Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Galareta z targowiska w Nowej Dębie zabiła 54-letniego mężczyznę? W środę przeprowadzono sekcję zwłok

Marcin Radzimowski
Marcin Radzimowski
Podejrzana opuszcza prokuraturę w asyście policjantów pionu kryminalnego. Po przesłuchaniu Regina S. została zwolniona do domu
Podejrzana opuszcza prokuraturę w asyście policjantów pionu kryminalnego. Po przesłuchaniu Regina S. została zwolniona do domu Marcin Radzimowski
W środę 21 lutego w Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie przeprowadzono sekcję zwłok 54-letniego Jurija N., obywatela Ukrainy mieszkającego z rodziną od dwóch dekad w Nowej Dębie, który zmarł w sobotę po zjedzeniu "swojskiej" galarety kupionej na targowisku w Nowej Dębie. Dwie inne kobiety, które również jadły wspomnianą galaretę, z objawami zatrucia wylądowały w szpitalach.

Galareta doprowadziła do śmierci 54-latka z Nowej Dęby?

To ciąg dalszy tragicznych wydarzeń, które miały swój początek w sobotę: Trująca galareta z targowiska! Nie żyje jedna osoba.

Śledczy mieli nadzieję, że już same wstępne wyniki badania pośmiertnego pozwolą wskazać przyczynę zgonu 54-latka. Teraz wiadomo już, że do wskazania przyczyny śmierci biegli będą potrzebowali między innym wyników badań toksykologicznych próbek pobranych z narządów wewnętrznych mężczyzny.

- Biegli na podstawie badania sekcyjnego nie wypowiedzieli się w temacie przyczyny zgonu mężczyzny, dlatego trzeba poczekać na wyniki badań histopatologicznych. Termin dostarczenia przez laboratorium wyników został zakreślony na jeden miesiąc - informuje prokurator Andrzej Dubiel, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu.

Przypomnijmy, że oprócz 54-latka, który zmarł po zjedzeniu galarety (do zgonu doszło niespełna 3 godziny po spożyciu), zatruciu uległy dwie kobiety w wieku 67 i 72 lat, które również tego dnia kupiły "swojską" galaretę sprzedawaną z samochodu. Obie zjadły jednak niewiele galarety, zaczęły wymiotować, miały biegunkę. Obie kobiety zostały już wypisane ze szpitali w Nowej Dębie i Krakowie.

Policja w sobotę wieczorem poinformowała media lokalne o tragicznych zdarzeniach, prosząc o apele do osób, które kupiły galaretę o niejedzenie jej. Zgłosiły się dwie osoby, które kupiły taki produkt. Szybko ustalono, że sprzedawcami wyprodukowanej metodą chałupniczą galarety byli 56-letni Wiesław S. i 55-letnia Regina S. - małżeństwo z gminy Padew Narodowa w powiecie mieleckim. Od dawna na bazarze w Nowej Dębie handlowali wyrobami wędliniarskimi własnej produkcji, na której wytwarzanie nie mieli żadnych zezwoleń. W ich domu zabezpieczono 20 kilogramów wyrobów wędliniarskich. Jak przekazuje prokuratura, warunki produkcji pozostawiały wiele do życzenia.

W poniedziałek 19 lutego po południu, podejrzani kolejno zostali dowiezieni do prokuratury. Pierwszy był mężczyzna, ale spędził u prokuratora raptem około 40 minut. A to dlatego, że przyznał się do stawianego mu zarzutu, ale skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień. Po zakończeniu czynności mężczyzna został odwieziony, a niedługo potem policjanci przywieźli kobietę. Ta również po upływie nieco ponad pół godziny w asyście policjantów opuściła siedzibę prokuratury, bo podobnie jak mąż przyznała się, ale odmówiła składania wyjaśnień. Na obecnym etapie podejrzani usłyszeli zarzut narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu (zagrożenie karą pozbawienia wolności do lat 3).

od 7 lat
Wideo

Dziennik Bałtycki. Pod Chojnicami wykopano samolot z II wojny

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na echodnia.eu Echo Dnia Podkarpackie