Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Francuzi grzmią w sprawie nowego niemieckiego pomysłu. Czy zachwieje to koalicją mającą przeforsować federalizację Europy?

Jerzy Mosoń
Jerzy Mosoń
Francuzi zaskoczeni niemiecką zmianą w ostatniej chwili w sprawie reformy dotyczącej dyscypliny w finansach publicznych. Sojusz mający zmienić Europę może zachwiać się w posadach. To szansa dla Polski
Francuzi zaskoczeni niemiecką zmianą w ostatniej chwili w sprawie reformy dotyczącej dyscypliny w finansach publicznych. Sojusz mający zmienić Europę może zachwiać się w posadach. To szansa dla Polski 123rf.com/profile_dudlajzov
Dziś po głosowaniu w Parlamencie Europejskim w sprawie likwidacji zasady jednomyślności oraz przeniesienia kompetencji podatkowych na poziom Brukseli, przekonamy się, czy Unia Europejska wejdzie na szybką ścieżkę federalizacji. Tuż przed kluczowymi decyzjami dla przyszłości Europy, na linii Paryż–Berlin powstał jednak poważny zgrzyt, który może zachwiać koalicją tych stolic forsujących ideę jednego, europejskiego państwa. Czy Polska zdoła wykorzystać okazję, by obronić swą niezależność gospodarczą?

Spis treści

Tuż przed zapadnięciem decyzji na poziomie Parlamentu Europejskiego, gdzie okaże się, czy UE wjedzie na autostradę do federalizacji, francuscy parlamentarzyści oświadczyli, że nie podoba im się stworzenie naprędce przez Niemców systemu „wspólnych wskaźników liczbowych”. Chodzi o słynny już, francuski brak dyscypliny finansów publicznych, za który nieraz Berlin rugał Francuzów, a teraz mógłby zyskać trwałe narzędzie dyscyplinujące słabszego partnera. To szansa dla pozostałych państw, by wbić klin w sojusz niemiecko–francuski zmierzający do utworzenia jednego europejskiego kraju z przewodnią rolą Berlina i Paryża.

Jakiej przyszłości dla UE chce oś Berlin–Paryż?

Lista zmian zapowiedzianych przez koalicję państw, którym przewodzą Niemcy i Francja liczy sobie aż 267 pozycji. Chodzi jednak przede wszystkim o taką zmianę Traktatów europejskich, aby przestała obowiązywać zasada jednomyślności, podczas głosowań w Radzie Europejskiej. Tę zasadę wykorzystują czasem mniejsze kraje, w tym także Polska, by bronić swoich najważniejszych interesów. Zdaniem zwolenników upaństwowienia UE, prawo weta spowalnia proces decyzyjny Brukseli. Wskazują oni nieprzerwanie na możliwość zawiązywania koalicji państw jako alternatywę dla używania weta. Ale kwestia jednomyślności nie jest jedyną, która pojawia się na wokandzie dzisiejszych głosowań.

Kto ma decydować o podatkach? Krajowe instytucje będą mieć jedynie fasadowy charakter

Niemieccy i francuscy politycy chcieliby przenieść poziom kompetencji podatkowych z państw członkowskich na poziom unijny. To miałoby zagwarantować między innymi sprawniejszą spłatę zobowiązań zaciągniętych przez Komisję Europejską. Ta kwestia jest szczególnie ważna dla brukselskich urzędników, którzy pożyczając środki na Fundusz Odbudowy niedoszacowali możliwości finansowych wspólnego budżetu, i od kilku miesięcy gorączkowo szukają brakujących kwot, by spłacić choćby odsetki od zaciągniętego długu.

Jeśli plan eurokratów się powiedzie, to rola krajowych resortów finansów będzie jedynie fasadowa, podobnie stanie się z procesem legislacyjnym dotyczącym uchwalania nowych danin. Obecnie krajowe parlamenty tylko w pewnym stopniu zajmują się narzuconymi przez Brukselę daninami. Po traktatowej rewolucji rola parlamentarzystów w kwestiach m.in. podatkowych straci na znaczeniu. Powstanie zatem uzasadnione pytanie: czy po przesunięciu dalszych kompetencji na poziom unijny, dalsze utrzymywanie polskich posłów i senatorów będzie zasadne?

Próba wprowadzenia jednego europejskiego państwa „tylnymi drzwiami” ma miejsce od kilkunastu lat

Warto jednak podkreślić, że dzisiejsze głosowania w Komisji Konstytucyjnej Parlamentu Europejskiego nie będą rozstrzygające dla przyszłości UE. O zmianach w Traktatach mogą decydować bowiem jedynie państwa członkowskie, a nie Parlament Europejski. Kłopot w tym, że przewodzące UE główne stolice tj. Berlin i Paryż, od wielu miesięcy budują silną koalicję państw mającą na celu wprowadzenie jednego państwa „tylnymi drzwiami”. Podobna próba, choć mająca mocniejszy demokratyczny mandat miała miejsce w 2005 r., gdy realizowany był plan uchwalenia europejskiej Konstytucji. Przyjęcie ustawy zasadniczej dla UE sprawiłoby, że to właśnie ten akt prawny byłby nadrzędny, nawet względem konstytucji krajowych. Pomysł jednak spalił jednak na panewce, gdy Francuzi i Holendrzy w swoich głosowaniach odrzucili traktat konstytucyjny, a co za tym idzie ideę jednego wspólnego państwa europejskiego. Niedługo po fiasku konstytucyjnym ruszył jednak proces federalizacji UE „tylnymi drzwiami”. Zaowocował on Traktatem reformującym Unię, a podpisanym 13 grudnia 2007. Jego ostatni etap to właśnie przeniesienie kluczowych kompetencji instytucji krajowych na poziom europejski oraz rezygnacja lub ograniczenie prawa weta.

Sojusz niemiecko-francuski może się posypać z powodu nadmiernego deficytu Francji

Dotychczas wiele wskazywało na to, że sojusz Berlina i Paryża mający doprowadzić do powstania jednego europejskiego państwa jest niezachwiany. Być może jednak Niemcy, dodając właśnie „wspólne wskaźniki liczbowe” do wprowadzanej od kwietnia reformy zarządzania gospodarczego UE, zrobili o jeden krok za daleko.

– Domaganie się przez Niemcy, aby do reformy zarządzania gospodarczego Unii Europejskiej dodać „wspólne wskaźniki liczbowe” , jest zarówno ideologiczne, jak i nieskorelowane z rzeczywistością – argumentują w opublikowanych 11 października raporcie francuskich parlamentarzystów jego współtwórcy Alexandre Holroyd i Marietta Karamanli.

Francja, a być może także inne państwa, za sprawą niemieckiej propozycji, będą musiały zwiększyć obciążenia podatkowe

Chodzi o to, że zgodnie z niemiecką propozycją – co warte podkreślenia: dodaną do propozycji reformy Komisji w ostatniej chwili – kraje z nadmiernym deficytem musiałyby obniżyć swoje pierwotne saldo strukturalne o co najmniej 0,5 proc. PKB rocznie.
Takim państwem przez wiele lat była Francja, a wyzwania, przed jakimi niebawem stanie w związku z m.in. polityką klimatyczną mogą sprawić, że wrócą dawne problemy z dopięciem finansów publicznych.
Oburzenie francuskich polityków na propozycję niemiecką należy łączyć jak sugeruje brukselski portal Euroactive z opublikowanym we wrześniu raportem think tanku Bruegel, który przeprowadzając obliczenia zgodnie z nowym zestawem przepisów, w tym niemiecką propozycją, uznał, że Francja – zagrożona wiosną procedurą nadmiernego deficytu (EDP) z obecnym deficytem na poziomie ponad 4 proc. – musiałaby zmniejszyć wydatki lub zwiększyć dochody o 30 miliardów euro rocznie.

Reforma miała uwzględniać specyfikę poszczególnych państw. Jak będzie?

Brukselski serwis przypomina, że reforma wprowadzona przez Komisję Europejską w kwietniu, miała na celu zapewnienie państwom członkowskim większej elastyczności w zakresie ich planów redukcji zadłużenia, w tym uwzględniać pewne konteksty gospodarcze. Choć autorzy reformy zdecydowali się utrzymać 3 proc. próg deficytu budżetowego, to zapewniali, że kraje członkowskie będą mogły prowadzić dialog z Komisją, aby jak najlepiej dopasować plan zrównoważonego rozwoju do ich potrzeb i możliwości. Czy po przesunięciu kompetencji podatkowych z państw członkowskich na poziom unijny wciąż będzie to aktualne, czas pokaże. Chyba że posypie się sojusz Niemiec i Francji, a co za tym idzie, to poszczególne państwa wciąż będą miały więcej do powiedzenia w zakresie polityk fiskalnych.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Strefa Biznesu: „Wojna cenowa” sklepów. Ile sklepy na tym zarabiają?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Francuzi grzmią w sprawie nowego niemieckiego pomysłu. Czy zachwieje to koalicją mającą przeforsować federalizację Europy? - Strefa Biznesu

Wróć na echodnia.eu Echo Dnia