Hania Terlecka nie żyje. Historia heroicznej walki o życie małej kielczanki. Tak ją zapamiętamy [ZDJĘCIA]

Paulina Baran
Paulina Baran
Hania z rodzicami - lato 2021
Hania z rodzicami - lato 2021
W niedzielę, 19 września zmarła wspaniała wojowniczka, Hania Terlecka z Kielc. Dramatyczna wiadomość rozdarła tysiące serc na miliony kawałków, ale rodzice dziewczynki mocno podkreślają, że walka o życie ich córki nie poszła na marne, bo dzięki niej mogli być z Hanią dłużej i mimo wszystko cieszyć się chwilami, które zostały im podarowane. Dziś, w tych niezwykle smutnych okolicznościach przypomnijmy historię heroicznej walki o życie małej kielczanki.

Mała dziewczynka z Kielc dokonała rzeczy niesamowitych. Sprawiła, że tysiące ludzi zjednoczyło siły, aby wspólnie zawalczyć o Jej życie. Takiego zrywu serc w historii regionu do tej pory nie było nigdy.

Dramatyczna diagnoza
Rodzice Hani dowiedzieli się, że w główce dziewczynki jest śmiertelnie niebezpieczny brodawczak, 26 listopada 2019 roku. Lekarze wycieli guza w całości. Niestety wynik badania histopatologicznego brzmiał jak wyrok - nowotwór splotu naczyniowego, złośliwy, w najgorszej postaci. Fatalne rokowania, polscy lekarze nie dawali żadnych szans. Nadzieja przyszła zza oceanu, szansą dla Hani okazała się nowatorska terapia chemią docelową, która ma “trafić” bezpośrednio w komórki nowotworowe. To, co wydawało się niemożliwe stało się faktem.

Wielki zryw serc
W styczniu 2020 roku cała Polska usłyszała o małej kielczance, która, aby walczyć z rakiem splotu naczyniowego, potrzebowała 6 milionów złotych. O Hanię walczyła rzesza ludzi - organizowano turnieje sportowe, zbiórki publiczne, a nawet zjazd na byle czym. Pomocnicy Hani skupili się także na profilu licytacyjnym, na którym do dziś są tysiące osób.

Prawie 6,5 miliona złotych zebrano w nieco ponad 3 tygodnie, z czego 3 miliony w ciągu kilkudziesięciu godzin! Wsparcie dla Hani Terleckiej popłynęło z całego świat, a potrzebną na leczenie udało się uzbierać w rekordowym czasie i już 28 stycznia o godzinie 9:30 Hania i jej rodzice wyruszyli specjalistycznym samolotem wyposażonym w najlepszy sprzęt medyczny z lotniska w Warszawie do Nationwide Childrens' Hospital w Ohio, gdzie na Hanię czekał profesor Jonathan L. Finley. To on był jej szansą, ratunkiem i nadzieją na lepsze jutro. To on walczył z największym wrogiem Hani - wstrętnym rakiem, który panoszył się w jej główce.

Terapia chemią celowaną miała trwać pół roku, jednak pojawiły się komplikacje, które przedłużyły się leczenie blisko dwukrotnie. Ostatecznie jednak terapia w Stanach przyniosła rezultaty - nowotwór się zatrzymał.

Guzy znów się pojawiły
Hania w grudniu ubiegłego roku wróciła z rodzicami do Swojego domu w Kielcach po prawie rocznym leczeniu w Stanach Zjednoczonych, spędziła z rodziną wspaniałe święta. W ostatnich miesiącach kontynuowała leczenie w Polsce, niestety okazało się, że pojawiły się guzy na jej wątrobie i rodzina dziewczynki wiedziała, że nie zostało jej wiele czasu. W opublikowanym w niedzielę, 19 września wpisie, rodzice Hani mocno podkreślili, że walka o życie ich córki nie poszła na marne. - Jeśli ktoś nawet przez chwilkę pomyśli „i po co to wszystko było” to ja dziś mówię - warto było. Dzięki Wam byłam dłużej z moją siostrą, z rodzicami, rodziną. Naprawdę bardzo się starałam pokonać chorobę ale ona okazała się silniejsza, i mimo iż byłam taka dzielna, to przegrałam tą walkę - napisali.

-Gdyby miłość mogła uzdrawiać, a łzy wskrzeszać, to nadal byłaby tu z nami - napisała na swojej stronie Fundacja Jesteśmy Blisko, która opiekowała się Hanią.

Redakcja "Echa Dnia" składa wyrazy najgłębszego współczucia rodzinie Hani. Serca krwawią...

Mistrz Błachowicz liczy na nokaut!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie