Związkowi działacze nie chcą powiedzieć, ile zarabiają i na czym polega ich praca w firmach. Dlaczego to taka tajemnica?

Paweł WIĘCEK, wiecek@echodnia.eu
Własne zarobki i faktycznie wykonywana w firmie praca - to pytania. na które związkowi działacze nie chcą odpowiadać
Własne zarobki i faktycznie wykonywana w firmie praca - to pytania. na które związkowi działacze nie chcą odpowiadać
Pytanie o to, ile zarabiają i co w zamian za to robią działa na nich jak płachta na byka. Czy związkowi działacze są zaszczytmi przez media i pracodawców obrońcami praw pracowniczych, czy obibokami na ciepłych posadkach, którzy krzycząc, paląc opony i wymachując metalową rurką, bronią swoich pryweatnych przywilejów?

 

Z tymi pytaniami zwróciliśmy się zarówno do szefów regionalnych struktur, jak i do przewodniczących związków w zakładach pracy.

PENSJE POD LUPĘ

O zarobkach związkowców krążą legendy. Mówi się o pałacach, w których mieszkają, i o brykach, którymi jeżdżą. Jakie w rzeczywistości są ich pensje? – Miesięcznie zarabiam 4600 złotych brutto i to jest wszystko, bez żadnych dodatków. To jest najwyższy zarobek w regionie – mówi Waldemar Bartosz, przewodniczący zarządu regionu świętokrzyskiego NSZZ „Solidarność”. Oprócz niego na etacie jest jeszcze dwóch zastęp-ców, sekretarz oraz członek prezydium. – Od najwyższej pensji w regionie liczy się inne: minus 10 procent dla zastępców, minus 20 dla członków prezydium i minus 30 dla innych członków zarządu zatrudnionych przez związek – wyjaśnia i zaznacza, że te wynagrodzenia pokrywane są ze związkowych składek.

Pytanie o pieniądze zadajemy równiez Elżbiecie Drogosz, przewodniczącej rady Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych województwa świętokrzyskiego i jednocześnie prezesa zarządu oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego w Kielcach. – Otrzymuję pensję nauczyciela dyplomowanego z przedszkola, dietę, którą przyznaje mi okręg (ZNP – przyp. red.) oraz dietę na działalność statutową, którą w OPZZ przyznaje mi Warszawa – mówi.

– Jakie to są kwoty? – pytamy. - A dlaczego mam to panu podawać? Dlaczego pan pyta? Dlaczego ten artykuł chce pan pisać? – denerwuje się. Po wyjaśnieniach dodaje, że z centrali otrzymuje 1500 złotych. Pół idzie na wynagrodzenie dla radcy prawnego, pół na podróże po województwie w sprawach związkowych.

„MAMUSIA MNIE CZESZE"

Schody zaczynają się na poziomie zakładu pracy. Każde pytanie o związki rodzi u rozmówcy podejrzenia. Odbiera je jako napaść. Zarobki to temat tabu. - Zajmijcie się lepiej tym, że ludzi zwalniają, a nie związkami – oburza się działacz z Huty Ostrowiec.

Skoro o pieniądzach nie chcą rozmawiać, to może chociaż o tym, jak wygląda ich codzienna praca? - Co pan konkretnie robi? – pytamy Janusza Niezgodę, szefa Międzyzakładowego Związku Zawodowego przy Elektrowni Połaniec. - Pytanie pan zadaje jak dziecku z podstawówki. Jak wygląda dziecka dzień powszedni? Wstaję, myję się, idę do toalety, jem śniadanie, mamusia mnie czesze, idę do szkoly, zakłada mi tornister, wkładam klapki w szkole – ironizuje. - Związki zawodowe to instytucja, która w państwie demokratycznym umiejscowiona jest w konstytucji. To zbyt poważna sprawa, żeby rozmawiać o tym przez telefon. Niech pan przyjedzie, wtedy pogadamy poważnie – podkreśla.

Bardziej skory do rozmowy na serio jest Bodgan Latosiński, przewodniczący Solidarności w Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacji w Kielcach. - Mój dzień pracy różnie się zaczyna. Czasami od spokojnej dniówki. Najgorsze są poniedziałki, kiedy pracownicy zgłaszają niedogodności po weekendzie. Są dni, że nie ma kiedy herbaty wypić, bo odbywają się negocjacje i spotkania dotyczące funduszuy socjalnego czy zarządzenie regulaminu pracy – mówi.

Bodgan Latosiński twierdzi, że obecnie praca w związku to ciężki kawałek chleba. - Związek jest zawsze kozłem ofiarnym, mówi się, że przez związek coś pada. W systemie bankowym nie ma związków zawodowych, a ten system padł. Jestem gotów rozmawiać na temat związków w chwili spokoju, ale gdy się gospodarka wali i gdy związki widzą rozgrabywanie majątku, to tym się próbuje wywołać temat zastępczy, że siedzimy na ciepłej posadce – mówi. 

 

OFE zlikwidowane. Masz 5 miesięcy na decyzję

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

w
wiwi

Jestem nauczycielem i należę do ZNP i zastanawiam się czy się nie odpisać zero konkretnych działań, płace stoją w miejscu, a ze swoich składek nie chcę utrzymywać osoby, ktora potem śmiać mi się będzie w twarz. Drodzy młodzi nauczyciele i nauczyciele, którzy nie widzą efektów pracy ZNP odpiszcie się to może wreszcie ktoś zacznie coś działać. 

Dodaj ogłoszenie