MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Tarnobrzeg. Kto kradł pieniądze w banku w Grębowie? Winnych brak. Dwie kolejne oskarżone wyszły z aresztu, ale Krzysztof K. nie chciał!

Marcin Radzimowski
Marcin Radzimowski
Bożena Sz.: - Pani prezes Janina K. brała pieniądze od sąsiadów, dziś już nieżyjących, ale lokat nie zakładała
Bożena Sz.: - Pani prezes Janina K. brała pieniądze od sąsiadów, dziś już nieżyjących, ale lokat nie zakładała Marcin Radzimowski
W toczącym się przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu procesie dotyczącym wielomilionowych przekrętów finansowych, wskutek których klienci banku stracili pieniądze a sam bank upadł, dość obszerne wyjaśnienia uzupełniające złożyła w środę oskarżona Bożena Sz. Odniosła się do wyjaśnień współoskarżonych. Tego dnia sąd uchylił areszt stosowany wobec kolejnych dwóch oskarżonych - Teresy R. i Genowefy K., obie wróciły już do domów. Za kratkami pozostanie była prezes banku Janina K. oraz jej syn, Krzysztof K.

Trwa proces dotyczący wyprowadzenia pieniędzy z Banku Spółdzielczego w Grębowie

To kolejna odsłona procesu byłych pracowników Banku Spółdzielczego w Grębowie i członków rady nadzorczej tej placówki, którym prokuratura przestawiła szereg zarzutów: Bank Spółdzielczy w Grębowie doprowadzili do bankructwa, chcąc zarobić miliony na giełdzie.

Na poprzednim terminie wyjaśnienia składała przede wszystkim Teresa R., Co powiedziała?

W środę 17 kwietnia sąd wysłuchał wyjaśnień uzupełniających oskarżonych, spośród których najwięcej miała do powiedzenia Bożena Sz.. Odniosła się do słów współoskarżonych (zwłaszcza prezes Janiny K.), które umniejszają swoją winę, a obciążają wyjaśnieniami właśnie Bożenę Sz.

- Panie nie mówią całej prawdy. Jeśli chodzi o panią prezes Janinę K. to nieprawdą jest, że nie wiedziała o likwidacjach lokat klientów banku i dopiero po moim odejściu się dowiedziała. Około roku 2000, może w 2003 do banku z chęcią założenia lokaty przychodzili sąsiedzi Janiny K. (podała trzy nazwiska), przychodzili do jej gabinetu. Wówczas Janina K. wzywała mnie do gabinetu, tam w książeczce była wpisywana lokata, którą dana osoba chciała założyć i był przybijany stempel ze stanowiska oszczędności. Tyle że prawdziwe wpłaty nie trafiały do kasy i lokaty te nie trafiały do systemu - wyjaśniała w sądzie Bożena Sz.

Oskarżona Bożena Sz. - starszy inspektor ds. oszczędności i depozytów w Banku Spółdzielczym w Grębowie, a po 2012 roku członkini Rady Nadzorczej Banku Spółdzielczego w Grębowie mówiła również, że te pieniądze nigdy przez Janinę K. nie zostały zwrócone i pewnie nie zostaną. Jak podejrzewa, poszły na gry maklerskie.

- To byli starsi ludzie, oni już nie żyją. Tylko na samą Marię D. to tych lokat było na około 120 tysięcy złotych. To byli starsi ludzie, którzy ufali bezgranicznie sąsiadce, że jak przekażą pieniądze, to one zostaną właściwie ulokowane w banku - przekonywała Bożena Sz. - Od tego razu rozpoczął się proceder likwidacji lokat w ogóle. Nie wiem, co się z tymi pieniędzmi dalej działo. Taką samą praktykę Janina K. stosowała co do osoby świętej pamięci swojego męża, który dawał jej do zdeponowania swoje pieniądze, a ona nie zakładała lokat, tylko przybijała stempel w książeczce. To widziała Danuta Rz., bo pracowała ze mną na stanowisku oszczędności. Nieprawdą jest więc to, co stwierdziła Danuta Rz., że nie wiedziała o likwidowanych lokatach w czasie, gdy pracowałam w banku.

Jak twierdzi Bożena Sz., współoskarżona Danuta Rz. nie mogła nie wiedzieć o likwidowanych lokatach, ponieważ już przed 2012 rokiem do niej też przychodzili klienci, którym brakowało lokat w banku, choć figurowały w książeczkach jako wpłacony depozyt.

- Danuta Rz. taką książeczkę przekazywała mi, ja naliczałam odsetki, jakie mają być wypłacone. Szłam do prezes Janiny K. pytając, z czego mam wziąć pieniądze, ona wskazywała najczęściej z kredytu fikcyjnego lub z innej lokaty likwidowanej - tłumaczyła przebieg przestępczego procederu Bożena Sz. Dodając, że jej zdaniem toi wszystko zaczęło się przed 2004 rokiem, który prokuratura wskazuje jako początek 15-letniego procederu (z okresu wcześniejszego nie ma dokumentów bankowych).

Bożena Sz. mówiła też o fałszowaniu dokumentów przedkładanych do Komisji Nadzoru Finansowego, aby nie zostały wykryte nieprawidłowości. Mówiła też o pieniądzach bezprawnie wybieranych z konta zaliczkowego banku przez główną księgową Genowefę K., na pomoc zadłużonemu synowi (około 12 tysięcy złotych) i Janinę K. (około 25 - 300 tysięcy złotych). Jak relacjonowała, w banku rządziły prezes Janina K. i główna księgowa Genowefa K., więc ich stanowczym prośbom (żądaniom) dotyczącym wypłat czy przeksięgowań, ciężko było się sprzeciwiać.

- Nieprawdą jest to, co twierdzi Genowefa K., że dopiero w 2016 roku dowiedziała się o likwidowanych lokatach, bo jeszcze za mojej pracy do 2012 roku sama zlikwidowała lokatę swojej kuzynki. To nie było dużo, może 10, może 20 tysięcy złotych. Gdy po jakimś czasie kuzynka przyszła po lokatę, Genowefa K. wypłaciła jej ze swojego konta - mówiła Bożena Sz.

Mówiła też o fikcyjnych kredytach na swoją rodzinę, zaciągniętych przez Janinę K. Kredytobiorcy nie wiedzieli, że ktoś na nich zaciągnął zobowiązania.

- To wszystko stek kłamstw - oświadczyła była prezes banku Janina K., gdy Bożena Sz. zakończyła składanie wyjaśnień i to ją sędzia Maciej Olechowski dopuścił do głosu. - Bożena Sz. lokaty na swoją rodzinę zdążyła pokryć z likwidowanych lokat ludzi przed odejściem z pracy.

Janina K. odniosła się też do sprawy zniknięcia ponad 144 tysięcy złotych z kasy banku 8 lipca 2019roku, na dzień przez paniką bankową. Jej zdaniem za zniknięcie odpowiada kasjerka Sabina S. (nie jest oskarżona w sprawie), która tego dnia rano nagle zwolniła się do domu.

- To był jej ostatni dzień pracy w banku. Symulowała chorobę żołądkową, a przyniosła zaświadczenie od lekarza psychiatry, zamiast od rodzinnego - mówiła Janina K. I doszukiwała się spisku przeciwko niej. - Później nagle, choć nikt wobec niej nie kierował zarzutów wzięła adwokata z Warszawy, tego samego, który reprezentuje Bożenę Sz.

17 kwietnia sąd podjął też decyzję w kwestii tymczasowych aresztów stosowanych wobec oskarżonych (do środy czworga). Sąd uchylił dalsze stosowanie aresztu wobec oskarżonych Teresy R. i Genowefy K., argumentując decyzję między innymi tym, że złożyły już wyjaśnienia i częściowo przyznały się do zarzucanych im czynów. Kobiety muszą wpłacić poręczenie majątkowe wysokości po 60 tysięcy złotych, mają też dozór policyjny. Jeszcze w środę wróciły do swoich domów. Wobec Janiny K., której grozi najsurowsza kara, sąd utrzymał stosowanie aresztu tymczasowego. Podobnie zresztą wobec jej syna Krzysztofa K., który... sam chciał pozostać w areszcie tymczasowym.

Ciąg dalszy procesu 7 maja, wtedy zostaną przesłuchani pierwsi świadkowie.

od 7 lat
Wideo

Ukraina rozpocznie oficjalne rozmowy o przystąpieniu do UE

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na echodnia.eu Echo Dnia Podkarpackie