Rośnie liczba zatrudnionych w Polsce, którzy myślą o wyjeździe do pracy za granicę. Po raz pierwszy jest ich więcej, niż bezrobotnych. Ci ostatni są zadowoleni z socjalu i nie myślą szukać zarobku gdzie indziej.

Liczba osób zainteresowanych wyjazdem do pracy w Europie Zachodniej spada z roku na rok. W tym jest rekordowo niska. Jak sprawdził Główny Urząd Statystyczny, w całej Polsce intensywnie myśli o tym zaledwie 88 tysięcy osób. Powodem jest przede wszystkim malejące z roku na rok bezrobocie. To właśnie bezrobotni w przeważającej większości myślały wcześniej o emigracji. Ale statystycy zwrócili uwagę na zmianę trendu o 180 stopni.

Po raz pierwszy w historii takich badań okazało się, że wśród osób planujących wyjechać z kraju jest więcej pracujących, niż bezrobotnych. Mało tego - liczba tych pierwszych wzrosła aż o połowę w porównaniu do zeszłego roku.

- W przypadku osób trwale bezrobotnych następuje z czasem pewne przyzwyczajenie i akceptacja dla rzeczywistości, w której się znaleźli. Jeśli dodamy do tego fakt, że wprowadzono różne programy socjalne, na przykład 500+, to nie ma się co dziwić, że bezrobotni coraz rzadziej myślą o wyjeździe - komentuje dr Marta Rostropowicz-Miśko, polityk społeczny z Uniwersytetu Opolskiego.

Zdaniem dr Rostropowicz-Miśko wzrost zainteresowania wyjazdem za granicę w celach zarobkowych tych, którzy w kraju mają zatrudnienie, może wynikać z różnej motywacji. - W przypadku pracowników wykwalifikowanych, specjalistów, może być to chęć dokształcenia się w Europie, jeszcze większego rozwoju zawodowego i przy okazji zwiększenia zarobków - mówi. - Natomiast w przypadku osób niewykwalifikowanych, pracujących w sektorze usług, gdzie pensje wciąż są niewysokie, może narastać chęć poprawy swoich nie najlepszych warunków życia.

Dokładnie w takiej sytuacji znalazł się Piotr Zawada z Kędzierzyna-Koźla. Pracował jako kasjer i magazynier. Ledwo wiązał koniec z końcem. - Opowiada się jakieś niestworzone rzeczy o dobrych zarobkach na kasie, ale to nie jest prawda - mówi. - Tam dalej zarabia się zaledwie 200, 300 złotych powyżej najniższej krajowej. W praktyce na rękę dostaje się 1600-1700 złotych. Za takie pieniądze dziś w Polsce nie da się żyć.

I podaje przykłady: - Rachunki za ogrzewanie wzrosły mi o 50 procent. Podobnie koszty prądu, coraz droższa jest też żywność. Pensje nie rosną tak szybko jak koszty utrzymania.

Statystyczne gospodarstwo domowe ma już co miesiąc zobowiązania na kwotę 1572 zł, podczas gdy jeszcze trzy lata temu było to 976 zł. 70 proc. Polaków uważa, że koszty życia w Polsce są wysokie lub bardzo wysokie - takie wnioski płyną z drugiej edycji raportu „Portfel statystycznego Polaka” Krajowego Rejestru Długów, opracowanego na podstawie wyników badania Kantar Millward Brown. To właśnie rosnące koszty życia często zmuszają do wyjazdów rodaków, którzy w Polsce mają pracę, ale za niską pensję.

Według deklaracji kwoty comiesięcznych rachunków, w porównaniu do badania z 2015 roku, wzrosły aż o 61 proc. Średnio Polacy płacą dziś 193 zł za prąd, 102 zł - telefon, 108 zł za wodę, 52 zł - wywóz nieczystości, 68 zł za Internet, 83 zł za telewizję kablową lub satelitarną, 116 zł za gaz, 514 zł - czynsz i 336 zł za energię cieplną.

Zarabiasz mało, myślisz o wyjeździe

W drugim kwartale 2017 roku za granicę chciało wyjechać nieco ponad 20 tys. osób, które mają w Polsce pracę, ale planowały ją zmienić na lepszą i lepiej płatną. Teraz takie plany ujawnia aż 55 tysięcy Polaków.

Najdotkliwiej wysokość comiesięcznych opłat odczuwają osoby z wykształceniem podstawowym, czyli niewykwalifikowani pracownicy. 82 procent z nich ma kłopoty finansowe. Po opłaceniu wszystkich rachunków, zostaje im najmniej pieniędzy - 596 zł (emerytom i rencistom - 775 zł).

Najwięcej pieniędzy do dyspozycji, po uregulowaniu wszystkich stałych zobowiązań, pozostaje osobom od 25. do 34. roku życia oraz tym z wyższym wykształceniem - średnio ponad 2600 zł.