Po gigantycznym pożarze w firmie produkującej znicze w Kielcach ruszył proces. Wśród oskarżonych prezes firmy

Elżbieta Zemsta
Elżbieta Zemsta
archiwum
Ruszył proces po gigantycznym pożarze w hali zakładu produkującego znicze w Kielcach, do którego doszło w sierpniu 2018 roku. W ogniu zginęła 37-letnia kielczanka, a dwie inne osoby zostały ranne.

Na ławie oskarżonych zasiadł prezes firmy, kierownik produkcji i brygadzistka – nie przyznają się do winy.

Pożar w zakładzie produkującym znicze w strażackich statystykach odnotowany został jako jeden z największych w 2018 roku. Z ogniem walczyło 26 zastępów. Okazał się być też tragicznym w skutkach. Ofiarą ognia została 37-letnia pracownica zakładu - mieszkanka Kielc. Dwie inne osoby zostały ranne, jedna z poparzeniami trafiła na szpitalny oddział, inna pod wpływem emocji zasłabła na miejscu.

TAK INFORMOWALIŚMY O WYDARZENIACH: Pożar w hali produkującej znicze przy ulicy Ściegiennego w Kielcach [RAPORT]
Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa Kielce – Wschód. Śledztwo trwało sporo ponad rok. 4 marca przed Sądem Okręgowym w Kielcach ruszył proces w tej sprawie. Prokurator oskarża trzy osoby: prezesa zarządu spółki, kierowniczkę produkcji i brygadzistkę. Prezes usłyszał m.in. zarzut związany z tym, że jako pracodawca, poprzez świadome zaniedbania w zakresie nadzoru nad pracą automatycznej lakierni, a będąc odpowiedzialnym za bhp nie dopełnił obowiązków, przez co doszło do pożaru hali produkcyjnej, zagrażające życiu i zdrowiu wielu osób. Kierownik produkcji i brygadzistka usłyszały zarzuty związane z tym, że jako osoby odpowiedzialne w zakładzie za bhp, pomimo, że wiedziały o niesprawności automatycznej lakierni, dopuściły do jej uruchomienia i obsługi.

Przed sądem oskarżeni nie przyznawali się do winy. Prezes odmówił składania wyjaśnień. Kierowniczka produkcji stanowczo odpiera zarzuty. – Tego dnia rano od brygadzistki z nocnej zmiany dowiedziałam się, że niesprawna jest lakiernia, że mechanicy mają wymienić silniczki. One czasem wymagały naprawy bądź wymiany. W mojej ocenie w chwili zdarzenia silniczków w maszynie nie było, więc lakiernia nie działała – tłumaczyła kierowniczka produkcji. Jak podkreślała przez zakład przewinęło się mnóstwo kontroli z różnych instytucji. – Dwa tygodni przed pożarem była inspekcja straży pożarnej z zakresu zasad przeciwpożarowych. Kazali wyznaczyć drogi ewakuacyjne i przenieść łatwopalne lakiery do bezpiecznego magazyny, tak też uczyniliśmy – wyjaśniała kobieta.

Jak dodawała, pracownicy w hali nie mieli specjalnych ubrań ochronnych, do ich dyspozycji były ochronne maski i okulary, ale… - Trudni było ich zmusi, żeby je nosili – zaznaczyła w sądzie. Podkreślała przy tym, że pracownicy byli przeszkoleni w zasadach BHP.

Z wyjaśnień kierowniczki wynikało, że w trakcie pożaru na zewnątrz ewakuowali się wszyscy pracownicy. – Wiem od pracownic, że jedna z kobiet, poszkodowana 37-latka wyszył z hali, ale wróciła. Mówiła im, że „leci po kartę czy telefon”. Mówiliśmy strażakom, że ona jest w środku, ale kierujący akcją powiedział, że jest tak wysoka temperatura wewnątrz hali, że nie może wpuścić ratowników – wyjaśniała oskarżona. Krytykowała akcje gaśniczą straży pożarnej. – Mówiliśmy co to za zakład, że produkujemy znicze i w środku jest parafina. Oni zaczęli polewać to wodą, a ja wiem, że trzeba gasić taki pożar pianą! Pamiętam też, że nie zadbano o nas należycie, jako o poszkodowanych pracowników. Strażacy nie dali mi nawet maski ochronnej – zaznaczała.

Prezesowi spółki grozi kara do 12 lat pozbawienia wolności, a pozostałym oskarżonym do 5 lat więzienia.

Czy wzrośnie opłata za ZUS?

Wideo

Materiał oryginalny: Po gigantycznym pożarze w firmie produkującej znicze w Kielcach ruszył proces. Wśród oskarżonych prezes firmy - Echo Dnia Świętokrzyskie

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
4 marca, 16:11, Mario:

BHP w większości kieleckich firm to jest farsa i kabaret. Chłodnię Kielce ktoś pamięta? Może już nikt i słusznie - bo produkcja tam odbywała się w halach zamkniętych przez sanepid. Jak była kontrola to pracowników na wolne. Typowo kieleckie podejście - byle jak.

Zamknac frajera firmy kaj i tyle w temacie a to on jesxcze nie siedzi kutafon

M
Mietek

Niektorzy biznesmeni. Budują hale magazynową a po odbiorze wstawiają urządzenia i palne materiały i u[wulgaryzm]miają produkcję. Nie ma wentylacji, nie ma zabezpieczeń a hala jest tańsza w budowie i eksploatacji. Tylko jak jest wypadek w pracy to prokuratura stawia zarzuty. Ale ryzykują bo kasa jest najważniejsza. Narzekają że nie ma pracowników bo płacą grosze na czarno i każą pracować w skandalicznych warunkach. Szkoda że powołane instytucje tego nie widzą.

G
Gość

A po kiego ci babo maska ochronna? Miejsce gapiów jest z daleka od miejsca akcji. A skoro do tego twierdzi, że straż się przyczyniła do tragedii bo gasiła wodą, to znaczy, że gdyby firma miała agregaty gaśnicze to w ogóle by nie było tematu, bo pożar by się nie rozwinal. No ale agregat kosztuje z 500 zł.

M
Mario

BHP w większości kieleckich firm to jest farsa i kabaret. Chłodnię Kielce ktoś pamięta? Może już nikt i słusznie - bo produkcja tam odbywała się w halach zamkniętych przez sanepid. Jak była kontrola to pracowników na wolne. Typowo kieleckie podejście - byle jak.

Dodaj ogłoszenie