MPK. Restrykcje za obrażanie posła i krytykę organów

Janusz Kędracki Wyborcza

05.08.2016 00:00

 

Jednego z kierowców usunięto z "Solidarności", ponieważ "obrażał i rozliczał" posła Bogdana Latosińskiego, honorowego przewodniczącego związku. Drugi został zwolniony z pracy, bo krytykował "organy pracodawcy".

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej

"Nie może tak być, by obrażał i rozliczał bezpodstawnie przewodniczącego, w tej chwili honorowego przewodniczącego Bogdana Latosińskiego oraz obrażał emerytów" - tak wniosek o wykluczenie Andrzeja Łakomca z "S" uzasadniło koło emerytów i rencistów przy MPK.
- Naraziłem się im, bo powiedziałem, że nie płacą składek, a chcą korzystać z pieniędzy związkowych - mówi Łakomiec, który do "S" wstąpił 27 lat temu. Jak twierdzi, z Latosińskim do niedawna byli w dobrej komitywie. - Robiłem mu kampanię, chodziłem po ludziach, żeby głosowali na niego - przekonuje.
Co zatem zaszło między nimi? - Posłowi nie spodobało się, że upomniałem się o pracowników ośrodka wczasowego w Rowach, którym zarządza związek. My walczymy z umowami śmieciowymi, a tam się zatrudnia ludzi na takie umowy - podkreśla Łakomiec. I dodaje, że naraził się też głośną krytyką decyzji o odwołaniu dyrektora i jednego z kierowników w zakładzie. - Ale nigdy go nie obrażałem - zapewnia.
Bogdan Latosiński przez 23,5 roku był szefem "S" w MPK. Po wyborze na posła z listy PiS musiał pożegnać się z tą funkcją, został przewodniczącym honorowym. Jest także przewodniczącym rady nadzorczej spółki pracowniczej Kieleckie Autobusy, która ma większość udziałów w MPK. - Mnie nie pasuje się tłumaczyć - mówi pytany o sprawę Łakomca. Przyznaje, że osobiście nie został przez niego obrażony. Kierowca miał się jednak o nim źle wypowiadać do innych pracowników. - Prawdopodobnie mu się nie podobam politycznie. Zarzucał, że rządzę zakładem, że trzeba mnie odciąć od firmy i związku - twierdzi Latosiński.
Za wnioskiem emerytów o wykluczenie Łakomca z "S" zagłosowało 19 członków komisji zakładowej, jeden głos był nieważny. Odwołał się do walnego zebrania delegatów, ale to odwołanie rozpatrywała znów ta komisja i wynik głosowania był ten sam. Łakomiec poskarżył się do zarządu regionu, że złamano statut związku. - Zgodnie ze statutem osoba wykluczona ma prawo odwołać się do walnego zebrania. Dopóki to zebranie nie zajmie stanowiska, zarząd regionu nie ma prawa się tym zajmować - wyjaśnia Waldemar Bartosz, przewodniczący świętokrzyskiej "S".
Nie wiadomo, czy walne zebranie będzie się zajmować jeszcze Łakomcem, ponieważ w czerwcu został zwolniony z MPK pod zarzutem braku dbałości o powierzony autobus. Nie zgadza się z tym i skierował sprawę do sądu pracy. Uważa, że za zwolnieniem stoi Latosiński.
- Szkoda mi, że kolegę Łakomca wykluczono ze związku. A łączenie zwolnienia z moją osobą jest niedopuszczalne - przekonuje poseł.
- To Latosiński napisał wniosek emerytom. Bez niego żadnej decyzji nie może być, cały czas jest w zakładzie. Na walnym zebraniu mówił ludziom, że jako przewodniczący rady nadzorczej jest nad wszystkimi, nazwał się nadprezesem - mówi z kolei Łakomiec.
Jego sprawę sąd pracy ma rozpatrywać we wrześniu W ubiegłym tygodniu odbyło się już pierwsze posiedzenie sądu dotyczące innego kierowcy, także wieloletniego członka "S", który został zwolniony tego samego dnia co Łakomiec z zarzutem m.in. "przekroczenia granic dozwolonej krytyki wobec przełożonych i organów pracodawcy".  W odpowiedzi na pozew ten pracodawca, czyli MPK, jako swoich świadków podał pięciu członków "S", w tym Bogdana Latosińskiego. Czy poseł, który ciągle powtarza, że zawsze pozostanie związkowcem, będzie zeznawał przeciw koledze ze związku? - Poprosiłem prawniczkę, żeby wykluczyć mnie z tej sprawy - zapewnił nas poseł Latosiński.
Prezes MPK Elżbieta Śreniawska na temat zwolnień obu kierowców przed rozstrzygnięciem sądu nie chce się wypowiadać. Obecny przewodniczący komisji zakładowej "S" Andrzej Tutaj pytany, jakie związek zajął w tej sprawie stanowisko, unika jednoznacznej odpowiedzi. - To są wewnętrzne sprawy - mówi.

 

P
Pracownik MPK

Ciepła posada związkowca

 

Ile w "biednym" Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacji zarabia przewodniczący związku zawodowego

Obecnie w Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacji w Kielcach pracuje 630 osób. Wśród nich około 380 to kierowcy, a 35 osób to pracownicy umysłowi, w tym jest dziesięciu dyspozytorów ruchu. Pozostali zatrudnieni to: mechanicy, pracownicy zajezdni i służby porządkowe.

 

Najgłośniej w spółce komunikacyjnej w Kielcach krzyczy jeden związek zawodowy. Narzeka na niskie pobory i nadużycia finansowe zarządu. Postanowiliśmy sprawdzić, dlaczego tak mało mówi o pensji związkowego szefa.

reklama
 

- Nie ukrywałem nigdy ile zarabiam, jest to średnia pensja wszystkich pracowników w firmie - mówi wymijająco o swoich poborach Bogdan Latosiński, przewodniczący NSZZ "Solidarność" w Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacji w Kielcach.
GRANICE REZYGNACJI
Udało nam się ustalić, że przeciętne wynagrodzenie miesięczne kierowcy z kilkunastoletnim stażem wynosi od 1200 do 1600 złotych na rękę. Prezes zarabia, po doliczeniu dodatku funkcyjnego, dostaje do ręki w granicach czterech, pięciu tysięcy złotych. Poborów nie podwyższano tu od dawna. Z dodatkowych wynagrodzeń, nagród i dodatków jubileuszowych spółka załoga zrezygnowała cztery lata temu, kiedy firma była niemal na skraju bankructwa. 
 

Związki w MPK

W Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacji w Kielcach działają trzy związki zawodowe. Najwięcej pracowników należy do Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego "Solidarność", który skupia 280 osób, jego przewodniczącym jest Bogdan Latosiński. Związek Zawodowy Pracowników Komunikacji Miejskiej z przewodniczącym Ryszardem Piskulakiem skupia 100 członków. Świętokrzyski Wolny Związek Zawodowy ma również około 100 członków, jego przewodniczącym jest Włodzimierz Adamczyk.
 

Jednak nie zrezygnowała z ciepłych posad dla związkowych szefów. Za własny gabinet, nieograniczony dostęp do telefonu i faksu, komputer z Internetem i ośmiogodzinny czas pracy szef  związku zawodowego na etacie w Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacji w Kielcach zarabia na rękę w granicach trzech i pół tysiąca złotych!
- Jestem przewodniczącym największego związku w spółce, który skupia 280 członków. Wedle ustawy przewodniczący związku zawodowego zrzeszający ponad 150 członków ma prawo do etatu. Jesteśmy związkiem, który najbardziej dba o załogę i patrzy na ręce zarządowi. My nie jesteśmy od podejmowania decyzji, tylko od krytykowania tych niedobrych dla załogi - twierdzi Bogdan Latosiński.
PSIE PIENIĄDZE
Kierowcy pracujący w kieleckim MPK o swoich pensjach mówią, że to "psie pieniądze", nie kryją jednak zdziwienia, gdy mówimy im o pensji przewodniczącego.
- To dwa razy tyle co ja! - dziwi się jedne z kierowców. - W życiu to trzeba umieć się ustawić. Praca kierowcy jest bardzo ciężka, świątek czy piątek trzeba wstawać i wozić ludzi starymi autobusami. Wyjeżdżając za bramę zajezdni mamy nad sobą widmo prokuratora, wystarczy mały nasz błąd, lub awaria samochodu i jak się komuś coś stanie, to idziemy do więzienia. To ogromna odpowiedzialność.
Bogdan Latosiński pytany o to ile zarabia nie chce wprost odpowiedzieć. Wymienia natomiast różne daty, kiedy to dobrowolnie miał zrezygnować z pensji.
- Jak trzeba było, to też siadałem za kierownicą i autobusem jeździłem, a w ubiegłym roku to nawet za cztery miesiące nie wziąłem pieniędzy, bo sytuacja w firmie była ciężka - wylicza przewodniczący "Solidarności".
Nieoficjalnie wśród załogi firmy mówi się, że związkowcy celowo namawiają kierowców do walki przeciwko prywatyzacji. Gdyby się powiodła sprzedaż firmy, związkowcy mogliby się pożegnać z ciepłymi posadkami, za niemałe pieniądze 

 

P
Pracownik MPK

Awantura w kieleckim MPK. Są oskarżenia i rezygnacja ze stanowiska

 

Konflikt między związkowcami „Solidarności” w Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacji w Kielcach. Wzajemne oskarżenia i rezygnacja przewodniczącego komisji zakładowej.

 

20 lutego odbyło się walne zgromadzenie delegatów NSZZ „Solidarność” w kieleckim MPK. Zebranie prowadził były przewodniczący komisji zakładowej związku, a obecnie poseł Prawa i Sprawiedliwości Bogdan Latosiński. - Miał potężne wystąpienie. Oczerniał ludzi, ale nie podawał nazwisk. Zresztą pan poseł od dłuższego czasu rozpowiada wiele rzeczy i krzywdzi ludzi swoimi wypowiedziami - opowiada jeden z uczestników „walnego” (prosi o anonimowość z obawy o możliwość utraty pracy). 

reklama

Na dowód tych słów mężczyzna prezentuje pismo, jakie na początku stycznia tego roku wystosował do związkowców Bogdan Latosiński. Poseł pisze, iż „grupa sfrustrowanych członków komisji wzięła sobie za cel walkę z nowo wybranym przewodniczącym chcąc doprowadzić do rozbicia związku, a więc do osłabienia zakładu” - czytamy. Zdaniem Bogdana Latosińskiego „angażowanie się niektórych osób w moją kampanię wyborczą nie było podyktowane wzmocnieniem pozycji naszego zakładu, a jedynie miało na celu pozbycie się mnie z zakładu i związku (według zasady nie udało się w dół, to daliśmy kopa do góry), aby realizować swoje prywatne plany”. Jak napisał Bogdan Latosiński, te osoby „nie mogąc pogodzić się, że ich plan się nie powiódł, atakują nowo wybranego przewodniczącego, aby go zdyskredytować, osłabić, rozbić związek, a następnie przejąć Radę Nadzorczą KASP (Kieleckie Autobusy Spółka Pracownicza)”. To spółka, która jest większościowym udziałowcem kieleckiego MPK. Na czele rady nadzorczej tego podmiotu stoi właśnie Bogdan Latosiński. 
 

Zdaniem opozycji poseł wciąż chce rządzić w zakładowej „Solidarności”. - To prezes nad prezesami. Dąży do tego, by szefem związku była osoba, która będzie go słuchać. Ktoś niezależny nie ma prawa bytu - twierdzi nasz rozmówca. Podczas „walnego” rezygnację z funkcji przewodniczącego komisji zakładowej złożył Sylwester Pytlak. Wybory nowego lidera związku zaplanowano na 5 marca. 
Bogdan Latosiński mówi, że w związku jest niewielka grupa niezadowolonych osób. Jego zdaniem to frustraci. - Chcieli zrobić skok na działalność gospodarczą „Solidarności”, czyli ośrodek wczasowy w Rowach i autokar. To potężna działka, ja to tworzyłem - podkreśla poseł. - „Solidarność” jest tak silnym związkiem, że da sobie radę z frustratami, którzy nie przyjęli werdyktu demokratycznego, jakim są wybory, i zaatakowali na całej płaszczyźnie przewodniczącemu, któremu zabraniali się kontaktować z władzami regionu „Solidarności” i moją osobą - dodaje Bogdan Latosiński. 
Poseł zaznacza, iż musi pozostawać w bieżącym kontakcie z MPK jako szef rady nadzorczej Kieleckie Autobusy Spółka Pracownicza oraz czynny działacz związkowy. - Zawsze mówiłem, że nie czuję się posłem tylko związkowcem chwilowo oddelegowanym do prac parlamentarnych. Jestem człowiekiem „Solidarności” - podkreśla. 

 

G
Gość

Tydzień z głowy. "Prosty robotnik" pisze do Wałęsy

                                                                                                                                                                               Janusz Kędracki

 14.12.2013 11:00

 

Przewodniczący "Solidarności" w MPK Bogdan Latosiński napisał list do Lecha Wałęsy. Zamiast jednak wysłać do adresata, opublikował go w rozdawanym bezpłatnie w miejskich autobusach biuletynie. Po co jego korespondencję mają czytać pasażerowie?

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej

"Pasażera", z podtytułem "Biuletyn Komunikacji Miejskiej w Kielcach", MPK wydaje od roku. Co miesiąc pasażerowie znajdują to "czasopismo bezpłatne" w autobusach. Prócz materiałów o historii i problemach komunikacji mogą w nim przeczytać także rozmaite refleksje przewodniczącego Latosińskiego. W jednym z pierwszych numerów rozwodził się on nad wyższością publicznej komunikacji zbiorowej nad innymi formami przemieszczania się. Przekonywał, że zły stan takiej komunikacji to zagrożenie bytu państwa. 
Swoje poglądy na komunikacyjne sprawy przewodniczący Latosiński przedstawiał też w kolejnych numerach. Można się było z nimi zgadzać lub nie, potraktować z przymrużeniem oka, a w końcu przerwać lekturę i wysiąść na najbliższym przystanku. Przewodniczącemu najwyraźniej jednak już zabrakło komunikacyjnych tematów, o czym świadczy grudniowy numer "Pasażera". Zamieścił w nim bowiem "List do Prezydenta RP Lecha Wałęsy" z podtytułem "Lechu, tak nie wolno". 
Czegóż to nie wolno emerytowanemu prezydentowi i pierwszemu przywódcy "Solidarności"? Przewodniczący Latosiński wypomina mu zarówno dawne, jak i obecne grzechy. Od tego, że nie rozliczył aferzystów i wspierał lewą nogę, po obojętność na "patologie na trwale zadomowione w zakładach pracy" oraz to, że nie ma go na obchodach kolejnych rocznic "razem z robotnikami".
Latosiński w liście podkreśla, że zwraca się do Lecha Wałęsy jako "prosty i zwykły robotnik", choć dawno takim przestał być. Pewnie ze 20 lat jest już przewodniczącym komisji zakładowej "S" w MPK. Od kilku lat robi także karierę polityczną. Startował już na posła z listy PiS. Jeszcze nie dostał się do Sejmu, ale zasiada w sejmiku, gdzie występuje w roli pierwszego prawego i sprawiedliwego. I zarzuca m.in. włodarzom województwa, że promują się i robią sobie kampanię wyborczą za publiczne pieniądze. Jak najbardziej słusznie. 
Szkoda tylko, że przewodniczący Latosiński zaczyna podobnie postępować. Czymże bowiem jest ten list do Lecha Wałęsy? Przecież nie prywatną czy nawet związkową korespondencją. Wyrazem szczególnej troski o "prostych i zwykłych robotników"? Trudno w to uwierzyć. 
Przewodniczący Latosiński byłby z pewnością bardziej wiarygodny, gdyby tej troski nie wyrażał na koszt spółki, w której wprawdzie dużo znaczy, ale nie jest jeszcze jedynym właścicielem. Wtedy i kończący list do Lecha Wałęsy zwrot "Ze związkowym pozdrowieniem, które z bólu rozrywa SERCE" byłby mniej rozrywający.

 
G
Gość
W dniu 31.08.2016 o 07:06, ur. w 1948 roku napisał:

Ja przewiduję,że za rok,dwa lata,na uroczystościach upamiętniających podpisanie Porozumień Sierpniowych z 1980 roku,władze Związku jak i władze Państwa nie wspomną o faktycznych bohaterach tamtych dni.Będą bardzo mocno eksponowane osoby związane z PiS i z samym Kaczyńskim - jego wyznawcy i przydupasy.Głównym punktem uroczystości z tej okazji będzie apel smoleński.Ale wymieniający jedynie otoczenie Kaczyńskich.Tak fałszowana jest historia na naszych oczach !! Czy możemy milczeć i przyzwalac na to ? Nawet za 500zł na dziecko ?Ja mówię NIEEE !!!!!

I co dobrego zrobiłeś dla swoich dzieci - CO ? /pochwal się/
Co powiedzą o tej "walce" wnuki - pomyśl /jak masz czym myśleć/
Mają śmieciówki i zmywak za granicą,a we własnym kraju który im urządziłeś są niczym NIEWOLNIK w średniowieczu.
Szkoda czasu na ciebie i nauki.
u
ur. w 1948 roku

Ja przewiduję,że za rok,dwa lata,na uroczystościach upamiętniających podpisanie Porozumień Sierpniowych z 1980 roku,władze Związku jak i władze Państwa nie wspomną o faktycznych bohaterach tamtych dni.Będą bardzo mocno eksponowane osoby związane z PiS i z samym Kaczyńskim - jego wyznawcy i przydupasy.Głównym punktem uroczystości z tej okazji będzie apel smoleński.Ale wymieniający jedynie otoczenie Kaczyńskich.

Tak fałszowana jest historia na naszych oczach !! Czy możemy milczeć i przyzwalac na to ? Nawet za 500zł na dziecko ?

Ja mówię NIEEE !!!!!

Dodaj ogłoszenie