Wojciech Praszkiewicz 14 lat był stylistą fryzur w Londynie, dbał o wiele gwiazd. Teraz wrócił do Kielc i otworzył salon "Hush" (WIDEO)

Iwona Rojek
Iwona Rojek

Wideo

Zobacz galerię (6 zdjęć)
Wojciech Praszkiewicz po 14 latach bycia stylistą fryzur w Londynie otworzył salon „Hush” przy ulicy Hipotecznej w Kielcach. Tam czesał i strzygł znamienite osobistości, teraz chce przenieść zdobyte doświadczenie na rodzimy grunt.

Z Kielc przez Kraków do Londynu

Jak opowiada jego droga do zostania fryzjerem była dość zawiła. Po skończeniu technikum w Zespole Szkół Przemysłu Spożywczego w Kielcach kierunku technologia żywności, trafił na studia na Akademię Rolniczą do Krakowa na kierunek technologia żywności i żywienie człowieka. Po pewnym czasie doszedł do wniosku , że ta dziedzina nauki mu nie odpowiada. - Poszedłem na tą uczelnię bardziej za namową bliskich, niż z własnej potrzeby – przyznaje. - Choć z drugiej strony, dzięki takiemu kierunkowi zawracam większą uwagę na sposób odżywiania, nie jadam przetworzonej żywności i tego samego uczę moje dzieci. Właściwe jedzenie bez konserwantów ma wielki wpływ na wygląd skóry i włosów. Po powrocie z Krakowa do Kielc odkryłem w sobie artystyczną duszę i postanowiłem być stylistą fryzur. Zacząłem pracę w „Trendy Hair Fashion”, a za jakiś czas doszedłem do wniosku, że spróbuję pracować w tym zawodzie w Wielkiej Brytanii. Przeniosłem się do Londynu.

Londyńskie wzory w salonie „Hush” w Kielcach

Salon, który właśnie otworzył przy ulicy Hipotecznej w Kielcach urzeka oryginalnością i prostotą. Jedna ze ścian składa się z cegieł, kolorytu nadają kwiaty, zaciekawienie budzą kosmetyki , dotąd nie znane na naszym rynku. - Przyznam, że nad urządzeniem tego miejsca myślałem około roku, ale efekt jest chyba niezły – mówi. - Nie ma tu niczego zbędnego. Jego nazwa „Hush”, która oznacza ciszę konweniuje z takim stylem, jaki lubię, bo wielu ludziom pójście do fryzjera kojarzy się z tym, że trafią w młyn rozmów i plotek. Bywają fryzjerki, które bez przerwy mówią i odwrotnie klientki zwierzają im się ze swoich problemów. A to do zrobienia fryzury jest to zupełnie niepotrzebne, jedynie rozprasza. W ciszy i spokoju wydarza się więcej fajnych rzeczy - dodaje.

Wystrój obecnego studia został dopasowany do lokalu w którym się znajduje. Pomysły i inspiracje na jego styl jak wyjaśnia, czerpał z różnych miejsc oraz własnej intuicji i stylu. - Obydwoje z żoną jesteśmy osobami doceniającymi sztukę oraz jej piękno i wartość – podkreśla. - Mamy podobne zainteresowania, cele i marzenia. Łączą nas również wartości, które tworzymy jako rodzina oraz wzajemny szacunek i zrozumienie.

W Londynie spełniali marzenia
Wojtek mówi, że już w czasie studiów zdecydował się na kurs fryzjerski. - Było to coś zupełnie odbiegającego od tematu moich studiów na Akademii Rolniczej w Krakowie – przyznaje. - Potem podjąłem pracę w salonie w Kielcach. Wiele się nauczyłem. To był właśnie czas nabywania podstawowych wiadomości dotyczących fryzjerstwa jak również pracy i kontaktu z ludźmi i klientami. Wtedy poznałem moją wspaniałą żonę Agatkę. Jest osobą niezwykle sympatyczną, ciepłą, ale również stanowczą i bardzo podobną do mnie pod względem tergo co jest w życiu ważne. Pojechaliśmy razem spełniać się zawodowo. Obydwoje byliśmy na tyle młodzi, żeby zaryzykować i zostawić wszystko w Polsce na rzecz przygody w Londynie. W Wielkiej Brytanii szybko znaleźliśmy pracę i muszę przyznać że byliśmy szczęśliwcami, gdyż nigdy nie pracowaliśmy poniżej swoich kwalifikacji, wręcz przeciwnie rozwijaliśmy się. Dobrze znaliśmy język angielski, bo wcześniej sporo podróżowaliśmy, mieszkaliśmy też w Stanach Zjednoczonych. Ale to Londyn był zawsze naszym marzeniem.

Akademia Vidal Sassoon

Wojtek opowiada, że miał szansę pracować z ludźmi z wielu zakątków świata, poznać ich techniki i sposoby pracy. - 14 lat w Londynie pozwoliło mi na zdobycie wiele nowych umiejętności - zdradza.

- Zdobyłem ogromne doświadczenie. Pracowałem na Hampstead, to jedna z najpiękniejszych dzielnic Londynu. Odbywałem tam cykliczne szkolenia, podczas których poznałem nie tylko techniki fryzjerstwa, ale również podejście do klientów, które jest bardzo ważne. Niesamowitym przełomem w mojej karierze fryzjerskiej była nauka jednej z najbardziej prestiżowych Akademii Fryzjerskiej na świecie - Vidal Sassoon. Nauka była niesamowicie kosztowna, ale nauczyłem się tam nietypowych technik strzyżenia.
Wkrótce moimi klientami byli ludzie ze świata brytyjskiej polityki telewizji czy też show biznesu. Między innymi: Helena Bonham-Carter , brytyjska aktorka dwukrotnie nominowana do Oscara; Nicki Minaj, modelka, raperka, aktorka; Billie Piper, brytyjska aktorka, gwiazda muzyki pop; Chris Evans , amerykański aktor , scenarzysta, prezenter w Top Gear; Isla Fisher, australijska aktorka i scenarzystka oraz wiele innych osobistości - mówi Wojtek.

Kielczanin mówi, że trema zawsze się pojawia, kiedy ma się do czynienia z ludźmi takiego kalibru, ale trzeba ja przełamać, żeby jak najlepiej wykonać swoją pracę. Z drugiej strony przyznaje szczerze, że zdarzały się sytuacje, kiedy jego fryzura komuś nie przypadła do gustu.

- Fryzjerstwo nie jest łatwym zachodem – uważa. - Oprócz dobrej praktyki trzeba mieć doskonały instynkt oraz kontakt z klientem, żeby dobrze poznać jego oczekiwania. Zamierzam pracować na najlepszych kosmetykach, między innymi Nashi, są naturalne, bez parabenów,i silikonu, bogate w olejek argonowy. Sprawiają, że włosy są nawilżone i miękkie - dodaje.

Powrót do Kielc
Po latach pracy w Anglii oboje z żoną i dwiema córeczkami zatęsknili do rodzinnych Kielc i postanowili zaprezentować swoje umiejętności w swoim mieście. Jak mówią Londyn to piękna stolica Wielkiej Brytanii, ale zdecydowali się na powrót.

- Właśnie zdobyte doświadczenie oraz lata pracy z najlepszymi chciałby wykorzystywać w budowaniu własnej marki – mówi Wojciech Praszkiewicz. - Wróciliśmy też może trochę ze względu na sentyment do ojczyzny i zaznanie większego spokoju. W Londynie żyje się bardzo szybko, czas to pieniądz. Kobiety i mężczyźni nie mają go na pielęgnację oraz farbowanie włosów w domu. Wolą przyjść do salonu i oddać się w ręce fachowców. Londyńczycy uwielbiają mieć piękne, zdrowe, lśniące włosy. Uważam, że pielęgnacja, nawilżanie, odżywianie, podcinanie jest bardzo istotną częścią pracy fryzjera i będę zachęcał moich klientów do regularnych zabiegów odżywczych, zarówno w salonie jaki w domu. Mieszkańcy stolicy Anglii myją włosy codziennie, idąc za radą Philipa Kingsley, światowego specjalisty w pielęgnacji włosów i skóry głowy. Uważa on, że mycie włosów powinno być tak naturalne, jak codzienne mycie skóry. Ale oczywiście wszystko zależy od indywidualnego stylu życia oraz potrzeb i naszych preferencji. Pytam czy zalecenia polskich fryzjerów, żeby po myciu spłukać włosy zimna wodą są właściwe Wojtek odpowiada, że jak najbardziej , to podstawa pięknych włosów po każdym zabiegu.

Na pytanie dlaczego Wojtek nazwał swój salon „Hush” powiedział, że nigdy nie był zwolennikiem nazw salonów pochodzących od imion właścicieli oraz nazw związanych z włosami. Nazwa "Hush" z angielskiego oznacza ciszę i spokój i to właśnie w pewnym sensie odzwierciedla jego osobowość. Ale zaznacza, że w żadnych wypadku nie jest introwertykiem bo bardzo lubi przebywanie z ludźmi.

Dodaje, że obecnie najważniejsza dla niego jest rodzina, jak również osobisty rozwój i spełnień różnych marzeń. Nie chce konkurować z żadnym salonem, zamierza skoncentrować się na własnym salonie oraz budowanie własnej marki. - Dla mnie najważniejsze jest satysfakcja z wykonywanego zawodu, ale przede wszystkim zadowolenie klientów – podkreśla.

Kiedy pytamy czym różnią się Brytyjczycy od Polaków Wojtek odpowiada, że są bardzo otwarci , tolerancyjni i dumni ze swojego kraju i tradycji. Również bardzo optymistyczni w każdej dziedzinie swojego życia. Polacy są bardziej narzekający i pesymistyczni.

- Ja będę zarażał moich klientów optymizmem, zapraszam zarówno kobiety jak i mężczyzn- mówi. - Na całym świecie w dzisiejszych czasach granica między salonami męskimi i damskimi powoli się zaciera, coraz więcej jest stylistów, którzy zajmują włosami obu płci.

POLECAMY: BIZNES I PRACA

Materiał oryginalny: Wojciech Praszkiewicz 14 lat był stylistą fryzur w Londynie, dbał o wiele gwiazd. Teraz wrócił do Kielc i otworzył salon "Hush" (WIDEO) - Echo Dnia Świętokrzyskie

Komentarze 9

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Wszędzie doborze ale w ojczyźnie najlepiej :)powodzenia :)

G
Gość
13 grudnia, 21:37, Gość:

Ile za obcięcie ze stylizacją na zapałkę? Anka z bloku bierze 10 zł

Na zapałke szkoda kasy u Anki , sam się ogol a za dyche kup małpke w żabce

G
Gosia

Mam nadzieję, że ten Pan pokaże że jeśli jakość usług jest na wysokim poziomie to i w Kielcach da się osiągnąć sukces w biznesie

G
Gość

Powodzenia

G
Gość

Zabawa w vivo z małymi dziećmi, to raj dla pedofilów. Jak podrosną, to będzie miss i mister przedszkola, potem podstawówki i na końcu eurowizji itp. Rodzice puknijcie się w te swoje główki!!!

B
Bros

Powodzenia a jak będzie to sam zobaczy.

P
Pozdr
13 grudnia, 21:37, Gość:

Ile za obcięcie ze stylizacją na zapałkę? Anka z bloku bierze 10 zł

Za co innego pewnie też tyle bierze ') a ty się zastanów nad tym swoim pato-życiem, bo już nie jest w modzie.

M
MAREK

Pomysł może i dobry, ale cena robi Robotę... Nie oszukujmy się Kielce to nie Londyn i nie Mediolan I nie sądzę żeby faceci płacili po 60 lub 100zł za strzyżenie....

G
Gość

Ile za obcięcie ze stylizacją na zapałkę? Anka z bloku bierze 10 zł

Dodaj ogłoszenie